Reklama

Reklama

Tam, gdzie rośnie czartopłoch

Na kobiety takie jak one mówi się "wiedźma"?

Reklama

K.M.: - Nie, to znachorki, szamanki, ludowe lekarki. Na Roztoczu mianem "wiedźmy" określa się kogoś innego: osobę żyjącą poza społeczeństwem, nieco dziwną, zdaniem niektórych opętaną. Każda wioska ma swoją lokalną wiedźmę i każdy wie, że lepiej trzymać się od niej z daleka.

Dlaczego?

Ł.M.: Bo właśnie taka wiedźma może zakopać ci coś w ogrodzie. W historiach, opowiadanych nam przez kobiety z Roztocza, wiedźmy opisywane są jako kobiety samolubne, skoncentrowane na sobie i swojej rodzinie. Mimo tej społecznej izolacji odnoszą jednak sukcesy - kiedyś miały spore połacie ziemi, dziś świetnie prosperujące biznesy, nie rzadko robione kosztem innych. Ludzie się ich boją. Słyszeliśmy historie o matce - wiedźmie i jej córce, które w kościele miały zwyczaj siedzieć w pierwszej ławce. Miejsca zawsze były wolne - nikt nigdy nie odważył się ich zająć.

A przekładając te historie na język psychologii i socjologii - kim może być wiedźma?

K.M.: Kiedyś zastanawiałam się, czy nie są to osoby z zaburzeniami psychicznymi - socjopatki, psychopatki, kobiety z osobowością narcystyczną albo obarczone traumą. Potem myślałam, że może to taka ludowa wersja wampira energetycznego. Wydaje mi się jednak, że to nie jest takie czarno-białe.

Wracając jeszcze na moment do dobrej magii. Znachorki odprawiają jeszcze jakieś rytuały?

K.M.: Okadzają dymem z roztoczańskich ziół i kwiatów np. czartopłochem. Kadzą na zdrowie, na szczęście, na udane małżeństwo.

Można się jakoś odwdzięczyć za te zabiegi?

Ł.M.: - Jak za każdą usługę, tak i za pomoc zielarki można zapłacić. Wylewanie wosku kosztuje 40 złotych. Nie są to wielkie pieniądze, ale też daje się wyczuć, że te panie nie są zorientowane na biznes. Mają dar więc z niego korzystają, ale przy okazji zarabiają trochę na życie.

W opisie waszego filmu znajduje się fraza "Siła kobiet". Ładnie brzmi, tylko co to właściwie znaczy?

K.M.: Pamiętasz, jak na początku mówiłam o tym, że mężczyźni szli z sitami na wschód, a kobiety zostawały same na długie, zimowe miesiące? To właśnie w takich momentach rodziła się, płynąca z solidarności i wspólnoty doświadczeń siła. Kobiety, które pokazujemy w filmie, członkinie zespołu ludowego z Roztocza, przyjaźnią się ze sobą od 50 lat. Pół wieku, podczas którego doświadczały rozmaitych, często dramatycznych wydarzeń. Od tych wielkich, odnotowywanych w podręcznikach historii, po małe, osobiste, z których najczęstszym było nieudane małżeństwo. Mężczyźni żenili się zdecydowanie za wcześnie, niedojrzali, uciekali w alkohol, przemoc, hazard, a kobiety trwały. Wiedziały jednak, że nieważne co by się działo, zawsze mogą na siebie liczyć. Jedną z bohaterek naszego filmu jest starsza pani. Mieszka sama, w stuletnim, niebieskim domu. W swojej samotności,  tęskni do przyjaciółki - najbliższej osoby na świecie. To ku niej kieruje mamrotane pod nosem pieśni.

Jaką role w tej kobiecej solidarności pełni śpiew?

K.M.: - Ogromną. Ten wokal ma nawet swoją nazwę: biały śpiew biłgorajski. To melodyjny głos, który jest prawie krzykiem. Starsze kobiety mają całe, uszeregowane według tematów śpiewniki: miłosne, partyzanckie, religijne, jednak najbardziej urzekające są te opowiadające o doli i niedoli kobiet. Mieszkanki Roztocza przez stulecia spotykały się razem i jakby egzorcyzmowały swoje smutki poprzez śpiew. Z każdą zwrotką wyrzucały z siebie złość, żal, rozczarowanie.

Ł.M.: - To nie są słoneczne, ludowe piosenki. Raczej opowieści o ciężkiej pracy, często na więcej niż jednym etacie: w polu, w domu, przy starzejących się rodzicach. Jest na przykład piękna pieśń: "Dolo moja dolo", zaczyna się tak: "Dolo moja dolo, gdzieś mi się podziała / Nim ja cię przepiła, nim cię przehulała / Nim ja cię przepiła, nim cię przehulała / Nim ja cię przepiła na tym gorzkim piwie / Nim cię przehulała na tej pańskiej niwie".

K.M.:  - Ale, żebyśmy nie stwarzali wrażenia, że roztoczański śpiew to wyłącznie smutki, zacytuję przecudną piosenkę: "Nóżka w nóżkę". Biegnie tak: "Szła dziewczyna wąską dróżką / I dzwoneczki zbierała ha ha / Przyszedł do niej jej kochanek / A ona na niego czekała / I nóżka w nóżkę chodziła / Rączka rączkę pieściła ha ha / Oczka w oczka patrzały / A usta usta całowały". Przecież to jest czysty erotyk! Tam aż kipi od młodzieńczych, seksualnych emocji.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje