Reklama

Reklama

Słodka tajemnica Brigitte Macron. Kim był jej ojciec?

Pralinki, makaroniki, muffiny i wiele innych słodkości było w zasięgu jej ręki, bowiem ojciec Brigitte Macron był popularnym we Francji cukiernikiem. Stworzona przez przodków manufaktura czekolady nadal cieszy podniebienia Francuzów i turystów.

Okazuje się, że pierwsza dama Francji miała słodkie dzieciństwo. Wszystko za sprawą pradziadka, który wpadł na ponadczasowy pomysł. 

Reklama

Przodek Brigitte Macron, Jean-Baptiste Trogneux, był piekarzem, który w 1872 roku osiedlił się w centrum miasta Amiens, w dzielnicy Gambetta-Delambre-Duméril, gdzie robił suflety i desery.

Kilka miesięcy później w ofercie znalazły się słodkie ciasteczka tzw. makaroniki "Amiens", które szybko rozsławiły rzemieślniczy kunszt Trogneux. Od tej pory uwaga członków rodziny skupiła się na promocji rodzinnej marki. 

Drugie pokolenie bez wahania kontynuowało to dzieło. Rozbudowa sklepu stała się koniecznością, bo klientów z dnia na dzień przybywało. Trzecie pokolenie musiało zmierzyć się z wojną, interes stał pod znakiem zapytania, ale ojciec pierwszej damy, Jean Trogneux, robił wszystko, aby słodki biznes przetrwał. Trudne czasy szybko odeszły w zapomnienie i po czwartym pokoleniu przyszła kolej na Jean-Alexandre Trogneux, który godnie zastąpił ojca Brigitte Macron.

Na czym polega fenomen? Cukiernia należąca do rodziny pierwszej damy Francji słynie ze stosowania receptur na bazie naturalnych produktów. Od 1872 w ściśle ustalonych proporcjach stosuje się: migdały z Walencji, cukier, miód i białko jaja kurzego.

Śmiało można powiedzieć, że  w rodzinie Trogneux pasja do czekolady wtopiła się w kod genetyczny. Know-how słynnej francuskiej cukierni jest przekazywane następnym pokoleniom. W siedmiu sklepach położonych na północ od Paryża rocznie wytwarza się 45 ton czekolady. Poza popularnymi makaronikami z Amiens, cukiernia Trogneux oferuje np. czekoladowego smartfona lub praliny Macron, które schodzą jak ciepłe bułeczki.

Kto okaże się kolejnym spadkobiercom tego słodkiego biznesu? Po zawodowym pobycie w Azji Jean-Baptiste Trogneux wydaje się być najpewniejszym kontynuatorem rodzinnych tradycji. W czasie pandemii postanowił przekazać słodkości na rzecz Czerwonego Krzyża, co spotkało się z dużym uznaniem. 

"Zdaję sobie sprawę z trudności do pokonania, ale moja głowa jest pełna pomysłów, projektów do zrealizowania" - zachwyca się 25-letni Jean-Baptiste Trogneux na łamach portalu Courrier Picard. W licznych przewodnikach manufaktura czekolady w Amiens jest obligatoryjnym punktem na mapie wycieczek po okolicach Paryża. Kto z was już tam był?

Zobacz także:

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje