Reklama

Reklama

Strata: Czy czegoś nas uczy?

Od nitki do lasu 

Reklama

Opowieści o sielance dzieciństwa sugerują, że jest ono najpiękniejszym czasem (wszak odeszło bezpowrotnie). Obiektywnie rzecz biorąc, sporo ludzi  miało najwięcej problemów zwłaszcza w tym okresie życia. Jakiś czas temu czytałam o Barcie Wojtczaku ("Wysokie Obcasy" NR43 (1109)), który w latach pacholęcych nie miał drogi usłanej różami, za to miał w pobliżu las, do którego mógł uciekać, nie tylko na kilka godzin, ale nawet na kilka dni. Las go ocalił. Sprawił też, że dzieciak zaczął interesować się roślinami - dziś jest jednym z najlepszych w Polsce ekspertów od ogrodów, nazywają go "roślinnym szeryfem". Z lasu pamiętam same dobre rzeczy. Wychowawca naszej klasy był za młodu partyzantem, więc uczył nas rzeczy, które jego zdaniem miały nam się przydać w dorosłym życiu - stąd zabawa w chowanego (mieliśmy zagrzebać się cali w liściach), tropienie dzikich zwierząt i przede wszystkim podchody.

Wszystkie te wspomnienia wróciły ze zdwojoną siłą po przeczytaniu tekstu Aleksandry Suławy "Gry terenowe". Powinien odezwać się tylko sentyment, tymczasem zaczęły piętrzyć pytania. Dlaczego o kleszczowski las muszą walczyć zwykli mieszańcy? Albo inaczej - miłośnicy przyrody, a nie osoby odpowiedzialne za środowisko? Przecież dla tych ostatnich to praca. Powinni wykonywać ją najlepiej, jak potrafią. Ratować, nie rujnować.

Kiedy zetnie się jedno drzewo zmienia się wokół cały las - mówi bohaterka reportażu Anna Trait. "Obumierają rośliny, które potrzebują cienia i wilgoci, a na ich miejsce wyrastają inne. Znikają zwierzęta: jelenie, sarny, dziki, popielice. Częściej słychać strzały myśliwych. - Koło mojego domu wycięto jakieś 30 proc. drzew - opowiada. - Na ich miejsce zasadzono co prawda młode buki, ale to będzie już zupełnie inny las - jednowiekowy, równy jak od linijki, przypominający plantację. O ile w ogóle będzie - ludzie mówią, że młode drzewa, pozbawione cienia starych, po prostu usychają".   

Las jest duży. Przyjmie wszystkie smutki. Gdy jest źle, możesz schronić się w pozornej cichości drzew, bo wiadomo, że do nas szumią, tylko jesteśmy głusi na ich dźwięki.

Myślałam, że po książce "Sekretne życie drzew" Petera Wohllenbena zmieni się wszystko. Że ludzie, którzy decydują o tym, co stanie się z naszymi lasami, będą traktować tę lekturę niczym biblię. Że wreszcie drzewa przemówią do ogółu, skoro ich język został przez pisarza i znawcę tematu przetłumaczony. Ale nie. Tak się po prostu nie dzieje.  

Nie czekaj do ostatniej chwili, pobierz za darmo program PIT 2020 lub rozlicz się online już teraz! Przekaż 1% na pomoc dzieciom - darmowy program TUTAJ>>>

Zobacz także:

Dowiedz się więcej na temat: kleszczowskie lasy

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje