Przejdź na stronę główną Interia.pl

Specjaliści od wody?

W dobrych restauracjach sommelier dobierze do naszego posiłku nie tylko wino, ale też wodę. Tylko czy to czasem nie lekka przesada?

W Polsce pojawiła się nowa specjalizacja - hydrosommelier, czyli człowiek od lania wody. Ktoś, kto się na wodach zna, dobiera je do posiłku, dba o sposób podania. To on zapyta, z jakiego regionu świata preferujemy wodę. Źródlaną o niskiej mineralizacji czy wysokozmineralizowaną? Pokaże etykietę, poda zawartość składników mineralnych w litrze, wyłuska z pamięci anegdoty na temat źródła, odpowie na nurtujące nas pytania, a także zadba o odpowiednią temperaturę podania napoju. 

Reklama

Podobno woda zbyt schłodzona traci walory smakowe, więc gazowaną powinno się serwować w temperaturze 4-6 st. C, a niegazowaną w wyższej - ok. 8 st. C. Jeśli goście zażyczą sobie ją z lodem, najlepiej, żeby był to lód... zrobiony z wody, która jest podawana na stół, żeby czasami nie zaburzył jej smaku.

Hydrosommelier zaleci podanie wody niegazowanej w karafce, gazowanej zaś w oryginalnej butelce, a w upalne dni w kubełku lodu. Absolutnie natomiast odradzi picie jej z cytryną, ogórkiem, bazylią czy miętą, bo byłaby to profanacja jej smaku. Za to oceni jej aromat, barwę i opowie o walorach smakowych. 

Zapewne inną zaproponuje do przystawki (np. wzbogaconą w pobudzający apetyt magnez), inną do dania głównego, zwłaszcza tłustego mięsa (najlepsza będzie wysokozmineralizowana), a jeszcze inną do deseru (lekko gazowaną niskozmineralizowaną, pobudzającą trawienie). "Woda powinna smakiem oraz intensywnością dorównywać potrawie", będzie przekonywał. Ba, być może będzie to wiedza nie tylko wyniesiona ze specjalistycznych kursów, ale także z Mistrzostw Polski Hydrosommelierów, które od niedawna odbywają się w naszym kraju. 

Uff, tylko czy ktoś tu czasem nie zwariował? Kiedy 12 lat temu w "Gazecie Wyborczej" opublikowałam jeden z pierwszych tekstów o rynku wód butelkowanych pod tytułem "Cała prawda o laniu wody", nie przypuszczałam, że kilkanaście lat później pojawią się wysoko wykwalifikowani specjaliści w tej dziedzinie. 

Owszem, picie wody na fali promocji zdrowego stylu życia stało się bardzo modne. Nosimy ją w torebkach, wozimy w samochodzie, coraz częściej dajemy dzieciom. Od kilku lat słychać jednak o tym, że ta w plastikowych butelkach jest zanieczyszczona ftalanami i bisfenolami, które mają wpływ na nasz układ hormonalny. Że wydajemy grube pieniądze na butelki, obciążamy nimi kręgosłupy, dźwigając je do domu, a przy okazji produkujemy tony plastikowych śmieci, pod którymi dusi się cała planeta. Że - jak udowodnili niedawno Brytyjczycy - butelkowana ma w sobie cztery razy więcej plastiku niż kranówka. Stąd coraz bardziej popularne także w wielkich miastach jest picie wody z kranu, która jest tańsza i nierzadko lepsza od tej z butelki. 

Dlatego do łask wracają syfony w nowoczesnym wydaniu, które z kranówki w mig robią taką z bąbelkami. W dodatku w Polsce pijemy bardzo dużo butelkowanej wody źródlanej, która ma zwykle mniej cennych dla naszego zdrowia składników mineralnych niż ta w kranie. Tymczasem po wodę o zawartości co najmniej 700-1000 mg składników mineralnych w litrze powinien sięgać każdy, a tę wysokozmineralizowaną (powyżej 1500 mg/l) powinny pić kobiety w ciąży i matki karmiące, ci, którzy uprawiają sport, anemicy i chorzy na celiakię zmagający się z niedoborami składników mineralnych. 

Zwłaszcza że w Polsce mamy wspaniałe źródła wód mineralnych. W przyszłym roku Kraków będzie Europejską Stolicą Kultury Gastronomicznej, władze województwa małopolskiego opracowały Małopolską Kartę Wód Mineralnych, które będą podawane w restauracjach i hotelach w całej Polsce. Wśród nich są bogate w składniki odżywcze wody z okolic Piwnicznej, Muszyny, Krynicy czy Wysowej. 

Wszystko to prawda, woda wodzie nierówna, jedna będzie zawierała 160 mg składników mineralnych w litrze i niewiele się różniła od tej do żelazka, inna zaś okaże się leczniczą zawiesistą zupą w burym kolorze z zawartością składników mineralnych w liczbie 26 tysięcy! 

Tylko czy przy całym skomplikowaniu współczesnego świata ta wiedza nam nie wystarczy? Czy nie możemy założyć sobie, że żyjąc w zgodzie z ekologią, na co dzień warto pić wodę z kranu, a w innych sytuacjach tę butelkowaną - najlepiej polską, o zawartości co najmniej 700-1000 mg składników mineralnych w litrze? Czy naprawdę potrzebujemy specjalisty, który otworzy nam oczy na palące problemy zwykłej wody? Zastanawiam się, co będzie następne. Krzywizna szklanki, odpowiednie wygięcie widelca czy kąt padania światła na talerz w restauracji? 

PANI 10/2018

KATARZYNA BOSACKA
Zobacz także:

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje