Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Trudny facet. Instrukcja obsługi

​Chciałyśmy być niezależne, realizować swoje ambicje, mieć partnerski związek, ale faceci tego nie unieśli, wycofali się, mówią: Skoro jesteś taka silna, ze wszystkim dasz radę sama. Autorzy książki "Mężczyzna bez winy i wstydu", Krystyna Romanowska i Wojciech Kruczyński, piszą, jak sobie radzić z chłopcami z "rozpieszczalni tulipanów".

Jagna Kaczanowska, Twój STYL: Znam wiele atrakcyjnych kobiet, które tkwią w fatalnych związkach albo żyją same, bo - jak twierdzą - nie ma już fajnych mężczyzn.

Reklama

Wojciech Kruczyński: Takie kobiety przychodzą też do mojego gabinetu. Często nie zdają sobie sprawy, że szukają pomocy terapeuty, bo tkwią w związku, w którym brak równowagi. Związały się z partnerem, którego w książce nazywamy Mężczyzną bez winy i wstydu. 

Przypomina się tytuł książki Wojciecha Eichelbergera sprzed lat "Kobieta bez winy i wstydu". Tam to sformułowanie miało pozytywne znaczenie. 

Krystyna Romanowska: Książką zaczytywały się kobiety dwie dekady temu. Wtedy model związku był taki, że mężczyzna zarabiał i rządził, a kobieta nawet jeśli miała pracę, zajmowała się domem. A my chciałyśmy robić kariery, tworzyć związki na własnych zasadach, być niezależne i nie mieć poczucia winy. 

WK: I na tym gruncie wyrosło pokolenie mężczyzn, którzy też nie mają poczucia winy i niczego się nie wstydzą. Nawet niezaradności i braku ambicji. Gdy kobiety oznajmiły: "Jesteśmy niezależne, radzimy sobie same", mężczyźni odpowiedzieli: "Super! To my wam już nie pomagamy, teraz zajmiemy się sobą". 

Czego ci "nowi" mężczyźni powinni się wstydzić? 

WK: Choćby tego, że często są na utrzymaniu partnerek, a jednocześnie unikają obowiązków, niewiele robią w domach, choć w dyskusjach lubią podkreślać, że są feministami. Taki mężczyzna pomoże partnerce nieść transparent na demonstracji w obronie praw kobiet, a potem powie jej, że nie weźmie dodatkowej pracy, choć brakuje im pieniędzy, bo "to by go ograniczało". Niech ona weźmie, przecież jest silna! Taki "nowy" facet zwykle jest trendy, atrakcyjny towarzysko, wygłasza błyskotliwe tezy. I uważa, że partnerka powinna być tym zachwycona. A ona... jest wyczerpana braniem na siebie większości zadań, zwyczajnie pada ze zmęczenia. I dociera do niej myśl, że coś jest nie tak. Sporo kobiet w takim momencie ląduje w moim gabinecie. Od jakichś 10 lat ich liczba rośnie. Kobiety nie wytrzymują. Mają dość "nowych wspaniałych facetów". 

Skąd się bierze niedojrzały, egocentryczny facet? To kwestia wychowania? 

KR: Wielu z nich dorasta w miejscach, które żartobliwie nazwaliśmy rozpieszczalniami tulipanów. 

WK: Czyli pod troskliwym nadzorem nadopiekuńczych matek. Ci mężczyźni, a mówimy o czterdziestolatkach, często byli wychowywani praktycznie bez ojców. Nie chodzi o fizyczną nieobecność. Ich tatusiowie to zaharowani herosi, którzy "dźwigali na swoich ramionach cały świat". Pracowali, utrzymywali domy, a jeszcze sami kładli kafelki, reperowali samochody, wieźli rodzinę na wakacje do Bułgarii. Ale z dziećmi nie spędzali czasu, bo już go nie starczało. Z żonami też nie. One były tym sfrustrowane, więc uczucia przelewały na synów, którzy nie mieli od kogo uczyć się "męskiego świata". Przyzwyczaili się natomiast, że kobieta to ktoś, kto zapewnia wszystko i niewiele chce w zamian. I takich partnerek szukają w dorosłości. 

Ale takich kobiet chyba nie ma?! Większość chce tworzyć związek partnerski. 

KR: To ładnie brzmi, problem w tym, że nie wiemy, co ma dziś oznaczać. Pół wieku temu przynajmniej obowiązywały jakieś reguły: on zarabiał, ona gotowała. On tankował samochód, ona szła na wywiadówkę. Było do czego się odnieść, wchodząc w bliską relację. Teraz panuje wolna amerykanka. Czy zna pani parę, która ustaliła, że skoro kobieta zarabia więcej od mężczyzny, jak co piąta Polka, to on przejmie więcej obowiązków związanych z domem i opieką nad dziećmi? Zazwyczaj kobieta krępuje się powiedzieć o swoich oczekiwaniach, więc milczy. I tak mężczyzna z jednej "rozpieszczalni tulipanów" trafia do drugiej. 

WK: Takich związków jest wiele. W zeszłym roku opublikowano wyniki badań pod nazwą Women Power. Wynika z nich, że 91 procent Polek chce w związku partnerstwa, równości, ale większość przyznaje, że w ich relacjach tego nie ma! To siłaczki XXI wieku: zarabiają, wychowują dzieci, a o pierwszej w nocy wściekle klepią kotlety schabowe. 

KR: Te kobiety nazywa się "ogarniaczkami rzeczywistości". Ich cechy ma prawie połowa aktywnych zawodowo Polek! Mówimy o nich: kobiety hojne, bo oddają partnerom wszystko, co mają. Gdybym miała namalować symbol współczesnego patriarchatu, byłby to obraz znad polskiego morza, który kiedyś zaobserwowałam: idzie kobieta z dwójką dzieci, obładowana torbami, a przed nią partner, niosący dmuchanego smoka. 

WK: W takich związkach często nie ma kłótni, ludzie uważają, że to idealna para. Kobiety wiążące się z nieodpowiedzialnymi mężczyznami często mylą pożądanie z miłością i myślą: nawet jeśli on w domu tylko odkurza, a ja robię resztę, nawet jeśli on płaci tylko za benzynę, a ja spłacam kredyt, zajmuję się dziećmi, zakupami..., to jest ok, bo jest mężczyzną, który mnie zafascynował. Tłumaczą sobie: "miłość jest ważniejsza od równowagi w podziale obowiązków". A to błąd: tam, gdzie nie ma równowagi, jest eksploatacja! 

>>> Czytaj dalej na kolejnej stronie <<<


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje