Przejdź na stronę główną Interia.pl

Światła na: Marta Dymek

Jeśli ktoś z twoich bliskich pokochał ostatnio kuchnię roślinną, to najprawdopodobniej zasługa jej bloga Jadłonomia.

PANI: Kisisz? 

Reklama

Marta Dymek: Kiszę! Zwłaszcza zimą. Testuję rozmaite odmiany kimchi, czyli koreańskiej kiszonki. Ale uwielbiam też przaśną polską kapustę czy ogórki. Wczoraj w Częstochowie poczęstowano mnie takimi kiszonymi ogórkami, że myślałam o nich przez całą drogę do domu. Moim zdaniem do mody na kiszenie przyczyniła się książka "Kiszonki i fermentacje" znanego kucharza Aleksandra Barona. Książka Aleksa jest świetna i na pewno wielu osobom pomogła zacząć na nowo przygodę z domowymi kiszonkami. Ale uważam, że to nie tyle moda, co przypomnienie starej polskiej tradycji. W moim wrocławskim domu kisiło się od zawsze. Mogę śmiało powiedzieć, że mój dziadek był w tej kwestii trendsetterem. 

A co powiesz o jarmużu? Zapomniane, mało smaczne warzywo z dnia na dzień stało się wszechobecne. To nie jest moda? 

- Z jarmużem trochę się zgadzam. Rzeczywiście to dosyć niewdzięczna kapusta i myślę, że nie zawsze warto się za nią aż tak uganiać - zwłaszcza kiedy jest tyle innych wspaniałych zimowych warzyw. Często się go kupuje, bo jest na czasie, a nie do końca wiadomo, jak go przyrządzić. Zwykle traktuje się go jak szpinak i wtedy naprawdę smakuje okropnie. Pewna kucharka wywołała skandal, twierdząc, że uratować go może tylko duża ilość boczku. Coś w tym może być. Jarmuż potrzebuje soli, tłuszczu i dodatkowego smaku. Ja przyrządzam go na oliwie z solą i wędzoną papryką albo ze skórką cytryny. 

Czy są jeszcze jakieś trendy w gotowaniu, które uważasz za przereklamowane

- Podchodzę do wszelkich mód kulinarnych dość sceptycznie. Niektóre trendy bywają nierozsądne, a często też przekłamują rzeczywistość. Niespodziewanie produkt taki jak każdy inny zostaje uznany za najzdrowszy i zaczyna się wokół niego szaleństwo. Nagle jest w każdym sklepie ze zdrową żywnością, poleca go każda gwiazda. Na przykład tak zwane superfood: jagody goji, spirulina, chlorella... Albo awokado - drogi przysmak milenialsów. Brakuje w  tym prawdziwej świadomości tego, czym jest jedzenie i nasze wybory. 

Ostatnio przyjaciółka opowiedziała mi historię, która też w pewien sposób dotyczy trendów w żywieniu. Miała ona mianowicie przygotować śniadanie dla swojej córki, weganki z lekką anemią, i jej chłopaka. On z kolei jest weganinem na diecie bezglutenowej. I dodatkowo nie lubi warzyw... 

- Brzmi to jak początek okrutnej współczesnej baśni! Pytałeś mnie o trendy w żywieniu i ta historia przypomniała mi o tym, że istnieje dziś jeszcze jedna nadmoda, ważniejsza od wszystkich innych. Mówiąc potocznie, tak jak nazwałyby to nasze mamy i babcie: moda na wydziwianie. Jedzenie stało się ważną częścią naszej tożsamości. Poprzez to, co jemy, chcemy zamanifestować indywidualność, odróżnić się od innych. A to może być pułapką.

Jak zachować zdrowy rozsądek? 

- Nie być łatwowiernym. Każdego dnia pojawiają się przecież nowe informacje. Produkt, który do niedawna był polecany, nagle okazuje się cichym zabójcą. I odwrotnie. Można od tego oszaleć! Dlatego staram się nie przejmować każdym nowym doniesieniem. Wierzę w dietę, która jest zróżnicowana, sezonowa, lokalna i w miarę prosta. Przy takim podejściu łatwiej się jedzeniem cieszyć, a nie frustrować. 

- Co jeszcze warto? To może zabrzmieć dosyć patetycznie, za co przepraszam, ale warto zadać sobie pytanie: co jest dla nas naprawdę istotne. I tym się zająć, tym się przejąć. Dla mnie liczy się to, jak jedzenie wpływa na naszą planetę, środowisko, ekologię. I wierzę, że kuchnia wegańska może być rozwiązaniem wielu tych problemów. Zmieniając niewiele w swoim życiu, możemy zmienić wiele w skali całego świata. 

Skoro już w naszej rozmowie coraz częściej pojawia się słowo "wegański"... Podobno już jako dziecko płakałaś nad kotletem. 

- Byłam takim dziwnym dzieckiem, które nigdy nie lubiło mięsa. Chowałam je pod ziemniaki, karmiłam nim psa. Kiedy dowiedziałam się, że istnieje wegetarianizm, byłam bardzo szczęśliwa - jeśli to ma nazwę, to może wreszcie dorośli się ode mnie odczepią! Odczepili się, ale w pewnym momencie musiałam zacząć sama dla siebie gotować. Jak się okazuje, bardzo mi się to przydało. 

Wiesz, że jesteś spełnionym snem magazynów kobiecych? Wcieloną w życie opowieścią o dziewczynie, która rzuca pracę w korporacji i zajmuje się tym, co kocha najbardziej. Na przykład produkcją wina w Prowansji. A potem żyje długo i szczęśliwie. 

- Zdaję sobie sprawę, że przypadkowo zrealizowałam marzenie o tym, by znaleźć w sobie odwagę, zacząć od nowa i zająć się tym, co się tak bardzo lubi. Po skończeniu międzywydziałowych studiów humanistycznych szybko znalazłam pracę w agencji reklamowej. Nie byłam tam do końca szczęśliwa, więc pewnego dnia, ze złości i frustracji, odeszłam. I tu zaczyna się mniej różowa część tej historii, o której raczej nikt nie chce słuchać, bo wprowadza nieprzyjemny nastrój. 

Zamieniam się w słuch. 

- Przedłużający się brak pieniędzy zawsze jest trudny, nawet jeśli się jest młodym i nie ma się żadnych zobowiązań. Czasem ci odcinają telefon, czasem brakuje na czynsz. A ja miałam jeszcze jedno ograniczenie, które sama sobie wymyśliłam. Postanowiłam mianowicie, że na moim blogu nigdy nie będzie żadnych reklam.

Dlaczego? 

- Kompletnie nie nadaję się do reklamowania czy sprzedawania. To nie ja. Czułabym, że oszukuję ludzi, nie mówię im całej prawdy. A przecież mogłabym zrobić sponsorowany konkurs na blogu czy zamieścić link do jakiegoś produktu i zarobić trochę pieniędzy. To też mnie dręczyło. Rozwiązanie było takie proste, ale ja nie mogłam, nie chciałam z niego skorzystać. 

Kto cię wtedy wspierał? 

- Finansowo wspierał mnie mój chłopak. To on pomógł mi założyć blog. Zaprojektował go, uczył mnie obsługi, na początku opłacał serwer. Zna się na tym dużo lepiej ode mnie, bo prowadzi firmę, która zajmuje się software'em i nowymi technologiami. Przede wszystkim zaś powtarzał, że to, co robię, ma sens i on w to wierzy. 

Jak wygląda dziś twój zwykły dzień? 

- Nie ma na to pytanie jednej odpowiedzi, a słyszę je często w wersji: "Jak wygląda dzień blogerki?". Kłopot w tym, że ja nie czuję się już blogerką. Owszem, blog jest wciąż bardzo ważną częścią mojego życia, ale zajmuję się tak wieloma innymi rzeczami, że nie wiem, która z nich definiuje mnie najbardziej. Wydaję książki, prowadzę program w telewizji i warsztaty. Dlatego moje dni i miesiące są bardzo różne. Najbardziej zajęta jestem w okresie przedświątecznym, kiedy przygotowuję nowe przepisy na blog. Udoskonalam je, a w końcu fotografuję potrawy. Potem uż tylko odpowiadam na komentarze. Na co dzień nie jest to czasochłonne, ale przed świętami w ciągu godziny przychodzi około pięćdziesięciu wiadomości. Trzeba więc cały czas być przy komputerze, żeby pomóc czytelnikom i czytelniczkom. Często są to bardzo krótkie pytania w stylu: "Czy w tym przepisie mogę zrezygnować z cukru?", "Czym zastąpić migdały?". Czuję sporą odpowiedzialność, bo wiem, że czasem od tego zależy, jak wypadną święta czytelników. Nie chcę ich zawieść. 

Co byś poradziła osobie mięsożernej, która czuje, że chciałaby coś w swojej diecie zmienić? Mięso rzuca się jak papierosy? 

- Są osoby, które wyrzucają wszystko z lodówki i przechodzą na wegetarianizm lub weganizm w ciągu jednego dnia. Dla innych lepsze okazuje się stopniowe ograniczanie, na przykład: jem mięso tylko dwa razy w tygodniu. Można nawet zacząć od jednego dnia bez mięsa, ale potrzebny jest czas, aby nauczyć się nowych smaków i znaleźć nowe ulubione potrawy. Dzięki temu, jeśli zachce się nam czegoś dobrego, to nie sięgniemy po kabanosa, ale po pastę z suszonych pomidorów, którą niedawno pokochaliśmy. Ważne jest, żeby się nie dręczyć, lecz czerpać radość z jedzenia. 

Kuchnia wegetariańska czy wegańska uważana jest jednak zwykle za bardziej skomplikowaną i czasochłonną. 

- To mit. Myślę, że po prostu dużo lepiej oswoiliśmy techniki i rytuały kuchni mięsnej, bo tak gotowały nasze mamy i babcie. A techniki kuchni roślinnej wydają się początkowo dziwne czy niezrozumiałe. Gdy jestem w domu rodzinnym, babcia często obserwuje moje poczynania w kuchni. Zawsze wtedy słyszę: "Jakie to trudne!". A ja przecież tylko gotuję kaszę, a obok w piekarniku wstawione są marchewki i wszystko trwa pół godziny. Ona za to smaży kotlety, obiera i gotuje ziemniaki oraz robi ćwikłę. Kuchnia roślinna może oczywiście też być skomplikowana, w końcu pierogi z soczewicą lepi się tyle samo czasu co pierogi z mięsem. 

Co jest potrzebne, żeby zacząć przygodę z kuchnią roślinną? 

- Nic specjalnego. Lubię upraszczać przepisy i nie wydziwiać z nowoczesnymi sprzętami. Kuchnia wegańska wydaje się wciąż tak obca, że nie ma sensu jej dodatkowo utrudniać. Ale jeśli coś może się przydać, to przyprawy. Warto raz w roku kupić, powiedzmy: paprykę wędzoną, nasiona kminu rzymskiego, koreańską paprykę gochugaru, pieprz ziołowy, czarnuszkę. Do tego sos sojowy. Koniec. Będzie to nas kosztowało około 50 złotych, a czasem przecież jeden produkt - mięso lub ser - bywa droższy. A gdy mamy takie przyprawy na półce, możemy z selera lub pora za trzy złote zrobić genialne danie. 

Twoja "Nowa Jadłonomia. Roślinne przepisy z całego świata" ukazała się w zeszłym roku. Kiedy pojawi się twoja następna książka z przepisami na nieznane genialne dania?

- Myślę, że... za parę lat. Podchodzę do tego bardzo poważnie. W książce, inaczej niż na blogu, muszą się znaleźć przepisy, których jestem w stu procentach pewna. Przecież nikt nie może zadać mi dodatkowego pytania. Poza tym potrzebuję jeszcze trochę czasu, żeby nacieszyć się tą, która ukazała się wiosną zeszłego roku.

PANI 3/2018

Zobacz także:

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje