Reklama

Reklama

Zuzanna Łapicka: Nie ma pytań intymnych

Zuzannę Łapicką kochali wszyscy: aktorzy, reżyserzy, artyści, muzycy. Była ich muzą, powierniczką, najlepszą przyjaciółką. Ona wolała pozostawać w cieniu. Jaki sekret sama skrywała?

Trudno wyjaśnić fenomen Zuzanny Łapickiej i powiedzieć, kim tak naprawdę była. Szarą eminencją show-biznesu? A może mistrzynią drugiego planu i reżyserką życia towarzyskiego wyższych sfer artystycznych? Widzowie uwielbiali jej ojca Andrzeja Łapickiego oraz byłego męża Daniela Olbrychskiego, dwóch wielkich amantów polskiego kina, ale to ją podziwiało całe środowisko artystyczne.

Reklama

O tym, jak barwne wiodła życie, mogliśmy się przekonać, kiedy kilka miesięcy przed śmiercią, w 2018 roku, wydała książkę "Dodaj do znajomych": zbiór anegdot o cenionych i intrygujących osobach. Bo Zuzanna Łapicka znała wszystkich: Kalina Jędrusik piła szampana za jej zdrowie na plaży w Chałupach, Krzysztof Kieślowski fragmenty jej biografii "pożyczał" swoim bohaterkom, a Jerzy Skolimowski był w niej szaleńczo zakochany.

Kontakty Zuzanny sięgały dużo dalej - Robert De Niro na kilka godzin został jej prywatnym terapeutą, z Juliette Binoche kupowała kilimy w cepelii, w kuchni paryskiego mieszkania Artura i Neli Rubinsteinów poznała księżną Monako - Grace Kelly, a od Jacka Nicholsona dostała zdjęcie z planu "Lotu nad kukułczym gniazdem" z dedykacją: "Dla Zuzi, z nadzieją, że któregoś dnia my, wariaci, znajdziemy się na tej samej łodzi". Zuzanna Łapicka zmarła rok temu, tuż przed świętami, 21 grudnia. Opowiada nam o niej troje przyjaciół.

KRYSTYNA MORGENSTERN (artystka plastyk, absolwentka ASP, wdowa po reżyserze Januszu Morgensternie)

Spotykamy się w jej domu, o którym Zuzanna Łapicka pisała w książce: "Co roku w czerwcu w najpiękniejszym ogrodzie na Żoliborzu Krystyna i Janusz Morgensternowie urządzali przyjęcie. Zaproszenie na ten bankiet, czy raczej jego brak, wywoływało wielkie emocje w środowisku. Krysia, żeby nikogo nie urazić, tworzyła »listę z kropką«, na której umieszczała osoby, do których planowała zadzwonić, jakby nie padało. Bo gdy lało, ich salon z kominkiem nie mógłby wszystkich pomieścić. Znam śmiertelnie obrażone aż do dziś osoby z »listy z kropką«, które - nie wiadomo skąd - natychmiast dowiadywały się o swoim upokorzeniu".

PANI: - Zuzanna Łapicka zawsze była na liście gości?

KRYSTYNA MORGENSTERN: - Zawsze. Zuzia była młodszą przyjaciółką, z którą nie czułyśmy różnicy wieku. Dzwoniłyśmy do siebie codziennie. W przyjaźni była dla mnie numerem jeden, chociaż ja dla niej nie mogłam być na pierwszym miejscu - ono było już zajęte ex aequo przez Magdę Umer i Krysię Jandę. A wracając do czerwcowych przyjęć, zanim pojawiła się na nich Zuzia, stałym gościem był jej ojciec, Andrzej Łapicki. Miał nawet swój specjalny stolik, przy którym siedział z Andrzejem Wajdą, Tadeuszem miał dobre małżeństwo. Latem jeździliśmy większą grupą znajomych do Chałup na całe dwa miesiące. Byli tam Łapiccy z Zuzią, Konwiccy, Warmińscy, Stasiu Dygat i Kalina Jędrusik. Chałupy to była wioska zabita dechami, rozpadające się domki i kompletnie pusta plaża, cała dla nas. Tylko jeden dom wyglądał porządnie - nazywaliśmy go pałacem - i to właśnie w nim zawsze nocowaliśmy. Tzw. wygódki znajdowały się na zewnątrz, więc jak Andrzej udawał się tam w nocy, to ni stąd, ni zowąd wszystkie kobiety się budziły. Był przez nie kochany i oblegany. Zuzia też bardzo kochała ojca, do samego końca. To się nie zmieniło nawet pod koniec jego życia, kiedy Andrzej podjął różne kontrowersyjne wybory życiowe. Zuzi było trudno, tym bardziej że Konwickim i Gustawem Holoubkiem. W tym samym składzie siadywali też w Związku Literatów Polskich, SPATiF-ie oraz u Bliklego. Kiedy Zuzia przychodziła na nasze bankiety, omijała ten patriarchalny stolik i krążyła po całym ogrodzie, bo każdy chciał chociaż chwilę z nią porozmawiać.

Bywała pani w domu państwa Łapickich?

- Rzadko urządzali przyjęcia, bo mieli niewielkie mieszkanie i każda liczba gości to było za dużo. Potem, kiedy Zosia była coraz słabsza, spotkania u nich skończyły się definitywnie. Z kolei Zuzia zawsze lubiła skupiać ludzi wokół siebie, więc gdy kupili z Danielem (Olbrychskim, jej mężem w latach 1978-1988) piękny dom w Kazimierzu Dolnym, to zapraszała wszystkich na święta. Na kolacji wigilijnej zjawiały się całe tłumy! To były wspaniałe czasy, szkoda, że tak nagle się urwały... W swoim warszawskim mieszkaniu Zuzia już nie organizowała przyjęć, wolała zapraszać przyjaciół do restauracji. To się nasiliło pod koniec jej życia, kiedy była chora. Może w ten sposób się z nami żegnała?

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje