Reklama

Reklama

Strata: Czy czegoś nas uczy?

Prawdziwą wartość można zobaczyć poprzez stratę. Tylko brak jest w stanie uświadomić nam, jak wiele znaczą pewne rzeczy, zjawiska i ludzie.

Przekonaliśmy się o tym boleśnie na własnej skórze za sprawą pandemii COVID-19. Mogliśmy nie chodzić do teatru, podejmując samodzielnie decyzje, czy chcemy to zrobić czy nie. Mogliśmy wybrać się do galerii, bo poczuliśmy taką potrzebę. Z kina dało się zrezygnować, jeśli zabrakło czasu, ale to my o tym decydowaliśmy. Podobnie ze znajomymi - od nas zależało, czy ten dzień spędzimy w ich towarzystwie, czy nie.

Reklama

Dziś płaczemy za minionym czasem i bijemy się w pierś, głosząc wszem i wobec, że wiemy już, co jest w życiu ważne.

Sama niejednokrotnie doświadczyłam smutku i żalu, bo coś kończyło się bezpowrotnie i przez tę nieodwracalność nabierało dodatkowej wartości. Ukochany, który kłamał, manipulował i ranił, nagle stawał się mężczyzną życia, tylko dlatego, że się rozstaliśmy. Koleżanka, która wielokrotnie nadużyła mojego zaufania, zyskała na wartości tylko dlatego, że przestała się odzywać. Wynajęte mieszkanie, w którym psuło się coś w każdym miesiącu - domem marzeń. Książka pożyczona znajomej? Nieodzownie potrzebna. Sukienka, w której nie chodziłam przez ostatnie pięć lat - niezbędna, tylko dlatego, że się jej wreszcie pozbyłam.

Najbardziej ostateczną z rzeczy jest śmierć. Każdy artysta, nawet zapomniany, zyskuje drugie życie, kiedy umiera. O nieboszczyku nie wolno mówić źle, przecież go nie ma, nie obroni się. I tylko gdzieś tam z dzieciństwa pamiętam opowieść babci, o tym, jak zszedł z tego świata mąż sąsiadki. Kobieta padła na kolana przed obrazem Najświętszej Panienki i modliła się, dziękując, że Matka Boska uchroniła ją przed dalszym biciem i przed poniewieraniem dzieci.

Dowiedz się więcej na temat: kleszczowskie lasy

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje