Reklama

Reklama

W podniebnym, złotym pałacu

Dorota pracuje jako stewardessa od 10 lat /archiwum prywatne

Zawsze marzyłaś o byciu stewardessą?

Reklama

- Odkąd pamiętam, a dokładniej, gdy pierwszy raz znalazłam się na pokładzie samolotu. Miałam pięć lat, lecieliśmy z rodzicami na wakacje do Tunezji. Wtedy właśnie zakochałam się w samolotach i wszystkim, co z tym związane. Najlepszym momentem podróży był dla mnie start - kiedy samolot przyśpiesza i odrywa się od ziemi. Dla małej dziewczynki było to wydarzenie niemal nadprzyrodzone. Zaczęłam też przyglądać się stewardessom. Pięknie ubrane, miłe i opiekuńcze panie były dla mnie wzorem. Te wspomnienia z pewnością przyczyniły się do tego, że zdecydowałam się na pracę w przestworzach. Zresztą, moja mama przypomniała mi niedawno, z jaką radością wypowiadałam się podczas wspomnianego lotu do Tunezji o obsługujących nas paniach. Sama tego nie pamiętam, ale podobno już wtedy zarzekłam się, że też zostanę stewardessą. Jestem przykładem na to, że marzenia się spełniają.

Jak zostać stewardessą VIP?

- Przygotowywałam się do tego zawodu przez dziewięć miesięcy, dlatego nazywam to moją "lotniczą ciążą". Dzień i noc przeglądałam LinkedIn, wyszukiwałam oferty, wysyłałam CV. Znalezienie tak specyficznej posady nie należy do prostych zadań, ale z doświadczenia wiem, że ten portal trochę to ułatwia. Znacznie chętniej ogłaszają się tam osoby, które poszukują wykwalifikowanych pracowników. Małe szanse, że znajdziemy równie atrakcyjne ogłoszenie, korzystając wyłącznie z tradycyjnej przeglądarki internetowej.

- W poszukiwaniach wspierała mnie koleżanka, której udało się już pracować w prywatnych bliskowschodnich liniach. Kierowała mnie, mówiła co robię źle i jakie kroki mogę podjąć, żeby zwiększyć swoje szanse. Wiedziałam, że muszę się podszkolić ze znajomości protokołu dyplomatycznego, kulinariów i tzw. “silver service" i zaopatrzyć się w nowe zdjęcia sylwetki oraz twarzy. Dlatego poświęciłam tyle czasu na merytoryczne przygotowania - żeby, najlepiej jak mogę, sprawdzić się w nowej roli.

Rekrutacja do linii prywatnych różni się od tej, przeprowadzanej w liniach komercyjnych?

- Czasem wystarczy zwykła rozmowa na Skypie i procedura zbierania dokumentacji. W rekrutacji do linii prywatnych chodzi przede wszystkim o doświadczenie - zakłada się, że kandydaci mają już go całkiem sporo, więc nie ma sensu przepytywać ich w taki sposób, jak robi się to w liniach komercyjnych. Owszem, zdarzają się też rekrutacje wieloetapowe dla większych przewoźników i wtedy potencjalnego pracownika stawia się najpierw przed rekruterem, a później właścicielem danego samolotu. Może się trafić również lot testowy. W przypadku mojej rekrutacji taki sprawdzian nie miał sensu, bo nikt nie ściągałby mnie z Polski na jeden lot.

Latałaś z VIP-ami z Polski i innych krajów europejskich. Było łatwiej niż z bliskowschodnimi pasażerami?

- To jest zupełnie inny serwis. Podczas lotu z VIP-ami z Europy nie ma aż tak napiętej atmosfery ani ogromnej presji czasu. Jeśli zaś chodzi o rodzinę królewską, wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. Royalsi nie lubią czekać, więc trzeba się szybko uwijać. Nie ma miejsca na błędy, a serwis musi być przeprowadzony z dbałością o najmniejsze szczegóły.

- W liniach europejskich standard jest również wysoki i zawsze trzeba się tego trzymać. Mamy jednak z tyłu głowy myśl, że ewentualna zwłoka czy pomyłka spotka się ze zrozumieniem pasażerów. Nie mogę tego samego powiedzieć o rodzinie książęcej, która ma wobec nas znacznie wyższe wymagania.

O życiu Doroty w Arabii Saudyjskiej przeczytasz na następnej stronie >>>

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje