Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Zrób naszą kawę

Cudem dotarłem na obóz AWF, na którym poznałem Anie. Grałem w tym czasie mecz, więc skróciłem pobyt na Mazurach do półtora dnia. Mogliśmy się nie spotkać... Ale przyjechałem, bo chciałem poznać ludzi, z którymi będę studiował. Pamiętam, że siedzieliśmy grupą na pomoście nad jeziorem i zgadywaliśmy, kto co trenuje. Ania już wcześniej zwróciła moją uwagę: wtedy miała jeszcze blond włosy. Szczupła, drobna, kobieca. Byłem przekonany, że uprawia tenis albo ćwiczy balet.

Reklama

Kiedy okazało się, że wybrała karate, bardzo się zdziwiłem. Czy to była miłość od pierwszego wejrzenia? Miłość i fascynacja to dwie różne sprawy. Wiadomo, że wszystko musi potrwać, trzeba się poznać. Ja nie jestem osobą, która ufa wszystkim na dzień dobry. I w relacjach prywatnych, i w zawodowych potrzebuję czasu.

Oboje jesteśmy sportowcami, co ma swoje plusy i minusy. Na pewno na korzyść związku działa to, że doskonale wiemy, jak pomóc przejść drugiej połówce przez gorsze chwile. Kiedy wyniki są dobre, każdy sobie radzi, ale gdy przychodzi spadek formy, trzeba ostrożnie dobierać słowa otuchy, gesty. Minusem jest rozłąka: częste wyjazdy na mecze, zawody, zgrupowania kadry. Ani klub jest w Polsce, a mój w Niemczech. Na szczęście ona, w przeciwieństwie do mnie, może czasami trenować indywidualnie. Mimo to bywa, że nie widzimy się po dwa, trzy tygodnie.

Z tęsknotą nauczyliśmy się sobie radzić, choć pamiętamy, że to cienka linia. Musimy uważać, aby nie przesadzić z nieobecnością. Jednak nie wyobrażam sobie Ani siedzącej cały dzień w domu, ona tym bardziej. Nie potrafi nic nie robić. Cieszę się, że jest tak ambitna, chce się spełniać. Kiedy zostanie mamą, będzie musiała zwolnić tempo. Znając jej charakter, jestem pewny, że to nie potrwa długo.

Co w niej jeszcze cenię? Jest prostolinijna, szczera, otwarta. Dobrze życzy ludziom. Ale ma też twardy charakter i jest konsekwentna, a to mi się podoba u kobiety. Czasami wkurzam się, kiedy zostawia mi w samochodzie porozrzucane papierki, błyszczyki, okulary. Albo kiedy wychodzi z domu i zapomina wyłączyć telewizor. To roztrzepanie wynika z tego, że robi dużo rzeczy jednocześnie. Zdarza się nam razem chodzić na zakupy. Ania zawsze dopytuje, w czym lepiej wygląda. Jeśli usłyszy, że coś mi się nie podoba, jest zła i mówi, że się nie znam.

Oboje lubimy buty. Kto ma więcej par? Oj, trudne pytanie (śmiech). Jeśli się kłócimy, to o błahe sprawy. Od słowa do słowa i robi się sprzeczka. Nie ma rzucania talerzami i cichych dni. Dawniej Ania częściej denerwowała się przed ważnymi zawodami. Zauważyłem, że nauczyła się nad tym panować.

Ja z zasady jestem raczej wyciszony. Gdy musimy podjąć poważną decyzję, jak ta związana z przeprowadzką do Dortmundu, staramy się to dokładnie omówić. Wtedy miałem też propozycje z innych krajów, rozważaliśmy wszystkie "za" i "przeciw". Kiedyś chciałbym zagrać w lidze angielskiej, czas pokaże, czy będzie mi to dane. Słucham argumentów Ani, ale i tak wybieram to, co podpowiada mi intuicja. Wiem, ciężko mnie namówić, przekonać do czegokolwiek. Sam czuję, co dla mnie jest najlepsze.

Kiedy jeszcze grałem w Pruszkowie, dostawałem dużo ofert od menedżerów, którzy obiecywali gruszki na wierzbie. Mimo że byłem bardzo młody, domyślałem się, kto chce mnie oszukać, a komu zależy na moim rozwoju. W przypadku Ani intuicja też mnie nie zawiodła. Zdaję sobie sprawę, że ona przykuwa uwagę mężczyzn. Ale z drugiej strony wiem, że zaufanie w związku to podstawa. Zazdrość jest fajna tylko do pewnego momentu, znowu pojawia się ta cienka linia. Ważne, aby nie przesadzić.

Kiedy Ania wraca z Polski, staramy się niemal każdą chwilę spędzać razem. Tutaj, w Dortmundzie, odwiedza nas sporo polskich znajomych. Musimy trzymać dobrą formę, więc z imprez zwykle rezygnujemy. W Polsce to słowo kojarzy się od razu z "jazdą bez trzymanki" (śmiech), ale zdarza się, że kiedy po meczu nie mogę zasnąć, bo mam tak wysoki poziom adrenaliny, idziemy do klubu. Prowadzę samochód, więc - trzeba to podkreślić - nie piję.

Ania uwielbia tańczyć, a ja nie jestem typem szalejącym na parkiecie. Wolę spokojnie posiedzieć w roli obserwatora. Gdy emocje opadają, po dwóch, trzech godzinach wracamy do domu. Ostatnio polubiliśmy gry towarzyskie. Jenga polega na tym, że z ułożonej wieży trzeba wyjmować po kolei klocki (oczywiście nie można tych z góry) tak, żeby budowla się nie rozpadła. Albo 5 Sekund - w takim czasie trzeba odpowiedzieć na zadane pytanie. Jest dużo śmiechu, ale nawet jak gramy tylko we dwójkę, ostro ze sobą rywalizujemy. Wiadomo, sportowcy.

Kiedy mam mecz, lubię wiedzieć, że ktoś z bliskich siedzi na trybunach. Najlepiej, jeśli jest to Ania. Podobnie z powrotami do domu, nie przepadam za tym, gdy wita mnie cisza. Ale wyprowadziłem się z domu jako 16-latek, więc jestem do tego przyzwyczajony.

Potrafię sam zrobić wszystko, co trzeba. Nie mam problemu z gotowaniem. Na szczęście na co dzień zajmuje się tym Ania; doceniam, że wprowadziła do naszego menu zdrowe produkty. Zaczęło się od tego, że czułem się na boisku osłabiony. Zrobiłem badania i okazało się, że powinienem odstawić mleko i cukier. Do tej pory myślałem, że skoro nie tyję, mogę jeść dużo słodyczy. Błąd. A zdrowe odżywianie służy nam obojgu.

Byłem obecny na ważnych dla Ani zawodach, w tym na Pucharze Europy i Świata. Denerwuję się, kiedy walczy, bo wiem, że zawsze coś może pójść nie tak. Pomaga mi świadomość, że jest dobrą zawodniczką. Zadedykowałem jej wiele bramek, dowiaduje się o tym, gdy z boiska wysyłam w jej stronę buziaka. Ale wie też, że wszystkie pierwsze gole, które strzelam w nowym miejscu czy w rozgrywkach, dedykuję mojemu tacie (zmarł, gdy miałem 16 lat). Tak postanowiłem dawno temu. Cieszę się, że Ania to rozumie.

Tekst: Magdalena Kuszewska.

-------------

Robert Lewandowski - ma 24 lata. Jest jednym z naszych najlepszych piłkarzy, od 2010 roku gra w reprezentacji Polski jako napastnik. W ciągu pięciu lat przeszedł od Znicza Pruszków przez Lecha Poznań (z którym zdobył mistrzostwo Polski) aż do Borussii Dortmund (dwukrotne mistrzostwo Niemiec i Puchar Niemiec). Otrzymał wiele tytułów, w Polsce m.in. Króla Strzelców, Najlepszego Piłkarza Ekstraklasy, Odkrycia i Piłkarza Roku (plebiscyt "Piłki Nożnej"). W tym roku został Piłkarzem Sezonu Bundesligi i Królem Strzelców Pucharu Niemiec. Wychował się w Warszawie, w sportowej rodzinie.

Tekst pochodzi z magazynu

PANI

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje