Przejdź na stronę główną Interia.pl

Tata to nie ty

Szczepionka na szczęście

Nudności. Pierwsze kopnięcia. Rodzinna sielanka. Wojtek już nie odwraca się plecami. Wtulony, czujny. W szkole rodzenia prymus. Składa przewijak dla dziecka pół roku przed porodem. Kupuje książki dla przyszłych rodziców. "Wychowamy fajnego facecika", przytula. Szuka informacji o porodach rodzinnych - "Chcę być z wami cały czas", planuje. - To był najpiękniejszy okres w moim życiu. Wart każdego kłamstwa - opowiada Basia. - Znowu byliśmy w sobie zakochani, czasem nawet wierzyłam, czułam: pod sercem noszę dziecko Wojtka.

Reklama

Znajomi gratulowali. Chora na białaczkę teściowa miała lepsze wyniki. Podczas wizyt u ginekologa to mąż pytał o szczegóły ciąży. Raz o konflikt serologiczny. - "Oboje państwo mają ujemny czynnik Rh - uspokoił lekarz. - Zrobiło mi się słabo. "Jaką grupę ma P.?", panikowałam. Pomogła przyjaciółka. Udając ankietera z Ministerstwa Zdrowia, "przypadkiem" wpadła na ulicy na P. i zadała ogólne pytania o stan zdrowia. O grupę krwi i czynnik Rh. Basia: - Potwierdziły się obawy o konflikt - on ma "plus".

Musiałam zdradzić lekarzowi sekret o "autorze". - "Ojciec biologiczny to nie pani mąż?", zapytał. Ginekolog poleca szczepionkę, którą Basia sprowadza ze Szwajcarii. "Jesteśmy bezpieczni", rozmasowuje ślad po zastrzyku. W 40. tygodniu ciąży rodzi się Tymon. Wojtek krzyczy razem z żoną, pierwszy bierze synka na ręce. Basia: - Widząc jego, nasze szczęście, nie myślałam o tym, czy są podobni. Czy tata rozpozna, że nie jest tatą. "Ma kulfonowaty nos po moim synu", zachwycała się teściowa. - "Jak Wojtek: wielkie stopy", powtarzał teść.

Czy w takich chwilach miałam zadręczać się tajemnicą? Wyparłam ją. Ta historia powinna mieć happy end. Akt urodzenia potwierdza: "Tymon, syn Wojciecha". Basia ogląda dokument wiele razy. Ulga. Życie w kłamstwie nie jest tak dotkliwe, jak się obawiała. Poczucie winy pojawia się rzadko. Basia przypomina sobie jednak kilka sytuacji.

Na przykład artykuł o "sfałszowanych ojcach": "Dostępność badań genetycznych pokazała, że 30 procent mężczyzn po rozwodzie dowiaduje się, że wychowywało cudze dziecko", czyta. - Nie jestem jedyna - upewnia się w swojej decyzji. - Z czasem coraz mniej się bałam, że prawda wyjdzie na jaw. Zapominałam. Liczyła się codzienność. Uspokajała, że dokonałam słusznego wyboru. Gdy widziałam, jak synek wierzga nóżkami z radości na widok Wojtka albo gdy później zaczyna składać sylaby - ta-ta-ta-ta. I wtedy, gdy jako trzylatek liczy ze mną na zegarze godziny do powrotu ojca z delegacji.

Albo gdy obaj wtuleni zasypiają na kanapie. "Mama, nie wtrącaj się, to nasze sprawy", słyszałam, wchodząc do pokoju dziecinnego. "To męski wyjazd", Wojtek zabierał syna na motorówkę. Zaprojektował domek na drzewie w ogrodzie, gdzie bawili się całe lato, przypominając sobie o mnie wtedy, gdy byli głodni - opowiada. Basia nie pamięta dokładnie, kiedy pierwszy raz czuje się "wykluczona" ze świata męża i syna.

Jak kiedyś dopomina się o uwagę Wojtka: "Pojedźmy na narty tylko we dwoje". On rezerwuje pensjonat dla trójki. Ona nie pozwala Tymkowi przychodzić w nocy do sypialni. On prosi: "Zostaw, może miał zły sen". Basia: - Zazdrość, a potem złość, znowu czułam się odrzucona, jak wtedy przed spotkaniem z P. Znowu o mało nie popełniłam głupstwa.

Na krawędzi

2008 rok. Czwarte urodziny Tymona. Wojtek prosi sekretarkę z pracowni o organizację kinderbalu. - "Poznaj moją prawą rękę", przedstawia przy tej okazji żonie asystentkę, dziewczynę podobną do Evy Mendes. Natychmiastowa zazdrość. Basia nakręca się. Martwią ją wspólne delegacje, telefony do męża późnym wieczorem. Którejś nocy przegląda jego komórkę: "Dziękuję za wczoraj" i dobijający: "Na Zakynthos nie ma już miejsc. Znajdę inną ofertę:-))".

Basia szaleje z niepokoju. Wybucha, gdy mąż znów wraca przed północą. Przyznaje się do śledztwa: - "Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć, że jedziesz do Grecji?! Kolejna delegacja, co? Nie zranisz mnie! - wykrzykuje. - Nie przypuszczasz nawet, jak ja mogę zranić ciebie!" - O mały włos - Basia zaciska usta. - Zabrakło sekund, bym wtedy wykrzyczała: "Tymon nie jest twój!". Z zemsty. Z bólu, że odrzucił mnie dla innej kobiety.

- "To nasze wakacje! Niespodzianka dla ciebie!", na szczęście Wojtkowi udało się przekrzyczeć mój lament. - "Śmieszna idiotka", przepraszałam. Odtąd często robię rachunek sumienia: mam pełną rodzinę. Dobrego męża, z którym bardzo chciałabym mieć drugie dziecko. Zamiotłam przeszłość pod dywan. Pewnie, nadal boję się spotkać "autora". Zastygam, gdy słyszę historie w rodzaju: "Dziecko uratował ojciec, jedyny odpowiedni dawca nerki". Gdyby tak się stało, prawda mogłaby wyjść na jaw. Modlę się o zdrowie Tymka codziennie. I... kłamię dalej.

Ani mąż, ani syn nie dowiedzą się, jak było naprawdę. Ze strachu. Że mnie odrzucą, znienawidzą, że ich zranię. I siebie, pozbawiając się tego, co kocham. Lęków jest wiele, ale zysków znacznie więcej. Powiedzieć prawdę? To byłoby samobójstwo. Ludzi nęka większe poczucie winy niż mnie - mówi stanowczo Basia.

- Sprawca wypadku, który zabił dziecko na pasach. Alkoholik, który wielokrotnie gwałcił żonę. Oni wyrządzili krzywdę. Ja dałam mojemu dziecku przepustkę do szczęścia, spokoju, poczucia bezpieczeństwa. Nawet jeśli nieco "wyretuszowałam" nasze życie kłamstwem. Wierzę w mniejsze zło.

Dorota i Mateusz: śliczna para

W różowej dorożce siedzą cztery postaci. - Kogo narysowałaś? - pyta Mateusz córkę. - Nie poznajesz? Nasza rodzinka: tu mama, ja, ty i wujek. - Zbieraj się, zawiozę cię do szkoły - tata odwraca głowę. Jeszcze nie zawsze potrafi zachować obojętność, kiedy ośmioletnia Zuzia pokazuje, że coraz ważniejszy jest dla niej "wujek". Rok temu Mateusz się dowiedział, że jest ojczymem. Że ukochaną córeczką musi się podzielić z Bartkiem, ojcem biologicznym.

- "Zdradziłaś podwójnie! Oszukałaś mnie i dziecko" - krzyczy Mateusz. Dzień przed Wigilią 2009 roku Dorota, płacząc, próbuje zatrzymać męża. - Tamtego dnia czułam, że tracę wszystko, co najważniejsze - opowiada. - Mateusz cisnął obrączką, odepchnął mnie, a ja powtarzałam w transie: "Nie rozbijaj naszej rodziny". - "Ja? Trzeba było o tym myśleć, zanim zachciało ci się romansu. Zanim skłamałaś, że Zuzia jest moja!".

Dwa tygodnie wcześniej Dorota w pracy odbiera maila od Bartka: "Po konsultacji z prawnikami podejmuję kroki. Masz wybór: a) odzyskam córkę za twoją zgodą; b) potwierdzam ojcostwo badaniem genetycznym i wysyłam wynik twojemu mężowi". - Wypaliłam wtedy cztery papierosy, choć nie palę - opowiada Dorota. - Ze strachu. Przestałam decydować o własnym życiu - kontrolował je obcy człowiek. Na moje własne życzenie.

Bartek i Dorota byli śliczną parą. Przelotnie. Dziewięć lat temu on jest współwłaścicielem dużego biura podróży, w którym ona jest konsultantką. Samotna 21-latka. Żonaty 35-latek w trakcie rozwodu. Ze szkolenia firmowego na Cyprze wracają zakochani. Dorota: - "To facet na całe życie", opowiadałam koleżankom. A byłam zaledwie zabawką na chwilę, Bartek postanowił jednak zawalczyć o swoje małżeństwo. Dorota opłakuje go rok, wciąż licząc na happy end, bo ukochany okazjonalnie zjawia się i uwodzi. Po czym znika.

Marzyłam: "Niech się okaże, że jestem w ciąży, może tak go odzyskam". Nieodpowiedzialna gówniara! - przyznaje Dorota. - "Musisz zapomnieć o Bartku, wiesz, ilu fajnych facetów jest w sieci" - przyjaciółka zachwyca się nowo powstałym serwisem randkowym. Dorota wchodzi na stronę, przedstawia się, umieszcza swój profil. Zaczepia ją Mateusz, 31-letni neurolog z Warszawy. Trochę nieśmiały. Bardzo inteligentny. Zabawny. Ze znakomitej lekarskiej rodziny. Sam robi sushi i zabiera na koncert Kasi Nosowskiej.

"Ma gust", myśli Dorota. Kolejne fajne randki - wyjazd do Kazimierza, regaty w Sopocie i biegówki w Puszczy Kampinoskiej. Seks przeciętny, ale jest czułość, brak nudy. - Ani jednej kłótni przez rok, za to porozumienie, dużo śmiechu i coraz śmielsze wspólne plany - wspomina. - Pewnego dnia Mateusz zabrał mnie na skarpę w lesie pod Warszawą. "Tu postawimy nasz dom", przytulił, a ja pomyślałam: "Chcę ułożyć sobie z nim życie". Tego dnia wyrzuciłam do śmieci szalik eks - wąchałam go czasem ukradkiem w chwilach tęsknoty. "Zamykam ten rozdział", postanowiłam.

Bartek jakby wyczuł, że mnie traci. Nagle po miesiącach milczenia zaczął naciskać na spotkanie. Uległam, żeby powiedzieć: "Przegrałeś z Mateuszem". I żeby kochać się ostatni raz. To był seks na "do widzenia".

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje