Reklama

Reklama

Tata to nie ty

Bękart

Pierwsza myśl, gdy spóźnia się okres: "Nie tym razem, nie teraz". Badanie krwi potwierdza obawy. Dorota nie jest pewna, kto jest ojcem. - Test ciążowy był dla nas wszystkich testem miłości - opowiada. - Zdał go tylko Mateusz. Nie umiałam sama podjąć decyzji, co robić. Jedna przyjaciółka namawiała na aborcję. Druga przekonywała: "Powiedz prawdę". Ale jaka jest prawda? Z wyliczeń wynika: prawdopodobnie to dziecko ekskochanka. Dorota postanawia nie ukrywać przed nim ciąży. Kolejne rozczarowanie. Bartek zostawia ją roztrzęsioną w holu biura. - "Mój scenariusz na życie nie przewiduje bękarta - mówi agresywnie.

Reklama

- Zresztą udowodnij, że to moje. Zapominam, że to usłyszałem". Dorota: - Miałam 22 lata, byłam przerażonym dzieciakiem. Impulsywnie, bez refleksji szukając wsparcia, zadzwoniłam do Mateusza, najbliższej mi osoby. "Jestem w ciąży - rozryczałam się. - Kochanie, jesteś moim wszechświatem", łamał mu się głos. Ze szczęścia. Stało się. Oszukałam. I wiedziałam, że już się nie wycofam. Może to był instynkt matki, która za wszelką cenę chce zapewnić dziecku bezpieczeństwo? Brnęłam w kłamstwo.

Co więcej, z czasem zaczęłam wierzyć, że to prawda: "Nie jest wykluczone, że Mateusz jest jednak ojcem... Przecież dni płodne mogły się przesunąć...". Naprawdę wierzyłam w wizję naszego szczęśliwego domu na leśnej skarpie. Wprowadziliśmy się tam, kiedy Zuzia miała pół roku. Wcześniej przyjęłam oświadczyny Mateusza. Moja babcia, która wyszła za dziadka, bo tak chcieli jej rodzice, powtarzała: "Z czasem przychodzi miłość". Jej małżeństwo trwa ponad 50 lat. Ten przykład dawał nadzieję: będziemy idealną rodziną - opowiada Dorota.

- Mateusz zwariował na punkcie Zuzi. Czasem byłam zazdrosna o ich więź - godzinami układali konstrukcje z magnetycznych klocków, bawili się w klinikę misiów. Naburmuszona córka wolała przytulić się do taty. Jeździli na rolkach, wymyślali bajki o ludzikach mieszkających pod szafą. Gdy jako niemowlę córka miała zapalenie płuc, to Mateusz spał na podłodze przy jej łóżeczku w szpitalu. - "Znam tu wszystkich", wyganiał mnie wieczorem z oddziału. - "Gdzie pani znalazła takiego ojca?", zazdrościły matki. Wierzyłam w nasze rodzinne powodzenie. Moja córka miała fantastycznego tatę, ja troskliwego męża. O błędach nie chciałam pamiętać.

Dość kłamstw

Pierwszy raz zobaczyłam go w kościele. W czerwcową niedzielę ochrzciliśmy w końcu naszą pięcioletnią córeczkę. Nie wiem, skąd Bartek wiedział o uroczystym obiedzie na Starówce. Kelner dyskretnie szepnął: "Jakiś pan prosi na słówko przy szatni". - "Jak ma na drugie imię moja córka?" - usłyszałam. - To córka Mateusza" - wyszeptałam spanikowana. - Nie chciałeś bękarta. Zniknij. Jak wtedy w biurze. Wystarczająco przez ciebie cierpiałam".

Bartek mimo to nie odpuszcza. Przez dwa lata naprzykrza się Dorocie. Raz łagodną perswazją: "Zuzia jest moja. Nie widzisz, jaka jest podobna? Popełniłem błąd, musiałem dojrzeć do bycia tatą. Każdy zasługuje na szansę". Innym razem straszy: "Chyba nie chcesz, żebym sam opowiedział Mateuszowi o naszej przygodzie?". Dorota szuka pomocy. Prawnicy potwierdzają: "Nie ma jak uciec od tej sytuacji. Ojciec biologiczny może zażądać badań".

Dorota: - Przez dwa tygodnie zbierałam się, by powiedzieć prawdę, bałam się kolejnego szantażu, tego, że Bartek zapuka kiedyś do naszych drzwi. Tamtego dnia przed Wigilią, półtora roku temu, zatrzymałam auto na podjeździe i patrzyłam na oświetlony świątecznie dom. Czy go stracę?

Wiedziałam: koniec kłamstw, wystarczająco długo grałam nie fair. Haust alkoholu i stanęłam przed Mateuszem: "Jesteś najwspanialszym tatą na świecie. Niestety, nie jedynym". Mateusz wyprowadza się do kolegi: - "Daj mi pomyśleć, kobieto", ucina rozmowę. Na pytania siedmioletniej Zuzi, gdzie tata, Dorota odpowiada uczciwie: - "Pamiętasz, córeczko, tę reklamę o maluchach w domu dziecka i o nowych rodzicach, którzy je stamtąd zabrali? Te dzieciaki mają starego i nowego tatę i czasem obaj kochają je tak samo. Tak jak ciebie.

- Ale ja mam jednego tatusia. - Dwóch. To bardzo fajny człowiek. Podróżnik, kocha konie, tak jak ty... Ale jeśli nie masz ochoty, nie musisz go poznawać. - Mogę, jeśli pojedzie ze mną tatuś".

Mozaika z wujkiem

Zuza spotyka tatę na koniach. Bartek przyprowadza kucyka z balonami przywiązanymi do siodła. Niezręcznie próbuje przytulić dziewczynkę. Dorota zgadza się na ten pierwszy kontakt pod warunkiem wspólnej - także z Mateuszem - wizyty u psychologa dziecięcego. Terapeuta przekonuje: "Dla dziecka liczą się tata i mama. Potrzebuje tych, którzy kochali i wychowali. Nie wolno państwu zniknąć. Nie można wymagać, żeby Zuzia pokochała nieznanego dotąd ojca biologicznego. Może nawet pana nie polubi".

"Zawalczę o córkę, o nas" - mówi Bartek. Mateusz tęskni. Wtedy, w 2009 roku, jeszcze przed sylwestrem wraca do domu. Do córki, ale nie do żony. - Na początku trwaliśmy razem dla Zuzki. Mąż mówił o rozwodzie. Teraz, odkąd trafiliśmy na terapię małżeńską, próbujemy odbudować bliskość. Nadskakuję, rozpieszczam, walczę o mojego mężczyznę. Wreszcie w wakacje, po miesiącach oddalenia, usłyszałam: "Kocham cię, łobuzico".

Odzyskujemy siebie. Namawiam nieśmiało: "Pomyślmy o drugim dziecku", ale to delikatny temat. Skupiliśmy się na córce i... wprowadzeniu nowego członka rodziny - mówi Dorota z przekąsem. - Codzienna układanka z "wujkiem" wygląda coraz lepiej. Biologiczny ojciec spędza z Zuzią dwa dni w tygodniu i czasem weekend. Był nawet pomysł "planu rodzicielskiego" - sądowego ustalenia: kto, kiedy, ile czasu opiekuje się Zuzą. Ale jakoś się we trójkę dogadujemy.

Choć na początku Mateusz unikał kontaktu, teraz widuje "konkurenta". Na prośbę córki - ona chce, żeby wszyscy się lubili - opowiada Dorota. - Jest nieźle, czasem słyszę, jak Mateusz rozmawia z Bartkiem przez telefon: "Sprawdź, co mała ma zadane z matematyki, proszę". Nadal jednak, kiedy córka znika z drugim tatą, atmosfera między mną i mężem gęstnieje. Nie umiem pozbyć się poczucia winy. Mimo to wierzę, że rana się zagoi. Zuzka nas potrzebuje i to daje siłę. A pozycja Mateusza jest niezagrożona.

Byłam ostatnio świadkiem takiej sceny: - "Chodź, tatuś pokaże ci źrebaka" - Bartek usiłował kilkakrotnie z wujka zmienić się w ojca. Zuza zareagowała błyskawicznie: - "Ty nie jesteś moim tatą. Mój tata czeka w aucie. Ale możesz do nas przyjść na Wielkanoc malować pisanki. Tatuś się zgodził".

Marta Bednarska

Twój STYL 4/2011

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje