Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Wojciech Waglewski: Dziary są dla wnuków

Spotkaliście kiedyś rockmana, który uważa, że prawdziwą wolność zyskujemy dopiero wtedy, gdy zrezygnujemy prawie ze wszystkiego? Oto on! Wkrótce ukaże się najnowsza płyta jego zespołu Voo Voo - "Za niebawem". Przeczytaj fragment rozmowy z Wojciechem Waglewskim - całą znajdziesz w najnowszym numerze magazynu PANI.


Violetta Ozminkowski: Ma pan świadomość, że piosenka "Nim stanie się tak" ma moc terapeutyczną?

Reklama

Wojciech Waglewski: Mam nadzieję, bo na koncertach ludzie świetnie się przy niej bawią, aczkolwiek początkowo puenta była dość dołująca. Pisałem ją po katastrofie elektrowni jądrowej w Czarnobylu i byłem pesymistycznie nastawiony do świata, więc skonstatowałem, że kiedyś to wszystko dupnie. Później tę dramatyczną końcówkę obciąłem, piosenka nabrała zupełnie innego charakteru i stała się rozpoznawalna. Na najnowszej płycie "Za niebawem" jest utwór o podobnej sile rażenia, śpiewa pan: "Ja tańczę, na tę nienawiść kompletnie chorą, na rozdwajanie włosa na czworo, na hipokryzję w każdym zdaniu, na zmasowany atak draniów".

- Ta piosenka jest protestem przeciwko ogólnie pojętemu chamstwu, niezależnie od opcji politycznej. Podam taki przykład: chodzę, mówiąc kolokwialnie, na dość wypasiony basen w ekskluzywnej dzielnicy, gdzie jest malutka szatnia, ale może raz na tydzień się zdarzy, że ktoś wchodząc do niej, powie "dzień dobry". W mojej wsi, gdzie mam dom, wszyscy się kłaniają na powitanie. To są takie rzeczy, które zanikają, bo zaczęliśmy przyzwalać na chamstwo. Odnoszę wrażenie, że w ostatnich latach - może trochę za zgodą władzy, która się chamstwem posiłkuje, ponieważ można w ten sposób dokopać elitom - wypłynęło ono jak szambo. Bardziej nawet w mediach niż między ludźmi.

Czy dziennikarze zachowują się gorzej od polityków?

- Polityka, a zwłaszcza politycy są dla mnie zbyt mało interesujący, żeby o nich pisać. Uważam, że brzydota obecnej walki politycznej wynika przede wszystkim z bardzo złej roli mediów. Już o Kościele nie wspomnę. Jestem mało telewizyjny, ale dużo podróżuję i wtedy często włączam telewizor w pokoju hotelowym. Lubię, jak coś do mnie mówi, gdy jestem sam. Ostatnio na przykład usłyszałem niewybredny żarcik o godzinie 16. Biesiada kabaretowa, kilkanaście tysięcy ludzi na widowni, znany kabaret odgrywa skecz: do Polski przyjeżdża człowiek z zamorskiego kraju, oprowadza go po niej autochton, no i tenże przyjezdny mówi: "A u was na portretach jest królowa zamiast króla". Autochton na to: "Królowa Doda". A przyjezdny zdumiony: "To różowe, co trzyma w ustach, to berło?". I kilkanaście tysięcy ludzi zarykuje się ze śmiechu.

- TVN w telewizji śniadaniowej też potrafi czasami zaskoczyć rodzajem żartu, który powinno się zresetować w pamięci po zakończeniu zasadniczej służby wojskowej, np. o kiszeniu warzyw... Dorobiliśmy się polityka wyrzuconego z intratnej posadki w Parlamencie Europejskim nie za poglądy, nie za postawę i wierność ideałom, ale za zwyczajne chamstwo i nadal jest pupilkiem mediów. To nie jest w porządku. Buractwo stało się medialne, dobrze się sprzedaje, jest też oczywiście kompletnie wynaturzoną formą walki politycznej. To smutne.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje