Reklama

Reklama

W imię prawdy, w imię siebie

Polski Tom Waits - tak wielbiciele i krytycy muzyczni nazywają Marka Dyjaka - na przywitanie całuje mnie szarmancko w rękę i z miejsca prosi o przerwę na papierosa. Tłumaczy, że wywiady go stresują. Biała koszula, czarne spodnie, eleganckie buty. Lubi tak się ubierać, bo nie chce robić z siebie "punkowego koczkodana". Garnitury najczęściej kupuje w second-handach. Przez lata żył jak kloszard, od pięciu lat walczy z nałogiem.

Reklama

O swojej najnowszej płycie "Kobiety" mówi: - To mój hołd i wyraz zachwytu. Kocham was, bo nawet gdy jesteście w fatalnej sytuacji, potraficie odnaleźć w sobie dobroć. Umiecie współczuć, kochać. Wymyśliłem sobie, że skoro nie mam pieniędzy, to podzielę się z wami tym, co mi pozostało: szacunkiem i wrażliwością.

Na płycie przed każdą piosenką opowiada różne historie: o mamie (że zawsze się nim opiekowała), o księdzu Twardowskim (że wszystko, co się dzieje w naszym życiu, przychodzi "z góry") i wreszcie o tym, że stracił włosy i zęby (przez alkohol). Wspomina tylko o tym, co naprawdę mu się przytrafiło. Niekiedy śpiewa jak mały chłopiec, który przybiegł z podwórka i żali się mamie. To rodzaj fado - melancholijnych pieśni, które brzmią niczym melodyjny płacz. W jego głosie słychać autentyczność.


Pochodzi ze Świdnika pod Lublinem, z wykształcenia jest hydraulikiem. Cudem skończył zawodówkę, bo wagarował. - Miałem wszystkie kompleksy chłopca z małego miasta: pozerstwo, kompletny brak instynktu samozachowawczego i cholerne zdrowie - wspomina. - To moje przekleństwo, bo tak naprawdę nie przeszkadzało mi, czy śpię na ławce z głową na poduszce, czy na schodach. Wychowała go matka, ojciec pił. - Jedynym człowiekiem, którego nie przyłapałem na żadnym grzechu ani kłamstwie, jest moja mama - twierdzi.

Forum: Mój chłopak jest DDA ~ kinia24

Do śpiewu namówił go miejscowy poeta i kompozytor Jan Kondrak. Z jego repertuarem Dyjak pojechał w 1995 r. na festiwal piosenki studenckiej w Krakowie i zajął drugie miejsce. Miał 20 lat i od tamtego czasu był w drodze, koncertował. Wtedy też zaczął pić. Jechał na koncert i zostawał na kilka dni lub tygodni. Zarabiał pieniądze, przepuszczał. Zasypiał z pękiem banknotów na ławce w parku, rano nie miał nic. Pomagali mu przyjaciele.

Grzegorz Turnau przedstawił go Piotrowi Skrzyneckiemu i dzięki temu na pół roku zaczepił się w Piwnicy pod Baranami. To samo na warszawskiej Pradze, gdzie występował w knajpce W Oparach Absurdu. Wtedy też wytatuował sobie na ramieniu żydowski symbol - gwiazdę Dawida, z którą obnosił się po zakamarkach dzielnicy, bo tam na murach widniały napisy "Jude raus". Ale chętnych do bitki nie było wielu.

Dyjak jest lubiany, wszędzie ma kumpli, płyty finansowali mu biznesmeni, dyrektorzy banków, ale też gangsterzy. Ludzie mu wierzą, nawet jeśli wykonuje nie swoje teksty, bo robi to tak, jakby opowiadał o sobie. - To ważne, aby śpiewanie było wolne od nieuczciwych intencji i kłamstwa - mówi.

Pił przez 15 lat. Alkohol wszystko rozmazywał, Dyjak potrzebował co najmniej dwóch litrów dziennie. Próbował rzucić, wszywano mu esperal, trafiał na detoks i szybko wracał do picia. - Siałem wokół siebie spustoszenie, niszczyłem kobiety, które się mną zajmowały, nawet te, które kochałem, i myślę tu przede wszystkim o córce (wcześnie został ojcem, ma 12-letnie dziecko). W końcu doszedłem do ściany, przyszła myśl, że jestem tu niepotrzebny, zbędny - wyznaje. W 2008 r. w Wielkanoc przymocował do drzewa linkę holowniczą i po prostu się powiesił. Miał 33 lata.

Wezwani z pogotowia lekarze stwierdzili zgon, jednak w karetce okazało się, że żyje, uratowała go bańka powietrza, która utkwiła w tchawicy i dotleniała mózg. Kiedy się obudził po kilku dniach śpiączki, rozpoczął leczenie. Od półtora roku mieszka w Chełmie, tam poznał kobietę.

- Chcę być daleko od miasta, jego pokus, show-biznesu. W Chełmie jestem dla ludzi takim samym sąsiadem jak każdy inny, trochę mnie lubią, trochę nie. Przyjeżdżam do Warszawy jako gość ze wsi. Nie robię z siebie ani starca, ani mędrca, ale fajnie mi się zrobiło, gdy się trochę zestarzałem. A byłem takim przygłupem... Mówi o sobie, że jest wierzący, i ufa, że dobro czyni dobro.

- Ale mój Bóg się nikomu nie przedstawił, więc nie wiadomo, do jakiego kościoła chodzić - dodaje. - Dostrzegam Boga tam, gdzie widzę coś mądrego. Trudno żyć na trzeźwo, bo nie jest tak, że jak nagle przestałem pić, to moje życie stało się łatwiejsze. Wciąż jest wyzwaniem. Są dni, kiedy sobie nie radzę, i są te lepsze. Lubię cytat z księdza Twardowskiego, w którym jest mowa o tym, by wszystko, co nas spotyka, przyjmować z prostotą. Staram się, ale to strasznie trudne.

--------------

Marek Dyjak - zawód wyuczony: hydraulik, zawód wykonywany: wokalista, kompozytor (m.in. twórca muzyki do przedstawienia "Zbrodnia i kara" w reż. Edwarda Żentary w Teatrze im. Solskiego w Tarnowie). Lider zespołu Dyjak, nagrał dziewięć płyt. Ma 38 lat.

Na kolejnej stronie Patrycja Volny, córka barda Solidarności - Jacka Kaczmarskiego. opowiada o swojej anoreksji.

Reklama

Reklama

Reklama