Reklama

Reklama

Wstrząsająca relacja lekarza. Tak wygląda praca na oddziale zakaźnym

"Nie wypowiem się za wszystkie szpitale w Polsce, nie wypowiem się za wszystkich, ale mogę powiedzieć to: na moim oddziale nie poszedł na zwolnienie nikt. I nikt nie powiedział, że chce pracować na drugiej linii, żeby z chorymi nie mieć bezpośredniego kontaktu" - mówi lekarz rezydent z jednego z największych placówek medycznych w Polsce, który został przekształcony w szpital jednoimienny zakaźny i bohater reportażu "Oddział zakaźny" autorstwa Agnieszki Sztyler-Turovsky.

Pojawia się poważny problem: ci, którzy wzywają karetkę, celowo zatajają objawy zakażenia. W ten sposób narażają ratowników, a  potem lekarzy i  pielęgniarki w szpitalu. Coraz więcej oddziałów i szpitali wstrzymuje przez to przyjęcia, bo personel jest zakażony albo trafia na kwarantannę. Od jutra szpital MSWiA wstrzymuje przyjmowanie pacjentów, bo brakuje już miejsc - tylu pacjentów z COVID-19 trafiło tu w ciągu dwóch tygodni.

Reklama

Od drugiego tygodnia pracy możemy badać sobie przeciwciała. Raz w trakcie zmiany. Badanie przy wejściu i wyjściu nie miałoby sensu, bo pojawienie się tych przeciwciał po kontakcie z wirusem następuje dopiero po siedmiu dniach. Wiem, że mogę przechodzić koronawirusa bezobjawowo i narażać innych. Jak raz wróciłem po dyżurze, gdy całą noc ratowałem pacjenta, miałem stan podgorączkowy. Wystraszyłem się. W panice chciałem wsiąść w samochód i jechać na wymaz do szpitala. Jestem przeczulony.

Może to tylko ze zmęczenia - już nieraz miewałem stany podgorączkowe z wyczerpania. Biorę paracetamol, próbuję zasnąć. Budzę się po kilku godzinach, mierzę temperaturę - 36,7. Przy koronawirusie tak łatwo nie dałaby się zbić. Na początku, jak wszyscy, dmucham na zimne. W pracy, przed końcem dyżuru, gdy już kończę zajmować się pacjentami, zdejmuję strój i idę pod prysznic. Potem papierologia. Muszę spisać wszystko, co dziś robiłem, uzupełnić dokumentację. Już nie mam żadnego kontaktu z chorymi, ale i tak biorę prysznic jeszcze raz. Wracam do domu. W domu od razu biorę prysznic. Trzeci.

My, lekarze, przeżywamy między sobą każdą śmierć. Wiemy, że musimy się liczyć z każdym scenariuszem, jednak do końca nie umiemy się pogodzić z odejściem chorego.

Na następnej stronie dowiesz się, jak przebiega reanimacja pacjentów >>>

Dowiedz się więcej na temat: koronawirus | Polska | szpitale jednoimienne | pijani lekarze | pandemia | Covid-19

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje