Reklama

Reklama

Kocha, lubi... prześladuje

Stalking - czyli uporczywe prześladowanie


Reklama


Nie masz prawa żyć

Weronika, 40-latka, mieszka we Wrocławiu, jest doradcą bankowym. Sama wychowuje syna. Półtora roku temu zakończyła związek z Aleksandrem, grafikiem. Nie przypuszczała, że to będzie początek niekończących się kłopotów...

-----

Listopad 2012

"Wera, to był błąd, dajmy sobie jeszcze jedną szansę". Nie, to nie był błąd, musiałam tak zrobić. Rok wystarczył, żebym przekonała się, jaki jesteś... Mogłabym mu to jeszcze raz wytłumaczyć, odpisać na SMS i na następny: "Wciąż myślę, co straciliśmy, porozmawiaj ze mną".

Nie chcę rozmawiać. Muszę się pozbierać, złapać oddech. Mam dziecko, które w tym roku idzie do gimnazjum, powinnam się skupić na nim. Sprzykrzyło mi się finansowanie faceta, który nie traktuje pracy poważnie, pożycza samochód i oddaje go z pustym bakiem. Gdzie honor, gdzie ambicja? Mam dość agresji Aleksandra wobec mojego syna. Po kolejnych awanturach tłumaczył, że chłopak musi wiedzieć, co to twarda ręka. To rozstanie było konieczne. Nie będę odpowiadać na SMS-y.

Tydzień później

"Zmieniłaś kurtkę na kożuszek, dobrze, jest już zimno. Pada śnieg, a ja myślę o ostatnich świętach. Pamiętasz spacer w lesie?" Pamiętam. Ale te komentarze pod moimi zdjęciami na Facebooku nie zdadzą się na nic. Zadzwoniłam do Aleksandra, żeby sobie darował. Nie chcę na moim profilu uwag w stylu: "Zuza, Piotrek, jesteście tam? Uściskajcie Wiki ode mnie. Ona nie chce ze mną gadać. Wciąż ją kocham".

Nasi przyjaciele są jego BYŁYMI przyjaciółmi, głupio się czuję, kiedy Zuzka pyta: "Dlaczego tak się na niego zawzięłaś, nie bądź wiedźmą, pogadaj dla świętego spokoju". Nie zrobię tego. Poprosiłam przyjaciół o wyrozumiałość. Zmieniłam numer synowi, bo i do niego Olek wydzwaniał. Przysłał nam katalog z biura podróży, w którym kiedyś wybieraliśmy wakacje. Nie, nie będzie już wspólnych wyjazdów. Żałosna aluzja.

Po trzech dniach

Kolejny wpis na FB, pod zdjęciem z imprezy, na którą zaprosili mnie sąsiedzi: "Widzę, że dobry humor cię nie opuszcza. Ja takiego świetnego samopoczucia nie mam. Nie odbierasz, spławiasz mnie. Pogadajmy, to dla mnie ważne". Wystarczy. Usunęłam go z grona znajomych i zablokowałam mu wejście na swoje konto. Przykro mi, sam się prosił.

Dziś dostałam siedem SMS-ów tej samej treści: "W sobotę o 18 w naszym miejscu. Błagam, przyjdź". Czy on naprawdę nie rozumie, że to koniec? Zmieniłabym swój numer, ale ma go zbyt dużo klientów. To poważni ludzie, zajmuję się prestiżowymi sprawami, nie mogę robić z siebie wariatki. Syn mówi, że chyba widział Aleksandra pod szkołą, ale może mu się przywidziało. Zaraz, czy on mi oddał klucze do mieszkania? Chciałabym, żeby ta sprawa już się skończyła.

Zapisałam się na rosyjski. Muszę się czymś zająć. Raczej chcę, a nie muszę. Jestem panią swojego życia, nikt nie będzie mną manipulował.

Niedziela, po kilku dniach

"Nie było cię! Czekałem dwie godziny!" Jezu, jak on się dostał na moje konto?! Przecież go wyrzuciłam. Piszę do ludzi z Facebooka, dopytuję, jak to się mogło stać i co mam robić, żeby facet dał mi spokój. Skrzynkę mailową mam zawaloną listami od Aleksandra. Czy da się zablokować pocztę przed konkretnym nadawcą? Nie, to chyba bez sensu. Przerzucać jego listy automatycznie do kosza? Poproszę syna, żeby mi to ustawił. Albo lepiej nie, nie będę go mieszać, niech zajmie się matmą, grozi mu jedynka na półrocze.

Zadzwonię to tego kretyna, powiem, że przesadza. Miałam jechać ze znajomymi do Zakopanego, zrezygnowałam. Nie chce mi się. Na pocieszenie zjadłam czekoladę. Mam nadzieję, że moje odchudzanie nie weźmie w łeb. Czy ja mogę się jeszcze podobać mężczyznom? Czterdzieści lat...

Miesiąc później, grudzień

"Każdy ma prawo do drugiej szansy" - kartka w kieszeni mojego płaszcza. Wszedł do mojego pokoju w pracy, gdy mnie nie było?! Nikt go nie zatrzymał, nie zauważył?! A może zauważył, tylko nie zareagował, przecież to "mój facet", nie informowałam o zerwaniu. Ta kartka mnie przeraziła. Odwołałam spotkanie z klientką, pierwszy raz mi się to zdarzyło. Aleksander wydzwania do Zuzy, Piotra, do jeszcze kilku znajomych, prosi o mediacje.

Chyba odpiszę na jego mail, i tak długo byłam twarda. Może zrozumie, że musi przestać, nic nie wskóra. W sumie to inteligentny facet. Przecież za coś go kochałam. Czemu nie mogliśmy rozstać się po ludzku? A może on rzeczywiście wciąż mnie kocha, może po prostu się pogubił... Kurier przyniósł paczkę. Prezenty świąteczne - kolczyki dla mnie, konsola dla syna. Odesłałam.

Luty 2013

"Kurwa i złodziejka" - zadzwonił do mnie administrator budynku, ktoś napisał mi to na drzwiach, sąsiadka zmyła, na szczęście było kredą, ale powinnam uważać. Wbiło mnie w fotel. Czy administrator zrobił zdjęcie? Poznałabym charakter pisma! Moje drzwi są na widoku, ilu sąsiadów to przeczytało?! Mam nadzieję, że syn nie widział. Co się dzieje?! Aleksander nie jest wariatem, może to nie on? A może to niezadowolony klient? Ale przecież ja takich nie mam, nikomu nic nie zrobiłam! Jednak Aleksander?

W mailu od niego pytanie: czy to już rzeczywiście koniec? Czy ma skasować wszystkie nasze zdjęcia? Także te WIADOME? To podkreślił. Zdjęcia, których nie powinniśmy zrobić. Upiliśmy się, na plaży nie było nikogo oprócz nas, dwie fotki, których potem wstydziłam się oglądać. Czy on to chce teraz wykorzystać, o to chodzi w tym niby-niewinnym pytaniu?! A jak zobaczy syn, szef? Przecież może rozesłać to mailem znajomym. Albo umieścić na swoim profilu na FB.

Odpisałam: "Zniszcz wszystkie zdjęcia". Jego odpowiedź: "Chciałabyś, prawda?". Wzięłam tabletki na uspokojenie. Znowu jem słodycze. Kupiłam zapas książek, żeby zabić bezsenność, ale nie mogę skupić się na czytaniu.

Kwiecień

"Powiedz gnojowi, że ma bardzo ładny samochód". Krótki SMS. Mojemu znajomemu, który chciał mnie odwieźć do domu, ktoś przebił oponę. Prostacka zagrywka. Nie powiedziałam, kogo podejrzewam. Jak to udowodnię? Zacięłam się. Nie odpowiadam na zaczepki Aleksandra, żadne listy, nie odbieram telefonów. Co dwa dni muszę opróżniać automatyczną sekretarkę, kasuję wszystko. Staram się więc oddzwaniać na nieodebrane połączenia, żeby nie przegapić ważnej sprawy. To mi zajmuje mnóstwo czasu. A powinnam pomóc synowi w matematyce.

W pracy jestem roztrzęsiona. Irytują mnie telefony klientów, ale muszę je odbierać. Na każdy sygnał telefonu spinam się, bo myślę, że to ON. W szufladzie trzymam tabletki uspokajające i snickersy. Zrezygnowałam z rosyjskiego. Odezwała się wychowawczyni syna. Niepotrzebnie przelałam pieniądze na zieloną szkołę. Przecież ktoś już raz zapłacił. Skąd ten KTOŚ wiedział, jaka kwota i że jest taki wyjazd? Facebook syna?

Zajrzałam. Nie, nie pisał nic o wyjeździe, a tym bardziej, ile to ma kosztować. Drań jakoś się dowiedział. Rozpytuje kolegów, rodziców kolegów?! Co mi chce pokazać - że wciąż ma wpływ na nasze życie? Jezu, jest mi coraz ciężej. Jak mogłam kochać takiego człowieka? Nienawidzę go.

Czerwiec

Miałam poufną rozmowę z moim szefem. Ktoś dzwonił do sekretariatu zarządu. Widziano mnie w kasynie - bardzo ciekawe, skąd urzędnik bankowy ma pieniądze na hazard, a w ogóle czy taka osoba może doradzać w sprawach finansowych. "Oczywiście to nonsens, pani Weroniko, ale niech się pani rozejrzy, czy ktoś w otoczeniu źle pani nie życzy". Szef był miły, ale czujny. Wyszłam i wybuchnęłam płaczem. Co za podłość! Aleksander! No bo kto, jeśli nie on?! Zadzwoniłam natychmiast. Zaparł się. Ale powiedział, że jeśli potrzebuję pocieszenia, przyjedzie za kwadrans. Nie potrzebuję, odp... się!

Kilka dni później weszłam do domu, usiadłam na kanapie. I nagle oblał mnie pot. Na podłodze leżały puzzle ułożone w skończony obraz. Poprzedniego wieczoru układaliśmy je z synem, przerwaliśmy i mieliśmy dokończyć dziś. Zerwałam się, przeszukałam dom. Myślałam, że nie znajdę nic więcej, nawet zaczęłam myśleć, że coś mi się pokręciło. I wtedy weszłam do łazienki. Na środku podłogi leżała rączka od prysznica, wąż był przecięty. Postanowiłam zawiadomić policję.

Kilka dni później

Nie zawiadomiłam. Odradziła mi mama. Pewnie usłyszę, że to są sprawy "rodzinne". Przyznałam jej rację, nie mam dowodów. Opowieść o puzzlach rozśmieszy. Poza tym mogłam wyegzekwować zwrot kluczy. Najem się wstydu, a nerwy i tak mam już zszarpane. Boli mnie lewa pierś, powinnam zrobić mammografię. Niczego nie wyczuwam, ale jeśli to rak? Nachodzą mnie depresyjne myśli. Jestem pewna, że Aleksander mnie śledzi. Może trzeba przeprowadzić się do innego miasta?

Wrzesień

Zastukał do drzwi o siódmej rano. Nie otworzyłam. Odczekał. Znowu zastukał. Kazałam mu odejść. Płakałam. Potem krzyczałam. On powiedział cicho: "Zlituj się, porozmawiaj ze mną, nie mogę bez ciebie żyć". Powtórzyłam: "Idź sobie, jesteś podły". Wtedy on wrzasnął: "Zabiję ciebie albo siebie. Twój dzieciak nie zazna spokoju!".

Osunęłam się na podłogę. Wtedy przyszedł syn. Szeptem zapytał, czy ON jeszcze tam jest. Miał coś w dłoni, podał mi dyktafon. Powiedział: "Sprowokuj go, żeby powiedział to jeszcze raz, guzik jest włączony, nagraj". I ja tak zrobiłam. Mam na taśmie słowa: "Taka suka jak ty nie ma prawa żyć".

Nie wiem, czy wykorzystam nagranie. Przecież on faktycznie może mnie za to zabić. Ale mój syn powiedział: "Mamo, damy radę. Załatwimy go". Postanowiłam mu uwierzyć. 

-----

Weronika wiosną zgłosi sprawę do prokuratury, jest w kontakcie z prawnikiem, gromadzi dowody. Mimo wsparcia adwokata boi się o siebie i dziecko. Rozważa kupno mieszkania na północy kraju lub wyjazd za granicę. Miesiąc temu ktoś wybił szybę w jej samochodzie, na tylnym siedzeniu znalazła martwą mysz.

Agnieszka Litorowicz - Siegert

TWÓJ STYL 4/2014

Dowiedz się więcej na temat: stalking

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje