Reklama

Reklama

Umysł przestępcy nie ma granic

- Dla mnie każda ludzka krzywda jest okrutna w stosunku do ofiary i jej rodziny. A to czy ktoś miał obciętą głowę, był dźgnięty raz, 15 czy 84, bo też miałem taki przypadek, nie ma aż takiego znaczenia - mówi Jan Gołębiowski, profiler kryminalny, autor książki "Umysł przestępcy". - Czytam nieraz komentarze, że żal kogoś, bo był taki ładny albo taki młody. A jak ktoś jest stary i brzydki, to jego życie jest mniej wartościowe? Mniej przez to cierpiał?

Agnieszka Łopatowska, Styl.pl: W ostatnich tygodniach Polską wstrząsnęły szczególnie dwie zbrodnie - morderstwa 11-letniego Sebastiana z Katowic i 18-letniej Magdaleny ze Świnic, obie prawdopodobnie z motywem seksualnym w tle. Obaj sprawcy, którzy przyznali się do winy, w przeszłości byli karani za podobne przestępstwa. Czy gdyby w międzyczasie zostali poddani opiniom profilerów kryminalnych, mogłoby nie dojść do tych tragedii?

Reklama

Jan Gołębiowski*: - Profilowanie nie jest wykorzystywane w tym celu. Profilowanie kryminalne nieznanych sprawców dotyczy procesu śledczego, wykrywczego. Polega na wytypowaniu osoby, która może być sprawcą zbrodni. Jeśli zostanie wytypowana i zatrzymana, opinia profilera może być wykorzystana w sądzie. Istnieje możliwość wykorzystywania profilów tzw. prewencyjnych do przewidywania zagrożenia, ale opierają się one głównie na analizowaniu statystyk. Jest to od wielu lat wykorzystywane w bezpieczeństwie lotnictwa, służy do wykrywania przemytników czy porywaczy. Pasażerowie przechodzą przez sito statystyczne i, jeśli spełniają ustalone kryteria, są dokładniej sprawdzani.

- W przytoczonych przez panią przypadkach, mamy do czynienia z prognozą kryminologiczną tych konkretnych ludzi. Kiedy zostali zatrzymani przy pierwszych wykrytych przestępstwach, zbiorcza analiza danego sprawcy, przygotowana przez zespół ekspertów z różnych dziedzin, powinna zawierać odpowiedzi na pytania czy jest poczytalny, czy ma zaburzenia preferencji seksualnych, czy dokonane przestępstwo wpisuje się w jego stałe zachowanie albo jest jedynie epizodem, który nie jest w stanie potwierdzić skłonności, na przykład do pedofilii. Należałoby stworzyć od razu tzw. prognozę kryminologiczną, czyli ocenę ryzyka popełnienia kolejnego przestępstwa przez tę konkretną osobę.

- W obu przypadkach ewidentnie zawiodło to ostatnie. W pierwszym dość pobłażliwie traktowano sprawcę, który dostawał krótkie wyroki w zawieszeniu, a w drugim, choć sprawca dostał maksymalny przewidywany prawem wyrok pobytu w poprawczaku, został z niego zwolniony mniej więcej w połowie. W przypadku młodego człowieka bardziej stawia się na danie mu szybciej szansy funkcjonowania w społeczeństwie. Oczywiście to powinno być to poparte dokładną analizą tego, czy się zresocjalizował i jakie działania korekcyjne oraz terapeutyczne należałoby jeszcze wobec niego zastosować.

Mając swoje doświadczenia, wierzy pan w resocjalizację?

- Uważam, że resocjalizacja jest bardzo trudna. Natomiast nigdy nie można tracić nadziei i zawsze można próbować. Na jednych sprawców, którzy ponawiają swoje wyczyny - możemy niektórych nazwać "seryjnymi", łatwiej jest oddziaływać, na drugich trudno, a wobec trzecich jest to niemożliwe. Wtedy mówi się właśnie o działaniach korekcyjnych.

Na czym one polegają?

- Powinny być dostosowane możliwie indywidualnie do osoby. Ważnym czynnikiem jest inteligencja i doświadczenia życiowe. Do czego można się odwoływać. Nieraz chodzi o nabranie świadomości własnych reakcji, trening zastępowania agresji innymi sposobami rozwiązywania konfliktów. Kalkulowanie co się opłaca, a co nie i tutaj zawsze pokazuje się, że odsiadka w więzieniu się nie opłaca, że przestępstwo przynosi więcej szkód niż korzyści. W trakcie odbywania kary premiuje się zachowania oczekiwane, trochę jak warunkowanie u psów Pawłowa. Czasem trzeba przeprowadzić też terapię uzależnień.

Wyodrębnił pan kroki milowe w życiu przestępców - w którym momencie można się zorientować, że człowiek w przyszłości może wejść na kryminalną ścieżkę?

- Najważniejsze momenty, które są najprostsze do dostrzeżenia, to pierwsze naruszania norm społecznych i zasad spisanych, czyli prawnych. Przemoc, łamanie prawa to sygnały, że coś poważniejszego może dziać się w przyszłości. Najłatwiej oczywiście diagnozować te symptomy po fakcie, kiedy wiemy, co dany człowiek zrobił. Każde przestępstwo jest inne i inaczej to wygląda w przypadku złodzieja, a inaczej gwałciciela czy mordercy.

- W typowaniu, kiedy analizujemy biografie konkretnych figurantów i porównujemy je z naszym profilem, dostrzegamy pewne wydarzenia, dzięki którym możemy kogoś bardziej do niego dopasować. Jest słynna triada McDonalda, która mówi o tym, że patologiczne moczenie się, wykraczające poza stadium rozwojowe, fascynacja ogniem i znęcanie się nad słabszymi, zazwyczaj zwierzętami, to sygnały, które najczęściej były potwierdzane u socjopatów i seryjnych zabójców. Te trzy powtarzające się zdarzenia to sygnał niebezpieczeństwa. Mówi się, że wielu przestępców miało trudne dzieciństwo, choć oczywiście wiele osób, które miały trudne dzieciństwo nie popełnia przestępstw. Uogólnienia są mylące.

Przedstawiciele którego typu przestępców są najtrudniejsi do wykrycia w Polsce? Którzy najlepiej zacierają ślady, ukrywają się czy zrzucają z siebie podejrzenia?

- To dwa różne aspekty: którzy sprawcy wkładają najwięcej wysiłku w zachowania zapewniające im bezpieczeństwo, a co innego to ogólna wykrywalność, bo ona nie jest związana z intencją sprawcy. Najwięcej wysiłku w zatarcie śladów wkładają ci, którzy mają coś do stracenia, ze względu na swój status albo na zagrożenie karą. No i tacy, którzy się do przestępstwa przygotowują, myślą o nim od dłuższego czasu. Tu znowu mamy różne kategorie przestępstw. Ekonomiczne to, między innymi, "skok stulecia" zaplanowany przez człowieka, który zatrudnił się w firmie ochroniarskiej, zmienił wygląd, przygotowywał się to akcji przez wiele miesięcy, ale mamy też plany zabójstwa, kiedy ktoś chce usunąć członka rodziny, ma plan, ma alibi.

Dużą część książki poświęcił pan przestępcom na tle seksualnym. Coraz częściej słyszymy o tym, że ktoś nagabywał dzieci na placu zabaw, wykorzystywał dzieci rodzeństwa, znajomych - czas pandemii nasilił ich działania czy po prostu są bardziej nagłaśniane?

- Odnoszę się w swojej książce do przestępstw z tłem seksualnym dlatego, że w tej kategorii często śledczy, czyli policja lub prokuratura, zwracają do profilera. Ponad 50 proc. naszych zleceń to sprawy o zabójstwo, a na drugim miejscu są sprawy z tłem seksualnym. Zresztą często ze sobą połączone. Z tym po prostu często spotykam się w mojej pracy.

- Co do pandemii, na razie rysują się pewne ogólnie postrzegane tendencje, bo statystyki są jeszcze podliczane. Trudno powiedzieć kategorycznie, czy jakaś przestępczość w czasie pandemii się zmieniła. Widać było trend okazjonalny, jak dezynfekcje mieszkań, które się kończyły kradzieżami, po oszustwa na testach i szczepionkach czy wykorzystywanie maseczek do ukrycia twarzy podczas dokonywania zbrodni. Nie ma rewolucji w statystykach dotyczących przestępstw seksualnych. Dużo robi dostępność tych informacji i ich obieg w mediach. To zawsze przyciągało publikę, wszelkie historie "wampirów", seryjnych gwałcicieli i morderców. Media skupiają naszą uwagę na wybranych wydarzeniach. Intrygowało mnie zawsze, dlaczego sprawa Ewy Tylman z Poznania, jej zaginięcie i śmierć w Warcie w niewyjaśnionych do tej pory okolicznościach, przykuła uwagę całej Polski, choć mamy takich zaginięć i zgonów setki, jeśli nie tysiące - w zależności od okresu, jaki weźmiemy do analizy.

Czy to nie jest związane z tym, że część rodzin zaginionych bardziej walczy o to, żeby poznać prawdę o losie zaginionych, a część ma nadzieję, że kiedyś po prostu zapukają do drzwi?

- Na pewno aktywność rodziny jest znacząca, wciąganie w to innych osób, medialnych detektywów, jasnowidzów. Media odgrywają rolę moderującą. Jeśli sytuacja zainteresuje jakiegoś reportera, który przygotuje program interwencyjny, wszyscy się o niej dowiemy.

Jak ocenia pan działania tych detektywów i jasnowidzów?

- Tych, którzy naprawdę pracują, na ogół nie widać. Profesjonalni detektywi pracują po cichu, współpracują z policją, pomagają rodzinie. A boli to, że są osoby, które robią show w kontekście ludzkiej tragedii, wykorzystują emocje, zarabiają na tym i budują swój PR. Prawdziwe działanie jest bardziej dyskretne niż to w blasku fleszy i na konferencjach prasowych.

Ile w Polsce wykonuje się profili kryminalnych - czytaj na następnej stronie >>>

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje