Reklama

Reklama

W imię prawdy, w imię siebie

Rudobrązowe długie włosy, przenikliwe spojrzenie zielonych oczu. Dwudziestopięcioletnia Patrycja Volny otwarcie mówi o swojej anoreksji, na którą cierpi od dziewięciu lat. Ma odwagę przyznać się do choroby, tak jak kiedyś miała odwagę opowiedzieć krytycznie o ojcu - poecie, bardzie Solidarności Jacku Kaczmarskim. Jego najsłynniejszą pieśń "Mury" śpiewali ostatnio Rosjanie na demonstracji antyputinowskiej w Moskwie. Kiedy jej słucha, zapomina o bolesnych wspomnieniach związanych z ojcem. Ale one wracają.

Reklama

- Lepiej konfrontować się z faktami, niż ich unikać - mówi. - To pomaga dalej budować bagaż doświadczeń. Dziwię się, dlaczego prawdomówność traktuje się w Polsce jako pójście pod prąd. Drażni ją, że wiele publicznych osób ukrywa się za maskami; homoseksualista chwali swój związek z żoną, a celebrytka z ustami wypełnionymi botoksem opowiada, że urodę zawdzięcza naturze. Ona nie wstydzi się przyznać, że z anoreksji się nie wychodzi. Można się leczyć, ale walka trwa każdego dnia.

Nie widać po niej chorobliwej chudości, podobnie jak piątego miesiąca ciąży, z której się bardzo cieszy. Na co dzień wspiera ją Antoine, ojciec dziecka i partner, Francuz, którego poznała dwa lata temu w Łodzi, gdzie studiowała aktorstwo w filmówce. Wkrótce wyjeżdżają razem do Hongkongu. Patrycji to nie przeszkadza, jest przyzwyczajona do zmian. Wczesne dzieciństwo spędziła w Monachium, tam obydwoje rodzice pracowali w Radiu Wolna Europa, potem wyjechali do Australii.


Długo nie wiedziała, że jej ojciec jest w Polsce legendą. Dla niej był po prostu tatą, choć mało obecnym. Mama otoczyła go opieką, ale życie z nim pod jednym dachem nie należało do lekkich - pił, awanturował się. Miała 14 lat, kiedy opuścił je i wyprowadził się do innej kobiety. Ale były też dobre momenty. W domu żyło się literaturą, sztuką. Takie dzieciństwo rozwija wyobraźnię, skłania do refleksji.

W wieku 16 lat zachorowała na anoreksję. - Panuje krzywdzące przekonanie, że ta choroba jest powodowana próżnością, chęcią bycia atrakcyjną, a to nieprawda - podkreśla. - Ja byłam zagubiona, depresyjna. Patrycja przytacza powiedzenie charakteryzujące zaburzenia odżywiania, że "je się dla matki, a chudnie dla ojca". Być może w ten sposób chciała zasłużyć na jego miłość, pokazać, że jest coś warta. - Odchudzanie mnie cieszyło - mówi Volny. - Wydawało mi się, że mogę kontrolować swoje życie.

W 2007 r., trzy lata po śmierci ojca, który zmarł w wieku 47 lat na raka krtani, przyjechała do Polski. Przyjaciele Kaczmarskiego namówili Patrycję, aby śpiewała jego piosenki. - Zgadzałam się, bo zapewniano mnie, że to ważne dla jego fanów - wspomina. - Te spotkania miały wzruszającą atmosferę, ale nie czułam się tam dobrze. Nie byłam ze sobą szczera, teraz wiem, że próbowałam grać rolę córki, która kultywuje pamięć o ojcu. Dziennikarze wypytywali ją wtedy szczegółowo o dzieciństwo, a ona szczerze opowiadała. O alkoholizmie taty, ucieczce do schroniska dla ofiar przemocy w rodzinie. Miała 18 lat, nie zdawała sobie sprawy z konsekwencji swojej szczerości. Mocno przeżyła ostrą krytykę za strony fanów Kaczmarskiego, którzy nękali ją nocnymi telefonami i groźbami za to, że śmiała skalać opinię o ich bohaterze i dopisać swój rozdział do jego biografii. Wówczas stwierdziła, że już więcej nie będzie o nim mówić ani śpiewać jego piosenek.

- Nie miałam żadnego interesu w tym, żeby krytykować tatę - wyznaje. - Nie stawiam go na piedestale. To nie tajemnica, że ojciec był skupionym na sobie narcyzem. Nie wiem nawet, czy zdawał sobie sprawę ze swoich wad. Kiedyś przejmowałam się krytyką, ale spodobało mi się to, co powiedziała mi znajoma pisarka, autorka książek dla dzieci Ewa Nowak: "Na każde dziesięć osób, które cię kochają, znajdzie się dziesięć, które cię nienawidzą , więc nie masz na to wpływu". Zrozumiałam, że na tym polegają relacje międzyludzkie. Nie żałuje, że opuściła Australię, to był dla niej zbyt zamknięty świat.

Jeszcze w Perth rozpoczęła studia aktorskie, ale kontynuowała je już w Łodzi. - Aktorstwo traktuję jak powołanie. Nie interesuje mnie strona finansowa tego zawodu, mogę grać za darmo - deklaruje. - Tu liczy się nie tylko talent, ale i łut szczęścia. Ja nie zabiegam o role. Pracowała już jako sprzątaczka, niania, teraz zajmuje się tłumaczeniami. Śmieje się, że mogłaby powtórzyć za Ireną Kwiatkowską, "kobietą pracującą" z serialu "Czterdziestolatek": "Żadnej pracy się nie boję".

- Poza tym mam ten atut, że w aktorstwie nie ogranicza mnie język, bo oprócz angielskiego dobrze znam też francuski, w którym rozmawiam z Antoine’em. Na razie myślę o wyjeździe i dziecku - uśmiecha się.

--------------

Patrycja Volny - aktorka, córka Jacka Kaczmarskiego. Ma 25 lat, urodziła się w Monachium, mieszkała w Australii. W tym roku ukończyła Wydział Aktorski PWSFTviT w Łodzi. Wystąpiła w spektaklu "Dyplom z miłości" w reż. Roberta Glińskiego, widowisku muzycznym złożonym z piosenek Agnieszki Osieckiej.

Monika Głuska-Bagan

PANI 6/2013

Tekst pochodzi z magazynu

PANI

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL