Reklama

Reklama

Czerwony dywan? Nie, dziękuję

Gościł w programie Kuby Wojewódzkiego, zrobił sesję zdjęciową dla męskiego magazynu, nie odmawia spotkań z dziennikarzami, mimo to Czesław Mozil wciąż nie jest bohaterem plotkarskiej prasy.

W przytulnej kawiarni na starej warszawskiej Pradze spotykam się z jednym z najgłośniejszych polskich artystów. Jest tak skromny, że wciąż muszę przypominać sobie, że po debiucie w 2008 roku był na ustach wszystkich. Jego płyty sprzedają się znakomicie, koncerty cieszą wielkim powodzeniem. Czy jednak przeciętny Polak wie, jak wygląda Czesław Śpiewa, czyli Czesław Mozil?

Reklama

Nie. I jest to najlepszy dowód na to, że można pogodzić sukces z nieobecnością na czerwonym dywanie. Bo jak wygląda Czesław, nie wiedzą nawet paparazzi. Jakiś czas temu muzyk postanowił nagrać utwór z Nergalem. Do studia wokalista zespołu Behemoth przyjechał z narzeczoną Dodą w asyście chmary fotografów. - Ucieszyłem się: wreszcie znajdę się na plotkarskiej stronie Pudelka! - śmieje się Mozil. - Ale następnego dnia przeczytałem w brukowcach informację, że Nergal z Dodą szukają nowego mieszkania, więc spotkali się z agentem nieruchomości. A na Pudelku pojawiła się moja lewa ręka.

Czesław podkreśla, że w rzeczywistości lubi pokazywać się w mediach. Wystąpił w programie Kuby Wojewódzkiego, zrobił sesję zdjęciową dla męskiego magazynu, nie odmawia spotkań z dziennikarzami, mimo to wciąż nie jest bohaterem plotkarskiej prasy.

- Znajoma mojej mamy postawiła nawet diagnozę, że lansuję się z nieodpowiednimi ludźmi. A całkiem serio, podejrzewam, że kłopotem jest mój wizerunek. Portale typu Pudelek stosują prostą metodę szufladkowania. Tymczasem pojawia się ktoś taki jak ja. Nazywa się Czesław, mówi z obcym akcentem, nosi grzywkę, gra na akordeonie, nagrywa z raperami. To musi być jakaś prowokacja albo żart! -

Dlatego postanowił sam trochę pożartować. Podczas koncertów potwierdza, że tak, wszystko, co o nim może przeczytać publiczność, jest prawdą. Tylko dlaczego zmienili mu imię? Przecież naprawdę nazywa się Piotr. - Dystans i poczucie humoru to jedyna obrona przed tabloidami. Ich postępowanie to zawoalowany mobbing. Dzielą gwiazdy na ulubieńców i ofiary. Wskazują, kogo mamy darzyć sympatią, a kogo nienawidzić. To kwestia polityki, z góry ustalonego podziału - twierdzi Mozil.

Sam pamięta aferę sprzed kilku lat, której bohaterką była Wynona Ryder przyłapana na kradzieży ubrań. Zabolała go ta sprawa, bo Ryder należy do jego ukochanych aktorek. Jest przekonany, że źródłem jej kłopotów było coś więcej niż chęć wyniesienia ze sklepu kilku ciuchów. Kategoryczne oceny i potępienie oduczają empatii, nie pozwalają na poważną rozmowę o przyczynach problemów.

Czesław śledzi teraz sensacyjny upadek Mela Gibsona. I chętnie by przeczytał jakąś rzeczową dyskusję na ten temat. Na przykład o tym, jak życie na oczach milionów fanów niszczy psychikę, jak destrukcyjny bywa wpływ sławy.

Mozil podkreśla, jak istotne jest dla niego, by nie stać się marionetką. - Odmawiam ściągnięcia do studia telewizyjnego moich muzyków, jeśli występ ma być z playbacku. Nie przyjmuję propozycji, nawet za spore pieniądze, jeżeli projekt mi się nie podoba. Nie potrafiłbym udawać, że na oficjalnych, smętnych bankietach interesuje mnie coś więcej niż duża ilość darmowego alkoholu. Dobrze bawię się tam, gdzie są moi przyjaciele.

I zaraz podkreśla, że przecież kocha życie towarzyskie. Jakiś czas temu, gdy w Kopenhadze był współwłaścicielem knajpy, sam stawał za barem. - Wówczas przekonałem się, jak łatwo manipulować emocjami. Doświadczony barman jest w stanie tak pokierować nastrojami gości, że może sprowokować bójkę lub wyczarować przyjacielską atmosferę. Tak samo emocjami manipulują gazety.

Czesław przeczytał niedawno, że już 13-letnie dzieci pytane o marzenia opowiadają, że chcą być znane. Nieważne, co będą robić. Grunt to wyróżnić się z tłumu. On sam, wychowany w demokratycznej Danii, nie nadaje się na VIP-a, choćby z powodu głębokiego przekonania, że ludzie są równi. - Nie uznaję też podziału na kulturę niską i wysoką. Nie pytam, z kim wystąpię na koncercie, bo a nuż będzie to "niewłaściwe" towarzystwo. Według mnie to snobizm najgorszego rodzaju. Nigdy nigdzie nie wchodzę bez kolejki, nie wykorzystuję uprzywilejowanej pozycji. Czerwony dywan wymaga poczucia wyższości. A czasem podleczenia kompleksów. Jeżeli za człowiekiem przemawiają prawdziwe osiągnięcia, nie może go traktować ze śmiertelną powagą. I dlatego Czesław, który na koncertach gromadzi tłumy, nie przejmuje się tym, że choć ludzie znają jego piosenki, to twarz niekoniecznie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje