Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Siedź cicho i oglądaj. Andrzeja Żuławskiego wspomina syn Xawery Żuławski

Był nietuzinkowym reżyserem i ekscentrykiem. Andrzej Żuławski lubił opowiadać barwne anegdoty ze swojego życia, ale często zmieniał wersje. Ile w tym wszystkim prawdy, a ile wyobraźni? Mówi nam jego syn, Xawery Żuławski. Przeczytaj fragment wywiadu, który znajdziesz w sierpniowym numerze magazyny PANI.

Scenariusz do "Mowy ptaków" - filmu, który opiera się na historii twojej rodziny i który będzie miał premierę na festiwalu Nowe Horyzonty - dostałeś od ojca na kilka dni przed jego śmiercią. Powiedział, że możesz z nim zrobić, co chcesz. Co zrobiłeś?

Reklama

Xawery Żuławski: Wrzuciłem go na tylne siedzenie samochodu i o nim zapomniałem. Ojciec był w ciężkim stanie i tylko to mnie wtedy obchodziło. Nie miałem w głowie przestrzeni na to, żeby cokolwiek czytać. Ale trzy miesiące po jego śmierci zadzwonił do mnie Marcin Wierzchosławski, producent, i powiedział, że ma scenariusz Andrzeja Żuławskiego, który nazywa się "Mowa ptaków", i zapytał, czy nie chciałbym tego zrobić. W pierwszym odruchu odpowiedziałem, że nie, bo nie chciałem wchodzić w jego buty. Nie da się odtworzyć jego stylu, jego osobowości. Nie chciałem się narażać na śmieszność. Ale potem pomyślałem, że skoro ojciec dał scenariusz Marcinowi i mnie, to może taki był jego cichy plan.

- Przeczytałem tekst i doszedłem do wniosku, że mogę w ten sposób oddać hołd jemu i jego sztuce filmowej. Ale wolałem nie porywać się na to sam i zaprosiłem do współpracy kolegów.

Kogo?

- Jacka Borcucha, Janka Komasę i Piotra Kielara. Każdy z nas miał wziąć kawałek tej historii i nakręcić ją po swojemu, ale z tą samą obsadą aktorską. Chłopaki wnieśli inne spojrzenie, bo ja filtrowałem scenariusz przez losy mojej rodziny. Ale kiedy zaczynaliśmy zdjęcia, Jacek i Janek dostali pieniądze na własne filmy i wycofali się z tego projektu. Wyszło na to, że "Mowę ptaków" muszę zrobić ja. Poprosiłem o współpracę Andrzeja Jaroszewicza, operatora i przyjaciela mojego ojca, i już po kilku dniach zrozumiałem, że właśnie tak miało być.

Jedna z recenzentek zauważyła, że filmowi ojciec i syn, czyli Daniel Olbrychski i Sebastian Fabijański, przypominają ciebie i twojego ojca. Przypadek czy świadomy zabieg?

- Przypadki nie istnieją. Od początku wiedziałem, że to Daniel zagra mojego ojca. Byli przyjaciółmi i on na pogrzebie powiedział, że ma do siebie żal, że nigdy nie zagrał u ojca, chociaż wielokrotnie o tym rozmawiali. Fabijańskiego wymyśliła Marta Kownacka, reżyser castingu. Jest podobny do mnie, ale jeszcze bardziej przypomina młodego Olbrychskiego - który z kolei w kadrze wygląda jak mój dziadek, Mirosław Żuławski. Ten film jest lustrem, ale nie odbija rzeczywistości1:1. To krzywe zwierciadło.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje