Reklama

Reklama

Ubieram, nie przebieram

A jak to było z pierwszym projektem?

Reklama

- Nie pamiętam dokładnie. Wiem tylko, że zawsze chciałam być projektantką, chociaż w czasach, kiedy dorastałam, nie był to zawód zbyt popularny. Najpierw ubierałam lalki i to było moje ulubione zajęcie w dzieciństwie. Poza tym, kiedy w V klasie szkoły podstawowej pani zadała nam wypracowanie, którego tematem było to, kim będę za 20 lat - ja napisałam, że za 20 lat będę projektantką mody i będę ubierała "panie z towarzystwa". Ponieważ wtedy nie istniało tzw. "towarzystwo" to pamiętam, że mama była wzywana do szkoły i musiała się tłumaczyć z tego, w jakim to duchu wychowuje swoje dziecko. Myślę, że jestem idealnym dowodem na to, że dziecięce marzenia się spełniają.

Realizacja tego marzenia to było systematyczne działanie krok po kroku?

- Tak. Cały czas wiedziałam, że chcę zdawać do konkretnej szkoły plastycznej, na której jest wydział projektowania ubioru, nie wyobrażałam sobie innej przyszłości. Mój tata miał nadzieję, że wybiorę jakiś przyzwoity zawód np. będę architektem i będę studiowała na jego ukochanej politechnice. Dla jego świętego spokoju przez całe liceum chodziłam do klasy matematyczno-fizycznej. Co potem w pewien sposób zaprocentowało przy prowadzeniu firmy, bo zazwyczaj artyści są bardzo słabo zorganizowani, a ja - pomimo tego, że "odlatuję" - to potrafię stąpać twardo po ziemi. Myślę, że wpływ na to mógł mieć kontakt z naukami ścisłymi we wczesnej młodości.

Są momenty, w których nie myśli pani o modzie?

- Jestem przypadkiem patologicznym i rzadko mi się zdarza wyłączyć tak absolutnie myślenie o modzie. Może dlatego, że tak naprawdę nigdy to nie przestało być moja pasją. Ostatni czas był bardzo pracowity, kolekcja jesień/zima została zaprezentowana i wydawać by się mogło, że teraz czas na chwilę oddechu. Jednak dwa dni temu zaczęłam rysować sylwetki na nowy sezon. Kiedy to zobaczył mój mąż, powiedział: " Jak to, ty znowu pracujesz?" Ja mu na to: "Nie, tak tylko sobie rysuję". I tak wygląda to moje odpoczywanie od mody.

Ale chyba zdarza się jakiś czas wolny, czas relaksu, odpoczynku? Co pani wtedy najczęściej robi?

- W wolnych chwilach uwielbiam gotować. To moja druga, po modzie, pasja. Uważam, że gotowanie to też jest forma sztuki. Poza tym jestem strasznym łakomczuchem. Bardzo lubię patrzeć i dotykać różnych rzeczy, które gotuję. Uwielbiam wypróbowywać nowe przepisy, czuć przeróżne zapachy z najrozmaitszych kuchni świata.

- Robię bardzo często kolacje tematyczne dla przyjaciół, zazwyczaj jest to kuchnia arabska, meksykańska lub hinduska. Bardzo dużo z mężem podróżujemy, i tam, gdzie akurat jestem, staram się zapisywać na kursy gotowania po to, żeby od podstaw dotknąć danej kuchni. I zazwyczaj - pomimo tego, że czytam dużo książek na temat gotowania - dowiaduje się takich szczegółów, które sprawiają, że danie nabiera tego jedynego, niepowtarzalnego smaku. Mam za sobą m.in. kurs w Marrakeszu i na Sri Lance. Bardzo lubię też kuchnię śródziemnomorską, kuchnię grecką. Jesteśmy z mężem fanami Grecji i wysp greckich. Zwiedziliśmy wiele ciekawych zakątków na świecie, ale Grecję uważamy za najpiękniejsze miejsce na ziemi.

Pani popisowe danie?

- Nie ma takiego jednego, próbuję różnych. Moim gościom bardzo do gustu przypadł tadżin ze śliwkami. Ostatnio, po powrocie ze Sri Lanki przywiozłam przepis na kurczaka curry z bazylią tajską. Też bardzo dobrze mi wychodzi - chociaż mam strasznie poranione palce od obierania mięsa, bo trzeba je obierać w pewien specyficzny sposób. Więc i gotowanie wymaga pewnych poświęceń.

Ma wyglądać czy ma smakować?

- I jedno i drugie. Obie kwestie są dla mnie bardzo ważne. Gdybym nie była projektantką mody, chyba mogłabym prowadzić firmę organizującą przyjęcia. Uwielbiam przygotowywać aranżacje stołu, mieć ciekawe naczynia na potrawy, staram się je przywozić z różnych stron świata - fajne misy, talerze, które potem dodatkowo wzbogacają atmosferę kolacji tematycznej.

Wróćmy jeszcze na chwilę do mody. Jakie cechy powinien posiadać dobry projektant?

- Powinien mieć nieograniczoną wyobraźnię. Poza tym - nie chcę, żeby zabrzmiało to banalnie - ale powinien to połączenie wyobraźni i wolności artystycznej zestawiać ze świadomością tego, dla kogo projektuje. Jeśli ma się taką świadomość i ma się pokorę wobec własnych działań, a także krytyczne spojrzenie, to może to zaowocować. Istotna też jest pewność siebie i bardzo jasna wizja tego, co się chce pokazać.

Bardziej ceni pani sobie krytykę czy pochwały?

- Wolę być chwalona. Przyznaje się - jestem trochę próżna. Lubię być chwalona, krytykę źle znoszę. Może też dlatego, że na szczęście nie miałam zbyt wielu okazji, żeby jej doświadczyć. Podziwiam gwiazdy, na które w dobie internetu wylewa się fala anonimowej krytyki i one jakoś to znoszą. Mnie byłoby trudno się z tym pogodzić, na pewno myślałabym o tym w nieskończoność.

Czy dla projektanta to idealna sytuacja, że wszystko zależy od niego - od pierwszej postawionej kreski, aż do prezentacji kolekcji na sklepowej półce?

- Przede wszystkim to jest ogromna satysfakcja i bardzo duża odpowiedzialność, którą świadomie przyjmuję. Gdyby zdjęto ze mnie część tej odpowiedzialności, to przestałoby mnie to tak bawić. Ta odpowiedzialność w fajny sposób podnosi mi ciśnienie i powoduje, że muszę się nad tym wszystkim zastanowić od początku do końca. Dzięki temu mogę też mieć pewność, że to, co zaprojektuję, we właściwy sposób będzie prezentowane w kampanii reklamowej - czuwam nad tym od początku do końca.

- Jestem na każdej sesji zdjęciowej, czynnie uczestniczę w obróbce graficznej. Wreszcie dochodzimy do sklepów. Uczestniczę w układaniu aranżacji każdej stylizacji, która się potem pojawia w sklepach po to, żeby mieć pewność, że przekazałam swoją myśl, swoją ideę. Być może ktoś inny też zrobiłby to dobrze, ale zrobiłby to inaczej, może nie do końca zrozumiałby, w jaki sposób chciałam połączyć faktury, kolory. Chyba dzięki takiemu właśnie systemowi od tylu lat ta przygoda z każdą kolekcją kończy się sukcesem. Myślę, że klientki wyczuwają prawdę. Mój przekaz jest dla nich jasny - wiedzą, że jeśli ubiorą się w SIMPLE będą dobrze ubrane, a nie przebrane.

Dziękuję za rozmowę.

Emilia Chmielińska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje