Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Wszystkie wcielenia Barbry

Z początku nie było miło. Ojczym mówił, że jest zbyt brzydka, by dostać deser. Matka, że nie ma za grosz talentu. Mimo to została gwiazdą. Lubi opowiadać dowcip o kobiecie, która mówi fryzjerowi, że chce wyglądać jak Barbra Streisand, a on... łamie jej nos.

"Mam dziwną twarz i dziwne poczucie humoru. I nie chcę tego zmieniać! - deklaruje artystka. Zmienia za to wcielenia: piosenkarka, aktorka, reżyserka, scenarzystka, kolekcjonerka sztuki i projektantka. Kim jest naprawdę? Żywą legendą!

Reklama

Zostaje sensacją Broadwayu w wieku 22 lat. Niedługo potem zdobywa pierwszego z dwóch Oscarów w karierze. Dziś jest już laureatką dziesięciu nagród Grammy, pięciu statuetek Emmy, czterech Złotych Globów. Znana na całym świecie, gdzie sprzedała miliony swoich płyt. Nieźle jak na dziewczynę z biednej żydowskiej rodziny na Brooklynie, która słyszała, że niczego w życiu nie osiągnie. Od dziecka wiedziała swoje.

- Gdy miałam 12 lat, znalazłam ulotkę opisującą objawy śmiertelnej choroby - opowiadała w wywiadzie sprzed lat. - Natychmiast zdiagnozowałam u siebie większość symptomów. Doszłam do wniosku, że niedługo pożyję, więc z realizacją marzeń nie mogę zwlekać - wspominała. Skoro miała szybko umrzeć, postanowiła, że w krótkim czasie przeżyje nie jedno życie, ale kilka!

Życie pierwsze - scena

Ma długą czarną sukienkę ze sklepu z używaną odzieżą i doklejone sztuczne rzęsy. Kiedy staje w świetle reflektorów w klubie Bon Soir w Nowym Jorku, zebrani pod sceną ludzie są zaskoczeni. Dziewczyna, której przyszli posłuchać, nie wygląda jak wytworna szansonistka. Nie udało jej się ukryć trądziku pod makijażem, ale przede wszystkim w oczy rzuca się jej długi, spiczasty nos. 

Nie takiej damesy spodziewała się widownia. I wtedy Barbra Streisand zaczyna śpiewać. Wydobywa z siebie najczystszy, najpiękniejszy głos, jaki większość zgromadzonych w klubie słyszała w życiu. Kiedy 18-latka kończy występ, ludzie błagają o bis.

Jest wrzesień 1960 roku. Barbra nie chce być piosenkarką. Marzy o aktorstwie. Chodzi na castingi do filmów, ale nic z tego nie wynika. Nie pomaga nawet usunięcie drugiego "a" z imienia, co - jej zdaniem - ma sprawić, że "Barbra" będzie łatwiej zapadać w pamięć. Na zajęcia teatralne musi sama zapracować. Na obskurny pokój - również. Na obiady już jej nie starcza, zupę je u matki, z którą nigdy nie miała dobrych relacji. Diana Streisand też umie śpiewać, ale nie zrobiła kariery.

- Matka była zazdrosna. Gdy wszyscy zachwycali się moim głosem, powtarzała: "Nie jest dobry. Lepiej zostań sekretarką" - opowiadała Barbra. Ponoć dlatego zapuszcza długie paznokcie, z których później zasłynie: chodzi o to, że z takimi szponami nie da się pisać na maszynie, więc sekretarką zostać nie może!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje