Reklama

Reklama

Sto procent potencjału magii

Huta tylko nęciła niezwykłych czy również zmieniała zwyczajnych? Myślisz, że od życia w takim miejscu można było oszaleć?

Reklama

- Nie trafiłam nigdy na taką opowieść explicite i nieszczególnie mnie to dziwi. Propagandzie z pewnością zależało na ukrywaniu tego rodzaju przypadków, a i samo szaleństwo w czasach powojennych nie należało do rzadkości. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że było na tyle powszechne, że uznawano je za niegodne większej uwagi. Rozsądnie byłoby jednak założyć, że przypadki "zwariowania od Huty" się zdarzały. Trudności z adaptacją do życia w nowych warunkach mieli przede wszystkim pierwotni mieszkańcy tych terenów. Dla tych, którzy dotychczas żyli w bliskiej relacji z naturą, mieszkanie w bloku i praca w fabryce musiała być bardzo silnym doświadczeniem. Rewolucyjnym wręcz.

W "Bestiariuszu" Pani I. radzi, by "zapomnieć się w pracy, oddać maszynie", pracujący na cmentarzu Albert, rzadko się odzywa, bo "bez mówienia jest go mniej", Rita i Ruta, są do siebie tak podobne, że wydają się być jedną osobą. Huta, ten kolos, zabierał tożsamość?

- Ludzie często sami się jej pozbywali. Moi bohaterowie maleją coraz bardziej i bardziej, stopniowo wycofując się z niezbyt przyjaznego im świata. Jednym ze sposobów na takie właśnie wycofanie jest redukcja języka - wspomniane Rita i Ruta mówią mało, a do tego w sposób zrozumiały tylko dla nich. Porozumiewają się kolorami: ocynkownia jest liliowa, suwnica zielonozłota, kombinat szkarłatny, osiedle białe. W ten sposób zaznacza się ich nieważność, rola jaką pełnią w tym gigantycznym nowohuckim organizmie. Taki wycofany sposób patrzenia na świat jest bliski i mi. Wolę słuchać niż mówić.

Mamy też Gustawa o twarzy zalanej surówką z wielkiego pieca. Słowami jego partnerki, Marianny, opisujesz go tak: "Zupełnie odległy i niemożliwy wydaje mi się moment, w którym magma zastygnie, cienką, różową tkankę pokryją strupy i zrosty. Oczy, nos, usta, uszy, zleją się w jedną całość, wypukłości pojawią się nie tam, gdzie powinny, nie będą odpowiadać żadnym ludzkim kształtom. Gustaw przemieni się w nieprzeniknioną fasadę". Utrata tożsamości doprowadzona do ostatecznego stadium czy prawdziwy nowohucki wypadek?

- Nie wiem, czy w Hucie kiedykolwiek doszło do takiego wypadku, ale nie jest to niewyobrażalne. W kombinacie ludzie tracili życie i stawali się kalekami na rozmaite sposoby. Jednak w tym przypadku rzeczywiście chodziło o całkowite odpodmiotowienie postaci. Jego forma była zresztą zainspirowana całkiem współczesnym epizodem: kolega w pracy zaprojektował kiedyś plakat z człowiekiem bez twarzy. Postać w miejscu oczu, ust, nosa, miała graficzne wzory. To było coś przerażającego - nie móc odczytać niewerbalnych sygnałów, zwykle rozpoznawanych na pierwszy rzut oka. Z drugiej jednak strony ta postać wydawała mi się bezbronna - kogoś, kto nie wyraża emocji, jest zdecydowanie łatwiej skrzywdzić. Akurat mój Gustaw nie jest zbyt dobrym człowiekiem. Moment utraty twarzy to też chwila, w której jego żona zostaje uwolniona od przemocy.

Skoro dotarłyśmy do przemocy: wśród nowohuckich legend jest i ta o kobietach żyjących w zdominowanym przez mężczyzn mieście i wielokrotnie padających ofiarami przemocy...

- W Nowej Hucie panowały idealne warunki do gnębienia kobiet. Dziewczyny stanowiły zaledwie 30 proc. społeczeństwa tej młodej dzielnicy i na każdym kroku, w rozmaity sposób im o tym przypominano.

Jednak twoje dziewczyny znalazły sposób na Hutę: "W Nocnicy mieszkały kobiety, które jadły arszenik. Jadły go codziennie. Szczypta na kromkę z tłuszczem. Szczypta życia pod postacią śmierci. Ciało żywe zmieniały w ciało stałe, ciało twarde, odporne na truciznę, na złamanie przez trud pracy, na ogień, żar, pożądanie, przekleństwa, złe spojrzenia".

- Nie wszystkie znalazły sposób: w większości rozdziałów kobiety są ofiarami. Zastanawiałam się czy to dobrze, czy może, korzystając z narzędzi, jakimi dysponuję, nie powinnam odczarować tej narracji o kobiecej krzywdzie? Uznałam jednak, że historii nie da się zmienić poprzez pokazywanie tylko silnych jednostek. Opowieść o Nocnicy - żeńskim hotelu robotniczym, jest więc takim małym odwetem, portretem kobiet żyjących we wspólnocie silnej dziewczyńską mocą. Silnej, ale nie niepokonanej. W końcu i one doświadczają tragicznego w skutkach ataku.

Starsi nowohucianie często mówią, że dla nich najważniejszym miejscem w dzielnicy jest pierwszy powstały tu kościół - Arka Pana. W twoich opowiadaniach kościoła nie ma. Jest za to Matka Boska Grębałowska o mongolskich rysach i prorok wróżący z oparów wielkiego pieca. Skąd ta alternatywna duchowość?

- Dla rdzennych mieszkańców tych terenów w moich opowiadaniach jest religijność ludowa, uroczo-zabawna w swej prostocie. To oni oddają cześć Matce Boskiej Grębałowskiej pędzla malarza-amatora. Dla napływowych jest zaś inna metafizyka: quasi religijność, zrodzona z mitu o wielkim hutniku i budowie gigantycznego miasta. Ten skrajnie materialistyczny świat domagał się jakiejś duchowości, a jako że jest to świat dziwaczny, rządzący się ni to ludzkimi, ni to nadprzyrodzonymi zasadami, to i panująca w nim duchowość musi być bizarna: ani ludowa, ani new age’owa, po prostu nowohucka.

Jak dziś nowohuccy pionierzy wspominają pierwsze lata dzielnicy? Czytaj dalej na następnej stronie >>>

Dowiedz się więcej na temat: Nowa Huta | kombinat

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje