Przejdź na stronę główną Interia.pl

Nie ma czasu zaszaleć

Agata i Piotr Kupicha. W sumie to banalna historia. Poznali się w klubie studenckim i zakochali. Po drodze pojawiła się sława. Ogromna popularność! Dziś mają dwoje dzieci. Ciągle szczęśliwi i normalni...

Agata

Reklama

Niedawno poszliśmy z Piotrem do banku i tam zajęła się nami urzędniczka, moim zdaniem, o zjawiskowej wręcz urodzie. Później zagadałam: "Zauważyłeś, jaka śliczna?". Piotrek popatrzył na mnie zdumiony: "Kto? Ona? Przecież ty jesteś sto razy ładniejsza". Dobrze jest usłyszeć coś takiego od własnego męża, który każdego dnia poznaje mnóstwo ludzi, a wśród nich jest wiele pięknych dziewczyn i wszystkie ważą 50 kg. Nie zadręczam się myślami, co może się zdarzyć. Czasem żartuję: "Powiem ci, że masz niefajną fryzurę, a za kilka godzin pięć tysięcy dziewczyn będzie piszczało na twój widok. Komu uwierzysz?". Nie jestem naiwna, moi rodzice dwa razy się rozwodzili, wiem, że miłość nie musi trwać wiecznie. Mimo to mam nadzieję, że nam się uda. Piotrek nigdy nie dał mi powodu, żebym zaczęła się bać o nasz związek. Jest poukładany, odpowiedzialny, choć prowadzi zwariowane życie. Nie ma go dwa tygodnie, potem posiedzi kilka dni i znów wyrusza w drogę. Każdego dnia dzwoni po kilka razy, omawiamy bieżące sprawy, dlatego mam poczucie, że cały czas jesteśmy blisko. Piotr kończy każdą rozmowę słowami: "No to pa. Wypoczywaj". Wtedy się złoszczę: "Cholera, wypoczywaj! Z dwójką dzieci. Pójdę spać o trzeciej w nocy i wstanę o siódmej". Przyzwyczaiłam się, że muszę radzić sobie sama. Piotrek nigdy nie był mężem, który wraca o czwartej na obiad.

Poznaliśmy się dziesięć lat temu. Byłam wtedy po pierwszym roku filologii polskiej na Uniwersytecie Śląskim, przyjaciółka zabrała mnie do modnego w tamtym czasie klubu studenckiego Straszny Dwór. Przy sąsiednim stoliku siedziało kilku chłopaków, jednym z nich był właśnie Piotr. Poprosił moją koleżankę do tańca, potem mnie. Później bawiliśmy się razem. Zrobiło się późno, zaproponował, że mnie odprowadzi. Szliśmy chyba z godzinę, po drodze opowiadał, że gra w zespole. Nie uwierzyłam, pomyślałam: "Dobra, dobra. Kolejny, który podrywa na to, że jest gitarzystą". Minął tydzień, czekałam jak na szpilkach. "Dzień dobry. Mówi Piotr. Czy zastałem Alicję?", usłyszałam w słuchawce. "Alicję? Żadna Alicja tutaj nie mieszka", odpowiedziałam rozczarowana, że nawet nie pamięta, jak mam na imię. Na szczęście udało nam się wyjaśnić to nieporozumienie. Zaprosiłam go do siebie, mieszkałam wtedy z rodzicami. Piotr był zaskoczony: "Wiesz co, jak wcześniej chciałem się umówić z dziewczyną, to długo się zastanawiałem, gdzie iść". Od tamtej pory często bywaliśmy w swoich domach, moi rodzice od razu zaakceptowali Piotra, jego rodzice polubili mnie. Byliśmy taką zwyczajną studencką parą, żyliśmy z dnia na dzień.

Piotr

Gdyby była koło mnie inna kobieta, to pewnie zespół dawno szlag by trafił. Widzę, jak wygląda show-biznes, te osoby, które są singlami, nie dostają wsparcia od najbliższych i radzą sobie gorzej. Dzięki Agacie wiem, że w domu wszystko jest w porządku. Kiedy wyjeżdżam na koncerty, mogę się skupić wyłącznie na graniu. Jasne, że za nią tęsknię. Po dwóch, trzech dniach chciałbym ją zobaczyć, przytulić. Często do niej dzwonię, opowiadam, co się zdarzyło. Zna moje rozterki, wątpliwości, czasem muszę się wygadać, wyrzucić z siebie to, co mnie męczy. Nie mam przed nią tajemnic. Agata zajmuje się też sprawami zespołu – kontaktuje z naszą księgową, rozlicza faktury. Zna plan koncertów, wysokość honorariów, wydatki. Nie wtrąca się w sprawy menedżerskie, nie podejmuje decyzji, ale ma poczucie, że nic nie dzieje się za jej plecami. Rozumie, że nie pojadę jutro z dzieckiem do lekarza, bo muszę grać na drugim końcu Polski, nie robi mi z tego powodu wyrzutów, nie narzeka.

Wszystko jest tak zorganizowane, żebym spędzał z rodziną jak najwięcej czasu. Powrót do domu zawsze jest trudny. Na początku jestem trochę rozkojarzony, muszę odespać. Koncerty to z jednej strony ogromny wysiłek fizyczny, bywa, że każdego dnia jedziemy kilkaset kilometrów. Z drugiej – ogromne napięcie. Wychodzę na scenę i daję z siebie wszystko. Jestem liderem i czuję się odpowiedzialny za cały Feel. Agata to rozumie, pozwala mi dojść do siebie, ale też w odpowiednim momencie sprowadza na ziemię i wysyła po zakupy. To kobieta z charakterem.

Iza Komedołowicz

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje