Reklama

Reklama

W podniebnym, złotym pałacu

Dorota pracuje jako stewardessa od 10 lat /archiwum prywatne

Arabia Saudyjska to nie jedyny bliskowschodni kraj, w którym mieszkałaś. Wybrałaś tę część świata sama, czy to ona wybrała ciebie?

Reklama

- Moja mama od lat fascynuje się krajami arabskimi, więc pewnie przejęłam jej zainteresowanie. W Dubaju zamieszkałam przez przypadek. Ola Kuczyńska, moja przyjaciółka, zachęciła mnie do wzięcia udziału w rekrutacji do emirackich linii lotniczych. Nie miałam nic do stracenia, dlatego postanowiłam spróbować swoich sił i przekonać się, czy rzeczywiście proces kwalifikacyjny jest trudny. Ostatecznie udało mi się przejść przez wszystkie etapy i dostałam pracę. Z perspektywy czasu zupełnie nie żałuję tego doświadczenia, ponieważ otworzyło mi dużo furtek. W Dubaju nie mieszkało mi się jednak najlepiej, znacznie bardziej podoba mi się Arabia Saudyjska.

Myślałam, że Dubaj to kosmopolityczne spełnienie marzeń przybyszów z zachodu.

- Dubaj to sztuczny twór. Równie nienaturalni są też jego mieszkańcy, którzy nie nawiązują głębszych relacji. Nastawieni są głównie na zarobek, nie ma co liczyć na prawdziwą przyjaźń. Sztuczność łatwo też zaobserwować w architekturze tego emiratu, gdzie każdy budynek jest na pokaz. To także miasto kontrastów. Na plaży widzimy wygrzewające się w stringach modelki, a gdy się odwrócimy, napotykamy na kobiety w burkach.

- Arabia Saudyjska to synonim ładu. Saudyjczycy stoją na straży własnych przekonań: religijnych i obyczajowych, co czyni ich bardziej naturalnymi. Jeśli przyjrzymy się mieszkańcom Dubaju, z łatwością zauważymy, że tradycyjne wartości zatarły się w procesie otwierania się na zachodnią kulturę. Cieszę się, że Arabia od niedawna stawia na turystykę i kontakt z Zachodem, ale mam nadzieję, że nie powtórzą błędów Dubaju.

Nie brakuje ci w Arabii Saudyjskiej otwartości na różnorodność?

- Jestem tradycjonalistką, więc nie czuję się źle w Arabii. Rozumiem, dlaczego chcą pielęgnować zwyczaje i kulturę. Myślę, że my, Polacy, możemy się od nich wiele uczyć. Zrozumienie nie jest równoznaczne z popieraniem ich wartości - nie jestem zwolenniczką radykalizmów, jednak podziwiam Saudyjczyków za ich determinację w chronieniu tego, co uważają za cenne.

- Być może dominująca w Arabii ortodoksja zelży nieco w kontaktach z innymi kulturami. Zmiany, których doświadcza państwo, jak na tę chwilę idą w dobrym kierunku. Turyści mogą skorzystać z wiz, przylecieć do Arabii Saudyjskiej i przekonać się, że nic strasznego się tutaj nie dzieje. Nie tylko podejście do turystyki się zmienia. Od jakiegoś czasu kobiety mogą zdawać egzamin na prawo jazdy i prowadzić samochód. Z większą otwartością podchodzi się także do świąt chrześcijańskich i tych bardziej komercyjnych, które z wielką pompą obchodzi się w Europie czy Stanach Zjednoczonych. W czasie Bożego Narodzenia w galeriach pojawiają się choinki, a podczas walentynek nie brakuje czerwonych ozdób w kształcie serc.

Widziałam, że relacjonowałaś niedawno pierwszy koncert w Arabii Saudyjskiej. To jest dopiero zaskoczenie! Muzyka na żywo w kraju, w którym przez długi czas było to surowo zabronione. Jak tak konserwatywne społeczeństwo reaguje na zmiany?

- Młode osoby są zachwycone zmianami. Inaczej podchodzą do tego starsze osoby o bardziej radykalnych poglądach, choć powoli przekonują się do nowego stylu życia. Tak jak mówisz, koncerty były wcześniej nielegalne - nie można było tańczyć, śpiewać czy puszczać muzyki w miejscach publicznych. Tym bardziej Saudyjczycy z ogromnym entuzjazmem przyjęli wiadomość o pierwszym festiwalu muzycznym. Można powiedzieć, że to było wydarzenie historyczne. Mieszkańcy bawili się do hitów Malumy, Grega Davida czy Lionela Richiego.

Starsze osoby też dołączają do zabawy, czy to raczej rozrywka tylko dla młodych Saudyjczyków?

- Wśród tłumu przeważają młode osoby, ale w podobnych wydarzeniach biorą udział także całe rodziny. Chwilę po opublikowaniu listy artystów, którzy pojawili się na festiwalu w Al-Ula, bilety rozeszły się w mgnieniu oka. Wszyscy byli niezwykle podekscytowani.

Co dla ciebie, kobiety z Europy, oznaczają te zmiany?

- Czuję się swobodniej. Nie muszę się zastanawiać, czy mam ze sobą abaję, bo mogę wyjść z mieszkania bez niej. Chociaż muszę przyznać, że zakładam ją dla własnego komfortu. Nie zwracam wtedy uwagi na to, co mam pod spodem i bez obaw zakładam nawet szorty i t-shirt. Abaja sprawdza się też w wysokich temperaturach - wbrew pozorom jest bardzo przewiewna. O ile nasz strój jest skromny i zasłania większość ciała, mamy prawo wyjść na ulicę bez dodatkowych osłon.

- Cieszę się, że mogę w końcu przyjmować u siebie gości i pokazać im Arabię Saudyjską. Nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy wypożyczyły z koleżankami samochód i wybrały się na wycieczkę. Już nie jesteśmy zdane na łaskę kierowców. Muszę przyznać, że boję się wsiadać za kółko. W wielu krajach arabskich, kierowcy nie przejmują się ograniczeniami prędkości, ale Saudyjczycy są mistrzami szybkiej jazdy.

Chciałabyś zostać tam na stałe?

- Raczej nie, to dla mnie tylko przygoda. Kocham Polskę - tutaj się czuję najlepiej. Byłam już w wielu miejscach na świecie i naprawdę wiele widziałam, ale zawsze z największą chęcią wracam do swojego kraju. To jest moje miejsce na ziemi.

Naprawdę nie miałaś ochoty zamieszkać w innym państwie?

- Przez chwilę myślałam o Stanach Zjednoczonych. Spędzałam tam dużo czasu, miałam swoich znajomych i czułam się po prostu dobrze. Można powiedzieć, że zostawiłam tam kawałek siebie. Koniec końców stwierdziłam, że nie chciałabym tam zamieszkać na stałe, ale wciąż z chęcią wracam do USA.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje