Przejdź na stronę główną Interia.pl

Szycie po polsku

​Sukienki z pieluchy, trend solidarnościowy, oszałamiająca kariera ortalionów i kreszowych dresów. Moda ostatniego stulecia w Polsce to, owszem, nowinki ze świata, ale też zjawiska nadwiślańskie, nasze. Czy ładne? Kwestia gustu. Czy były doświadczeniem pokoleniowym? Na pewno. Karolina Żebrowska nie tylko je opisała, ale też sfotografowała się w strojach z różnych epok, często uszytych własnoręcznie. Jej podróż przez dekady mody to też fascynujący opis obyczajów - naszych, mam i babć. Spójrzmy w to lustro.

Już ponad cztery miliony osób obejrzały w sieci jej filmiki o zmianach w modzie: 100 Years of Beauty - Poland i Prawdziwe kobiety. Karolina Żebrowska prowadzi blog Domowa Kostiumologia i kanał na YouTubie. Krakuska. Z wykształcenia reżyserka filmowa. Z pasji twórczyni kostiumów z epoki. Szyje od kilku lat, często ręcznie, starając się wyszukiwać historyczne materiały. Większość tych strojów pokazuje w wydanej właśnie książce "Polskie piękno". 

Reklama

Ale "rekonstrukcje" nie służą Karolinie tylko do pozowania. Na co dzień też lubi ubierać się w dawnym stylu, najchętniej tak jak w latach 40. A niedawno urządziła z koleżankami wyprawę w góry w strojach... edwardiańskich (z pierwszej dekady XX wieku). "Spódnice do połowy łydki, długie swetry, kapelusze, sznurowane do kolan buty. Chciałyśmy spróbować, jak się w tym wspina. Okazało się, że o wiele wygodniej, niż się wydawało" - opowiada z błyskiem w oku. 

Spódnice w góry? Jakże to? Ja po lekturze jej książki trwam w przekonaniu, że największą kobiecą zdobyczą w modzie ostatniego stulecia są (wygodne na każdą okazję) spodnie. 

"Owszem, to rewolucja, a o pierwszych kobietach noszących spodnie pisano ze zgrozą w gazetach - mówi autorka. - Dla mnie większym osiągnięciem jest jednak «zdjęcie» bielizny. Na początku XX wieku nosiło się jej po pięć, sześć warstw. Koszula spodnia chroniąca ubrania przed przepoceniem, pantalony, gorset i koszulka gorsetowa, która optycznie wygładzała nierówności gorsetu. Na pośladki nakładana poduszka powiększająca, żeby kontrast między talią a biodrami był większy. Na to wszystko halka, często więcej niż jedna. A dziś? Został tylko biustonosz i figi. To jest dopiero rewolucja" - uśmiecha się Karolina. 

Dynastia z poślizgiem, dres na zawsze

W książce najbardziej zaciekawia wątek, który można nazwać polską ścieżką na autostradzie światowej mody. Owszem, zapatrzone byłyśmy od zawsze w stronę francuską, włoską, angielską. Ale nad Wisłą rozwijały się też trendy endemiczne. Na przykład - o, dziwo! - w latach 90. wielką popularnością cieszyła się u nas moda z serialu Dynastia, ewidentnie jeszcze w duchu lat 80. 

Tajemnica się wyjaśnia, kiedy sprawdzimy daty emisji: w Stanach to były lata 1981-1989, a nasza telewizja puszczała serial dopiero w latach 1990-1993. Dlatego później niż Amerykanki zachwyciłyśmy się wywatowanymi ramionami Alexis czy "rozdmuchaną" fryzurą Cristal. 

Zjawiskiem była też niezwykła w tej epoce popularność dresów, zwłaszcza kreszowych - czyli z tkaniny gniecionej fabrycznie. "Ortalionowe zestawy, supermodne na świecie w latach 80., święciły u nas triumfy jeszcze na początku lat 90. Stały się jednak domeną ludzi z nizin społecznych, bez wyczucia stylu, którzy nad dobry wygląd przedkładali wygodę" - tłumaczy Karolina. 

Ten czas to także kupowanie - okropnych z dzisiejszej perspektywy - ubrań na bazarach. W Warszawie największe były na Stadionie X-lecia i pod Pałacem Kultury i Nauki. Do dziś mam dreszcze, kiedy wspominam nabytą wtedy seledynową spódnicę do połowy kostki. Na moje usprawiedliwienie: większość z nas była wtedy pogubiona modowo. Bo "jak piorun z jasnego nieba spadła na nas Europa i nas przydusiła" - komentował lata 90. przywoływany w książce projektant Jerzy Antkowiak. 

Autorka tłumaczy: "Przez dekady wszystko, co z zagranicy, było u nas z góry uważane za lepsze od krajowego. Kiedy po 1989 roku furtka została otwarta, nie potrafiliśmy rozróżnić, co w modzie wartościowe, a co nie. Nie mieliśmy radaru". W podobnym tonie opisuje tamtą rzeczywistość cytowana w książce... nasza felietonistka. 

Słowa Joanny Bojańczyk z numeru TS z roku 1994 brzmią dosadnie: "Czy Polacy są dobrze ubrani? Na to pytanie jednoznacznie, stanowczo odpowiadam: nie. Szarość socjalistycznej ulicy zastąpiła tandetna pstrokacizna ciuchów tajlandzkich, wietnamskich, chińskich i indyjskich. Dawniej cudzoziemca można było poznać po żywych kolorach - to my byliśmy szarzy. Dziś role się odwróciły. Europa jest skromnie czarna, szara i granatowa, my jesteśmy żółci, fioletowi i pomarańczowi. Oraz ostentacyjnie zagraniczni, pooklejani naszywkami, etykietkami, napisami. Żeby nikt przypadkiem nie pomyślał, że mamy na sobie coś krajowego". 

Minęło ćwierć wieku, Joanna Bojańczyk dalej pisze dla TS, a z modą na polskich ulicach jest znacznie lepiej. "Ale styl dresiarski przetrwał i w pewnych kręgach ma się dobrze do dziś" - uśmiecha się Karolina. 

Okulary, opornik, opozycja

W naszej rozmowie cofamy się do lat 80. Luźny sweter w bure wzory i okulary w grubych przezroczystych oprawkach to cechy typowo polskiego stylu nazywanego solidarnościowym. 

"Choć obydwa te atrybuty pojawiały się także w sytuacjach pozastrajkowych, zdjęcia czy nagrania sprawiają, że stały się nieoficjalnymi symbolami tamtych czasów - twierdzi Karolina. Pożądanym dodatkiem były przypinki ze znaczkiem Solidarności. - Ponieważ obnoszenie się z nim mogło być w niektórych sytuacjach niebezpieczne, opozycjoniści wymyślili mniej oczywisty symbol. W klapy marynarek, płaszczy i kurtek wpinano opornik, mały element radioaparatu tranzystorowego. Choć nie był zabroniony, zauważony przez milicję mógł wpędzić noszącą go osobę w tarapaty". 

Mniej wywrotowym, za to bardzo popularnym trendem dekady były ubrania z pieluchy. Kiedy słyszą o tym dzisiejsi młodzi, włos jeży im się na głowie. Uszyć spódnicę z pampersa?! Ale wtedy jednorazowych wynalazków u nas w sprzedaży nie było, a pieluchy szyło się z tetry, delikatnej tkaniny bawełnianej. 

"Powszechnie dostępna, wystarczająco cienka, by ładnie wyglądała zmarszczona, z łatwością dawała się ufarbować na dowolny kolor - wylicza autorka. - Można było eksperymentować z batikiem albo zanurzyć cały ciuch w jednolitym barwniku, tworząc kolorystyczne kontrasty z innymi częściami garderoby". 

I jeszcze jeden charakterystyczny symbol polskiej "mody" z lat 80. Podomki! "Uszyte ze sztucznych, wzorzystych materiałów, zapinane z przodu na guziki, z praktycznymi kieszeniami, często wykończone białą lamówką" - opisuje Karolina. Były atrybutem woźnych, sprzątaczek czy kucharek. Ale też chętnie nosiły je panie domu - "po domu" właśnie, aby nie zabrudzić lepszych ubrań. Do takich strojów kobiety pracujące wkładały charakterystyczne sznurowane buty na koturnie z odkrytymi palcami i piętą. Dość ohydne, ale dziś fani PRL-u ochoczo na takie polują na internetowych aukcjach. 

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje