Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Teresa i Weronika Rosati. Serce matki wie

Kiedy córka staje się niezależną kobietą, matka... pozostaje matką. Gdy pierwsza przeżywa dramat, druga musi wybrać między potrzebą interwencji a powściągliwością, by nie ingerować w czyjeś życie. Co czuje matka, widząc cierpienie i smutek dorosłego dziecka? Jak ma się zachować córka, która nie chce sprawiać bólu bliskim, ale pragnie ich pomocy?

Popularna aktorka, ceniony lekarz. Dobrze sytuowani, ładnie wypadają na zdjęciach. Bohaterowie wywiadów, adresaci zaproszeń na najlepsze imprezy. Dumni rodzice wyczekanej córki. Można pomyśleć: skazani na szczęście. Bo co może się nie udać? Życie pokazało, jak złudne są takie wyobrażenia. Ich dramat może pozostałby tajemnicą, ale Weronika zdecydowała się ujawnić prawdę o swoim związku. Trudną i brutalną. Opowiedziała o przemocy, której ofiarą się stała. Zaryzykowała. W obronie jej partnera odezwały się głosy sprzymierzeńców, na nią spadła krytyka. Choć były też wyrazy wsparcia i gratulacje za odwagę. Media wciąż interesują się ich rozstaniem, bo sprawa w sądzie trwa. Ale Weronika chce pójść dalej. Założyła fundację, która będzie wspierać inne kobiety. 

Agnieszka Litorowicz-Siegert, Twój STYL: Od momentu, gdy powiedziała pani o przemocy w swoim związku, minęło kilka miesięcy. To był czas na nabranie dystansu? 

Weronika Rosati: Tak. Chciałabym, żeby moja prywatna historia zeszła już na drugi plan. Myślę, że ze względu na własne doświadczenia mogę teraz służyć pomocą innym. 

Mimo że to oznacza szum wokół pani nie zawsze przyjemny? 

Weronika Rosati: Miałam momenty załamania, kiedy uważałam, że może lepiej się schować i nie narażać na ataki. Ale uświadomiłam sobie, że byłoby to zachowanie ofiary. Postanowiłam, że będę głośno mówić o przemocy, także dlatego, żeby przełamać tabu. Założyłam Fundację Siła Kobiety razem z m.in. Magdaleną Środą, Elizą Michalik, Karoliną Korwin-Piotrowską. 

Z czego ta siła kobiety, która jest poniżana, ma się brać? 

Weronika Rosati: Z uświadomienia sobie, czym jest przemoc, że ma wiele twarzy. Większość z nas myśli, że stajemy się jej ofiarami dopiero, kiedy dochodzi do rękoczynów. A to nieprawda. Przemoc fizyczna idzie w parze z emocjonalną, werbalną, psychiczną, ekonomiczną. Celem jest stłamszenie ofiary na tyle, by była całkowicie zniewolona i zależna. Obniżenie jej poczucia wartości. Zastraszenie powoduje, że wielu kobietom najlepszym wyjściem wydaje się unikanie sytuacji, które mogą wywołać przemoc, schodzenie z drogi. Myślą: "Nie jestem w stanie nic zrobić, i tak nikt mi nie uwierzy". Często nie mogą liczyć na wsparcie rodziny, przyjaciół. Chcę, żeby fundacja motywowała je do obrony swoich praw. Aby nabrały pewności i spróbowały o siebie walczyć.

Kobiety zwlekają z ujawnieniem przemocy w związku. Dlaczego? 

Weronika Rosati: Bo ofiara nie do końca zdaje sobie sprawę, w czym tkwi, nie myśli racjonalnie. Sprawca podsuwa usprawiedliwienia, czasem kuriozalne: biję cię albo znieważam, bo... cię kocham, albo: bo dałaś mi powód. Kobieta żyje w poczuciu, że "sama sobie na to zasłużyła". Ma wyrzuty sumienia: nie umiem gotować, postarzałam się, jestem nieatrakcyjna. Nic dziwnego, że mnie tak traktuje. Dopóki myśli w ten sposób, jest na przegranej pozycji. Dopiero gdy zda sobie sprawę, że to mężczyzna jest winien, że złamał prawo - ma szanse się ratować. Wiele kobiet łudzi się: "Zdarzyło się raz, ale się nie powtórzy". Przecież kochamy się, mamy dzieci, rodzinę, kredyt. Dają drugą szansę, kolejną... Ale osobowość "przemocowca" nie zmieni się - to chcę uświadamiać. Często momentem przełomowym jest wplątanie w konflikt dzieci. Dopóki krzywda dzieje się kobiecie, jest skłonna milczeć. Reaguje, kiedy przemoc ma miejsce w obecności dziecka.

Wspomniała pani o wsparciu najbliższych. Kiedy mama zauważyła, że w małżeństwie córki dzieje się coś złego? 

Teresa Rosati: Nigdy nie spotkałam się z żadną formą przemocy. Teoretycznie nie byłam w stanie wychwycić symptomów przemocy fizycznej. Ale intuicja matki działa. Weronika zawsze była ze mną i z mężem w kontakcie, nasza relacja jest bliska, przyjacielska. Także gdy córka stała się dorosłą kobietą, dzieliła się z nami tym, co dzieje się w jej życiu, to naturalne. W pewnym momencie mój niepokój wzbudziły nienaturalnie rzadkie kontakty telefoniczne, brak odpowiedzi na esemesy, nagłe zmiany planów, odwoływanie wizyt. Poważnym sygnałem był fakt, że Weronika pierwszy raz złamała rodzinną tradycję i nie była z nami podczas świąt Bożego Narodzenia... Bolało mnie, gdy widziałam, że jest inna niż zwykle, smutna. Czułam, że w jej domu dzieje się coś złego, choć ona na razie o przemocy fizycznej nie mówiła. 

Weronika Rosati: Byłam zastraszona. Dzisiaj wiem, że sformułowania typu "pranie brudów powinno odbywać się w domu" albo "małżeństwo jest na dobre i na złe" to manipulacja. Wtedy nie było mnie stać na trzeźwy osąd sytuacji. 

Teresa Rosati: Zaczęłam czytać o przemocy w rodzinie, oglądać programy w telewizji. W tym czasie o swoim dramacie opowiedziała żona pewnego posła. Tłumaczyła, dlaczego tkwiła w toksycznym związku kilkanaście lat. Mówiła o lęku, wstydzie, upokorzeniu. Jej słowa uświadomiły mi podobieństwo z tym, co - jak czułam - działo się u Weroniki. 

Jakie prawo w takiej sytuacji daje sobie matka? Interweniować czy zostawić sprawy swojemu biegowi? 

Teresa Rosati: To był ogromny dylemat. Jako matka miałam poczucie porażki i winy, że nie potrafiłam skutecznie uchronić córkę przed takimi wyborami i przeżyciami. Od dziecka przekonywałam ją, że nawet u ludzi pozornie niemiłych, nastawionych wrogo da się doszukać cech pozytywnych. Że w gruncie rzeczy oni mogą być dobrzy, wartościowi. Tymczasem lekcja życia okazała się brutalna. Widziałam, że Weronika cierpi, to był koszmar. W końcu zagrałam va banque, zapytałam: On cię uderzył, prawda? Bije cię? Córka zdziwiła się: Skąd wiesz? Ja to czuję - odpowiedziałam. I wtedy przyznała: no tak. Zaczęłyśmy rozmawiać szczerze. 

Czy kiedykolwiek żałowała pani decyzji, że "wyniosła z czterech ścian" sekret, że powiedziała pani rodzicom? 

Weronika Rosati: Były chwile, że żałowałam. I wiem, że taka reakcja dotyczy wielu ofiar przemocy. Kobiety łudzą się, że związek da się naprawić, połatać, że jeszcze jest szansa. W okresach pozornego spokoju zastanawiają się, czy nie warto go ciągnąć np. w imię ratowania pełnej rodziny. Wraca nadzieja, że zło minie. To pułapka, o której mówiłam na początku. Naiwna wiara, że on się zmieni.

>>> Jak zareagowała Teresa Rosati, gdy dowiedziała się o przemocy w związku córki? Czytaj na kolejnej stronie <<<

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje