Przejdź na stronę główną Interia.pl

Czy warto wydorośleć?

Ja się nie oburzam

"Odniosłam sukces", tak pomyślę o sobie, jeśli raz w roku będzie mnie stać na długą podróż na inny kontynent. Jestem blisko tego celu, odkładam na safari w Afryce i mam już sporą kwotę - mówi Karolina, 25-latka z Warszawy, która w firmie informatycznej zarabia 7000 netto. Trzech chłopaków w wyciągniętych swetrach i ja - ładna brunetka. W liceum tworzymy paczkę. Naszą pasją są komputery, gry i nowe technologie. Mam ścisły umysł, wygrywam kilka olimpiad. Po maturze chcę zdawać na informatykę, ale gdy dociera do mnie, jak bardzo jest oblegana, tracę entuzjazm, boję się, że za kilka lat będę należeć do rzeszy bezrobotnych. Kręci mnie polityka: "poznam charyzmatycznych ludzi z pasją", myślę. Zdaję na politologię i politykę społeczną.

Reklama

O tym, że trafiam do świata pozbawionego idei, przekonuję się na praktykach w biurach poselskich. Na stażu w organizacji pozarządowej wspierającej najuboższych uśmiechnięta szefowa mówi: "Do takich miejsc traficie po studiach. To praca pełna wyzwań, choć za niewiele ponad tysiąc złotych miesięcznie". Od tamtej pory nie mogę skupić się na wykładach. "To po to uczę się nocami i jeśli nie zaliczę egzaminu, płacę za poprawkę? Żeby zarabiać 1300? Czuję się oszukana. Żeby mieć na coś ekstra, chodzę sprzątać do babci. Z litości za ogarnięcie dwóch pokoi płaci mi 200 złotych. A ja mam wyrzuty sumienia, że ją oszukuję, bo wykończona studiami na dwóch kierunkach nie odsuwam mebli, nie szoruję wanny, tylko spryskuję cifem. Wykorzystuję, że babcia niedowidzi.

Na trzecim roku biorę dziekankę i wyjeżdżam do Anglii, gdzie kuzynka załatwia mi pracę kelnerki. "Zarobisz, odłożysz, podszkolisz język". Ma lecieć ze mną mój chłopak, ale w ostatniej chwili się rozmyśla. Kiedy odwozi mnie na lotnisko, w radiu leci piosenka "Zostanę przy tobie" zespołu Karmacoma, do dziś mam łzy w oczach, kiedy ją słyszę. Luton to ponure i dość zaniedbane miasto. Pracuję w pubie, podaję piwo, zmywam gary, sprzątam kible i tęsknię za domem. Po raz pierwszy w życiu łapię depresję tak uciążliwą, że potrafię głośno się rozryczeć, stojąc przy barze. Kilka miesięcy później rzucam pub i jadę na kilka dni do Londynu na Camden Market i w domu handlowym Selfridges wydaję prawie wszystkie zarobione pieniądze, za resztę kupuję bilet do Polski.

O swojej zawodowej przyszłości wolę nie myśleć. Postanawiam, że zrobię jak wszyscy: skończę studia i będę mieć nadzieję, że jakoś się ułoży. Miesiąc później: "Być może mam dla ciebie fuchę testerki gier komputerowych", mówi kolega z liceum. Widzę światło w tunelu. Idę na rozmowę do firmy produkującej gry, przechodzę kilka testów. "Chciałabym zarabiać 1600", mówię, ale gdy widzę grymas na twarzy szefa, poprawiam się: "Oczywiście 1600 brutto". Tydzień później telefon: "Proponujemy 2000 netto i miesiąc próbny". Szaleję z radości. Od tej pory na całe dnie zamykam się w pokoju i gram, wyłapuję błędy, oceniam wydajność, przygotowuję raporty. Po pół roku nie wracam na uczelnię, bo zarabiam już 2,5 tys.

"A jeśli skończą się te chałtury, zostaniesz na lodzie. Bez studiów i perspektyw", martwią się znajomi. Rodzice są obrażeni. "Wstyd mi, że się nie uczysz, tylko siedzisz przy komputerku", mówi matka. "Studia są najważniejsze!", wtóruje jej ojciec, z zawodu mechanik. A ja konsekwentnie robię swoje. Wkrótce zaczynam wysyłać CV. Trafiam na rok do firmy informatycznej. Jest maj 2012, w telewizji widzę tysiące "oburzonych", którzy wychodzą na ulice Hiszpanii protestować przeciwko niesprawiedliwości i wyzyskowi. Ja miesiąc później podpisuję umowę o pracę z międzynarodową firmą informatyczną, która na starcie proponuje mi siedem tysięcy netto. Mam 24 lata. Nie dostaję pracy po znajomości, biorę udział w ogólnopolskim konkursie, który wyłania trzy najlepsze osoby.

Dzwonię do znajomych. Mówią, że się cieszą. Przez pierwsze dni po wypłacie chyba z dziesięć razy dziennie loguję się na konto. Dostaję więcej niż moi rodzice zarabiają razem. "Możesz się wyprowadzić z domu, kupić sobie tyle rzeczy", wzdycha przyjaciółka. "Ponieważ nic nie mam, nie wiem od czego miałabym te zakupy zacząć", mówię. Przez pierwszy miesiąc uszczęśliwiam innych. Rodzicom kupuję telewizor z dużym ekranem i urządzenie, które samo odkurza podłogi. Kilka miesięcy później wynajmuję w centrum Warszawy 40-metrowe studio z nowoczesnymi meblami. Nie chcę wiązać się kredytem na mieszkanie. Moja firma ma oddziały w całej Europie, jeśli się sprawdzę, być może wyjadę.

Lato zeszłego roku. "Czym ja ci teraz zaimponuję?", pyta kolega z politologii. Wciąż mieszka z rodzicami, a po dyplomie nie znalazł nic ciekawego i pracuje jako wolontariusz. W sierpniu jest miło: zaprasza mnie na spacery do parku, na przejażdżki rowerem. Ale problem, gdzie schować się przed deszczem, żeby nie trzeba było płacić. Nie zgadza się, żebym to ja zabrała go na obiad. "Jedz sama, nie jestem głodny", mówi i wpatruje się w mój talerz. Takich randek mam wiele, ale najczęściej z rówieśnikami, którzy czują się przy mnie gorsi, bo nie dorównują mi finansowo.

Są miesiące, kiedy na konto loguję się ze strachem. Czynsz za mieszkanie - 2600, rata za używaną toyotę yaris - 1000. Karnet na siłownię z wejściem do sauny - 280 miesięcznie. Po opłaceniu rachunków za komórkę, kablówkę na życie zostają mi trzy tysiące. Wiem, kiedyś myślałam, że to kosmiczna suma, dziś zazwyczaj trzy dni przed wypłatą jestem na zerze, bo przecież gdy się pracuje w międzynarodowej korporacji, nie wypada już nosić wełnianych toreb ani zmechaconych sukienek pachnących lumpeksem. Dobrze byłoby włączyć się do dyskusji, kiedy starsi koledzy rozmawiają o wspinaczce w Himalajach, trekkingu w Birmie. Wkrótce i ja opowiem im o antylopach w Kenii, bo oszczędzam na wyjazd na safari.

Jak widzę siebie za 10 lat? Awansuję w pracy, mam męża, dziecko i skończone studia. Tak dla formalności, żeby nikt nigdy się nie przyczepił. Ojciec mi mówi: "Nie trwoń pieniędzy, oszczędzaj, w Europie jest kryzys". Ale ja wiem, że nawet w najgorszych czasach znajdą się ci, którzy odniosą sukces. Dlaczego to nie mam być ja?

Natalia Kuc

Twój STYL 3/2013

Dowiedz się więcej na temat: kredyt | kobieta | Życie | perfumy | aspiracje | marzenia | kryzys

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje