Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Tomasz Kot: Jak to się robi w Hollywood

Zagrać czarny charakter w „Bondzie”. Potem naprawdę wystąpił w serialu BBC, a teraz wcieli się w tytułową rolę w amerykańskim filmie o tesli. Tomasz Kot zdradza, jak to się robi w Hollywood. Przeczytaj fragment wywiadu, który znajdziesz we wrześniowym numerze magazynu PANI.


Reklama

Zdarza ci się kłamać?

- A znasz człowieka, który nigdy nie kłamie? Jest mnóstwo rzeczy, które kiedyś powiedziałem i się tego wstydzę. Na szczęście zawsze mamy szansę coś zmienić. Od ładnych paru lat żyję w uważny sposób i brzydzę się kłamstwem. Przynajmniej tym celowym, przemyślanym. Prawda bywa trudna, ale chyba też najlepsza. Ułatwia życie. Przygotowuję się teraz do filmu o wynalazcy Nikoli Tesli, którego najbliższym przyjacielem był Mark Twain i on powiedział piękne zdanie: "Jeśli jesteś uczciwym człowiekiem, to nie musisz pamiętać, co mówiłeś".

Za chwilę będziemy mogli oglądać cię w filmie "(Nie)znajomi", remake’u włoskiego hitu "Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie". Bohaterowie, grupa przyjaciół, podejmują ryzykowną grę: wykładają na stół swoje komórki i od tego momentu głośno czytają przychodzące SMS-y, telefony odbierają w trybie głośnomówiącym. Zagrałbyś?

- Nie mam natury ekshibicjonisty, nie czuję potrzeby dzielenia się ze znajomymi szczegółami swojego życia, a z drugiej strony nie ukrywam żadnej "ciemnej strony". Dla najbliższych jestem transparentny. Czy zagrałbym? Nie wydaje mi się, żeby ta zabawa mogła mnie jakoś uszkodzić, ale czułbym niesmak. Uważam, że czytanie na głos prywatnej korespondencji jest nieuczciwe wobec nadawców.

Telefony to też media społecznościowe. Ty długo się opierałeś, ale niedawno założyłeś konto na Instagramie.

- Spędziłem w tym roku trzy miesiące w Stanach Zjednoczonych i tam ludzie ze szczerym zdziwieniem pytali mnie, czemu nie mam konta. "Zrobiłeś taki fajny czarno-biały film, a nie można się z tobą skontaktować", mówili. Mnie Instagram kojarzył się ze znajomymi, którzy na imprezie cały czas siedzą z kablem, żeby bateria im nie padła, bo nie będą mogli nagrać InstaStory. Widziałem też ludzi na planie, wysoko w górach, którzy wpadali w histerię, bo nie mieli zasięgu.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje