Przejdź na stronę główną Interia.pl

Zofia i Hanna Nałkowska. Opowieść o trudnych relacjach

Zofia i Hanna Nałkowskie - dwie kochające córki, artystki i przeciwieństwa. Od śmierci ojca rywalizowały o względy matki. Przeczytaj fragment książki "W cieniu sławy. Zapomniane rodzeństwa sławnych Polaków”.

Hanna Nałkowska, rzeźbiarka, młodsza siostra Zofii Nałkowskiej, urodzona w Warszawie osiemnastego stycznia 1888 roku. Zmarła także w stolicy, w roku 1970, dwudziestego czwartego września. Była córką Wacława Nałkowskiego, wybitnego geografia, pod którego wpływem pozostawały obie siostry. Podczas gdy Zofia realizowała się w literaturze, Hanna od dziecka zdradzała zdolności plastyczne. (...)

Reklama

Opowieść o siostrach Nałkowskich nie może być pusta. Powinna mieć więcej dramatyzmu, napięcia. Niech stanie się metaforą. Trzeba je więc ustawić naprzeciwko siebie. Niech patrzą sobie w oczy. Dwie starzejące się kobiety w jednym mieszkaniu z umierającą matką. Jest wojna. Rok 1941. Nie są sobie bliskie. Od lat, od śmierci ojca, rywalizują o względy matki. Dwie kochające córki, artystki, przeciwieństwa. Stoją więc naprzeciw siebie. Hannie wymykają się złe słowa, wymówki. Jest inna niż Zofia, niższa, delikatniejsza. Jej twarz otaczają popielate włosy. Jest pełna pretensji, trudna, niechętna życiu. Nie podobają jej się przyjaciele, którzy odwiedzają Zosię. 

- Hania cię kocha. - Uspokaja Zofię matka, choć w jej głosie nie ma wiele spokoju. - Kocha cię.

Siada przy Zofii. Są zbyt blisko. Mieszkanie jest ciasne. Zbyt małe dla nich trzech, choć każda z nich schudła od początku wojny ze dwadzieścia, trzydzieści kilo. Niby dobrze, że nie są same. Ale się ze sobą męczą. Tym bardziej czują się samotne. Kiedy to się zaczęło?

Tak jest lepiej. Prawdziwiej. Jeśli Zofię uznamy za światło, Hanna, zwana Husią, będzie musiała odegrać rolę mroku. Z założenia niesprawiedliwą, bo pomiędzy dniem a nocą nie ma równowagi i nigdy nie będzie. A więc kiedy to się zaczęło?

Zosia wkłada sukienkę w kwiaty. Podziwia odbicie w lustrze. Ciemne, intensywne oczy, brwi mocno zarysowane. Cała jest intensywna. Ma poczucie własnej mocy, intelektu, który podziwiają dorośli. Z kokardami we włosach i w kwiecistych sukienkach obie dziewczynki idą z rodzicami w gości. Siedzą obok siebie na fotelu w mieszkaniu przyjaciół rodziców, państwa Dawidów, którzy publikują w wydawanym przez siebie piśmie pierwszy wiersz Zosi. Dziewczynka lat ma wtedy szesnaście a Hania dwanaście. Obie pomagają rodzicom. którzy są geografami.

Ojciec, Wacław Nałkowski, wielkość, pod której wpływem pozostaje matka i córki. Wszystkie zakochane w nim, w jego ideowości, braku zgody na kompromis, jego wizji życia pozbawionego pieniędzy, które powinien wieść inteligent, jeśli chce być prawdziwym inteligentem. Pieniędzy rzeczywiście w domu Nałkowskich nie ma, chociaż Wacław i Anna są bardzo aktywni. Wacław przygotowuje atlas świata. Hanna pomaga mu, kreśli rysunki skomplikowanymi narzędziami. Zofia przepisuje, redaguje. Dzieło ojca jest dziełem całej jego rodziny. On nadaje córkom kierunek ich życia, pcha je, wpływa na nie. I być może on zaszczepia Zofii jej zaskakujący jak na początek XX wieku feminizm, który ta deklaruje wewnętrzną wolnością wyboru. Zofia jest kobietą wyzwoloną.

I jest kobietą, z czego zdaje sobie sprawę w wieku lat szesnastu, siedząc na fotelu w kwiecistej sukience. Kusi więc i prowokuje wszystkich dookoła. Zauważa mężczyzn, kocha się w nich, prowadzi z nimi ciągłą grę. Sama ze sobą prowadzi grę, bo od czterech lat pisze dziennik, w którym sama analizuje siebie. I kreuje. Każdy wpis jest kreacją, tworzeniem własnego wizerunku. Zofia zauważa, że flirtuje z przyszłością. Spodziewa się, że jej dziennik będzie czytany. Kiedyś. Spodziewa się sukcesu i sławy. Niby zaprzecza tej świadomości na kartach pamiętnika, ale tylko po to, żeby ponownie ją potwierdzić.

Ma poczucie wyjątkowości, które irytuje nauczycieli. Każdy gest, słowo, spojrzenie, dyskusja, książka, którą czyta, a czyta mnóstwo dobrych książek, wszystko dla Zofii jest materią, z której buduje własny obraz. Nie tylko obraz. Obraz byłby zbyt pusty, byłby na pokaz, a Zofia nie jest na pokaz. Jest prawdziwa. Jest błyskotliwa i intensywna. Nie musi walczyć o uznanie. Zawsze jest pierwsza. Z przodu. Widoczna, zwracająca uwagę. Gdy na zdjęciu Hania skromnie spogląda w bok, Zofia patrzy prosto w obiektyw. Istnieje świadomie i tworzy własne istnienie. Dziennik towarzyszy jej przez całe życie. Uczy ją, jak pisać, jak dokonywać sumy obserwacji, ale i zdradza jej niepokoje. Po stu latach, stu iluś tam od urodzenia i kilkudziesięciu od śmierci, Zofia jest przejrzysta. Ale jej siostra wciąż pozostaje w mroku. 

Nie pisała dziennika, tylko ten po śmierci matki, w 1942 roku, dziennik skowyt, wycie zrozpaczonej córki. Całą żałobę wpisuje maleńkim ołówkiem na karty zeszytów. Mateńko, ukochana moja dziecinko. Mogłam być bliżej, lepiej się tobą zajmować, nie wychodzić do pracowni rzeźbić. Po co wychodziłam? Czemu posłuchałam Zofii, która mnie do tego namawiała? Gdy patrzę na twoje pantofelki, na szlafroczek i myślę, że już ciebie nie ma, mogłabym umrzeć. Ale nie potrafię się zabić, nie potrafię popełnić samobójstwa. Bez ciebie jestem samotna, bez ciebie nie mam nikogo na świecie. Zofia jest inna, powtarza Hanna jak modlitwę. Zofia jest inna. 

Hanna, która obserwuje siostrę ze swojego nieprzejrzystego miejsca, wie, że Zofia wcale nie jest mocna. O nie! Ona w ogóle nie umie się bronić. Można ją zastraszyć, można na nią nakrzyczeć. Zrobi się wtedy uległa i potulna. Podda się, tak jak poddaje się mężczyznom i pozwala im sobie rozkazywać. Spełnia ich oczekiwania aż do granic własnej przyzwoitości. Daleko poza jej granice.

Fragment książki "W cieniu sławy. Zapomniane rodzeństwa sławnych Polaków".


Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje