Przejdź na stronę główną Interia.pl

Warczenie pierwszej lwicy

Herbjorg Wassmo dorastała wśród surowych i pięknych krajobrazów północnej Norwegii. Inspirowały ją doświadczenia kobiet, które od pokoleń wykazywały się nadzwyczajną siłą ducha, niezbędną do przeżycia w trudnym klimacie, ale jej twórczość naznaczyły również tragiczne wydarzenia z dzieciństwa - przemoc seksualna, jakiej doznała ze strony ojca. Polscy czytelnicy pokochali Herbjorg za Stulecie i Księgę Diny, jej twórczość była wielokrotnie nagradzana i spotkała się z uznaniem na całym świecie.

Izabela Grelowska, Styl.pl: Złość, wściekłość są zazwyczaj postrzegane jako negatywne emocje. Dla bohaterek pani powieści potrafią być również siłą napędzającą, może nawet ratującą życie. Czym jest wg pani złość?

Reklama

Herbjorg Wassmo: - Złość, wściekłość - to reakcje stanowiące w pewnych sytuacjach życiową konieczność. W moim przypadku te uczucia były niezbędne do budowania szacunku dla siebie i siły na pójście w życiu dalej. Ale złość ma wiele różnych twarzy i nie wszystkie są równie konstruktywne. Złość, która w sposób fizyczny zwraca się przeciwko nam samym lub dotyka innych może być zarówno niebezpieczna, jak i niszcząca.

- Ale złość, która stawia granice i pokazuje, kim jesteśmy i kim chcemy być, jest od czasu do czasu konieczna. Kobiety zbyt często są zdecydowanie zbyt "miłe" z obawy, że nie będą lubiane czy kochane. Nie ma żadnego powodu, dla którego my kobiety miałybyśmy być milsze, bardziej ustępliwe i lepsze niż - na przykład mężczyźni. Musimy mieć odwagę pokazać światu, że to my posiadamy same siebie i mamy w nosie, czy świat nas w związku z tym lubi czy nie.

- Czym, według mnie, jest tak naprawdę złość? Prawdopodobnie jest to istotny z punktu widzenia żyjącego organizmu mechanizm obronny, pomagający nam zaznaczyć, że nie wolno nas obrażać, naruszać naszej nietykalności ani traktować gorzej niż innych ludzi. Jest to równie naturalne jak warczenie pierwszej lwicy na lwa, który za daleko posunął się w afirmacji siebie samego i w swoich zapędach - tak samo naturalna jest złość dzisiejszej kobiety, która czuje się nękana i poniżana.

Czy wściekłość można przekuć na sztukę?

-  Tego nie wiem. Mogę tylko odpowiedzieć za siebie. Najlepiej piszę wtedy, kiedy nie myślę o niczym innym niż to, o czym piszę. Osobista złość zmienia język w wulgarny. Ale mamy przecież przykłady pisarzy, którzy tworzą napędzani złością. Choćby Thomas Bernhard - jego pełne wściekłości, lodowate opisy ujawniające stan rzeczy w Austrii, obnażające mentalność, politykę i rodzinę, obłudę i zdradę klasy wyższej.

- Ja sama musiałam przepracować złość, aby móc o tym pisać. W moim przypadku chłodny, spokojny dystans zaostrza język, wydobywając z niego właściwe słowa, najlepiej pozbawione sentymentalizmu i świętoszkowatości. W sztukach plastycznych albo związanych z ruchem być może łatwiej jest stworzyć prawdziwą sztukę kierując się złością. Słowo, słowo pisane, musi być kreowane przez siłę intelektu, a to wymaga kontroli, również nad własną złością.

Użycza pani swoim bohaterkom własnego życia, pani powieści mają elementy autobiograficzne. Wydaje mi się, że to wymaga ogromnej odwagi i szczerości. Czy mogłaby pani opisać  w jaki sposób zdobyła się pani na taką odwagę i otwartość?

- Nie wiem, czy to jest odwaga. W pewnym stopniu robię to z konieczności - żeby oczyścić poznanie i pozwolić tym motywom stać się literaturą. Tak, aby czytelnik mógł skupić się na czytaniu historii bez konieczności myślenia o pisarzu.

Czy pisanie ma dla pani wartość terapeutyczną?

 - Pisanie jest dla mnie koniecznością - jeśli mam pozostać w miarę dostosowanym i harmonijnym człowiekiem. Ale jestem świadoma tego, że zanim usiądę przy biurku, próbując pochwycić kolejną historię, psychoterapia musi zostać zakończona. Kiedy piszę, jestem bogiem, który stwarza. Bóg nie może pozwolić sobie na sentymentalizm, ani wobec własnej osoby, ani w stosunku do swoich bohaterów.

Czy siła, aktywność kobiet z północy Norwegii były dla pani źródłem, z którego można czerpać? Czy mogą być tez wzorem dla innych kobiet?

- Kobiety są i zawsze były dla mnie wzorcami. Również te z północy Norwegii. Co najmniej połowa inteligencji i bohaterskiej odwagi na całym świecie pochodzi od kobiet. To dzięki kobietom ludzkość jest w stanie podźwignąć się po wojnach i katastrofach. Kobiety rodzą, opiekują się, pracują, otaczają osobistym bezpieczeństwem i ludzkim ciepłem - pomimo, że mężczyźni wyżej stawiają wojnę, władzę, przemoc i własne potrzeby.

- Na szczęście wiele wskazuje na to, że dokonuje się powolna zmiana, że mężczyźni też wybierają pierwiastek ludzki i duchowy - coraz częściej niż przemoc i fundamentalizm. Postanowiłam, że będę optymistką, jeśli chodzi o mężczyzn i w ich imieniu.

- Nadal jednak to kobiety - zarówno jako indywidualności, jak i jako grupa - stanowią dla mnie wzorce. Mam tylko jeden wzorzec męski i jest nim Nelson Mandela, którego miałam szczęście jeden jedyny raz spotkać w Oslo.

Pisze pani dużo o rodzinie, o jej historii, jasnych i ciemnych punktach. Czy rodzina (teraz) panią wspiera?

- Moi najbliżsi wspierają mnie. Dzieci, mąż, siostra. Innego wsparcia nie potrzebuję, choć oczywiście to dobrze, że wśród krewnych jest tylko jedna osoba, która powiedziała, że nie podoba jej się Stulecie, moja kronika rodzinna. I jest to siostra mojego ojca. Była stara, kiedy ta książka się ukazała i niestety już nie żyje. Przez całe moje dzieciństwo bardzo ją kochałam i przecież nie bez powodu. Ale nie była w stanie dostrzec mojego bólu i uważała, że to ja przyniosłam wstyd rodzinie ujawniając przed światem doznaną przemoc. Nie daję sobie zgody na czucie w związku z tym rozczarowania. Muszę po prostu zaakceptować, że niektórzy nie są w stanie wznieść się wyżej.

- Nigdy nie pisałam po to, aby uzyskać wsparcie, raczej przeciwnie. Pisząc ujawnia się swoją wrażliwość, dzięki czemu mogą rozpoznać się w niej inni - jeśli mają odwagę. A jeśli nie mają, to nie jest to mój problem.

- Nie tylko pisarz musi być odważny, uczciwy czytelnik też musi wykazać się odwagą, również jeśli pochodzi z naszej rodziny, tylko że czytelnik nie ryzykuje tak wiele, jak pisarz.

Czy może pani opowiedzieć o specyfice życia na północy Norwegii?

- Północna Norwegia jest dzisiaj zupełnie inna niż wtedy, kiedy urodziłam się tam w połowie drugiej wojny światowej. Teraz jest nowoczesna, zurbanizowana, świadoma siebie, bogata w zasoby i możliwości kształcenia się w większości dziedzin. Daje możliwość dorastania wśród natury, spokoju, wśród piękna przyrody i spędzania życia na zewnątrz.

- A jest to piękno wszelkiego rodzaju. Niezliczona ilość mostów, lotnisk i przystani, tuneli prowadzących przez ogromne masywy górskie, bajecznych łowisk i platform wiertniczych, które na szczęście nie są dalej rozbudowywane. I prawdopodobnie nie powinny, ponieważ zagrażają życiu w morzu.

- Naszym prawdziwym złotem jest rybołówstwo, które od niepamiętnych czasów czyniło cały nasz kraj bogatym. Tym, co moim zdaniem powoduje, że północna Norwegia jest stosunkowo słabo zaludniona i pozostaje czymś na kształt ukrytej perły, jest klimat - przerażający tych, którzy nie są przyzwyczajeni do zawieruch i chłodu, długiej zimy i późnej wiosny. Mieszkańcy Północy jednak wiele podróżują samolotami, również do odległych zakątków, gdzie mogą liznąć trochę słońca i wrócić z nim potem do swoich domów.

"Te chwile" mają charakter wręcz poetycki, główna bohaterka pozbawiona jest imienia. Skąd taka forma?

- Tak, nie ma imion, prawie żadnych. Musiałam w ten sposób stworzyć w sobie dystans do tego materiału, uczynić go jak najmniej powiązanym z jakimkolwiek czasem i miejscem. Nie chciałam, aby identyfikacja z prawdziwymi osobami zakłócała odbiór lub kradła uwagę czytelnika.

Rozmowę tłumaczyła Ewa M. Bilińska


Herbjørg Wassmo - wybitna norweska pisarka urodzona w 1942 roku w Vesterålen. Zadebiutowała w 1976 zbiorem wierszy "Skrzydlaty zespół", zasłynęła jednak jako autorka znakomitych powieści, w tym trylogii poświęconych dwóm bohaterkom: Torze i Dinie. Wielokrotnie nagradzana, otrzymała między innymi prestiżową nagrodę literacką Rady Nordyckiej, Nagrodę Krytyków, Nagrodę Księgarzy oraz Nagrodę im. Amalie Skram. Najbardziej znanym jej dziełem jest "Księga Diny", która została zekranizowana w 2002 roku. Herbjørg Wassmo napisała również wiele nowel i sztuk teatralnych. Jej książki zostały przetłumaczone na dwadzieścia sześć języków, między innymi angielski, niemiecki, francuski, hiszpański, włoski, rosyjski, japoński i hebrajski.

 



Dowiedz się więcej na temat: Izabela Grelowska

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje