Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Sidney Polak i Paulina Szendal. Jak ogień i stal

Zmieniła jego życie. Przy niej stał się dojrzałym mężczyzną. I choć jest menedżerem w korporacji, to doskonale rozumie jego artystyczną duszę. Razem tworzą duet prawie doskonały.

Sidney Polak

(Jarosław Marek Polak) - muzyk, autor tekstów, kompozytor, wokalista, perkusista, a także producent muzyczny. Od 1990 roku perkusista zespołu T.Love. Niedawno wydał trzecią solową płytę pt. "3". Ponadto socjolog - doktorant Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych UW. Ma 46 lat.

Reklama

Gdy koledzy z T.Love poznali Paulinę, powiedzieli, że jest elementem boskim w moim życiu. Też tak uważam. Na mojej nowej płycie wymieniłem ją jako współproducentkę. Pomysły na ten album zbierałem przez dziewięć lat, wiele tekstów zacząłem, ale nie potrafiłem ich skończyć. Myślę, że ta płyta bez niej nie powstałaby. Kiedy coś skomponuję, pytam, co o tym sądzi. Ona ma dobry gust muzyczny, dlatego się jej radzę i ufam jej opinii. 

Teraz piszę kolejne piosenki, bo wpadłem w wir tworzenia. Jestem szczęśliwy, spokojny, mam ciepły i bezpieczny dom. Mogę w nim grać, w salonie stoją moje bębny, a obok znajduje się pokój-studio. Niczego więcej nie potrzebuję. 

Rok przed jej poznaniem przeżyłem rozwód, zostałem poharatany przez los, a i moje dawne relacje z kobietami nie były najlepsze. Mam dorosłego syna z pierwszego związku i dwoje dzieci z drugiego. Ze wszystkimi widuję się regularnie. Rita ma 8 lat, a Hugo 6,5 roku. Kiedy dzieci przychodzą do mnie, a Paulina jest jeszcze w pracy, pytają, kiedy wróci. One ją lubią, jej dobrą energię, a zarazem spokój, który od niej bije. Obserwują nasze relacje i czują się u nas bezpiecznie. 

Jesteśmy razem od trzech lat. Ten pierwszy rok to było spokojne poznawanie się. Byliśmy sąsiadami na Tarchominie, więc spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu. Umawialiśmy się na rowery, na wspólne bieganie czy tenisa. Zanim się poznaliśmy, widywałem ją w siłowni, do której chodziłem na treningi. Wpadła mi w oko: świetnie ubrana, z superfryzurą. Dopiero rok później zamieniliśmy kilka słów. 

Byłem ciekawy, kim jest ta dziewczyna. Znalazłem jej profil na Facebooku i zainicjowałem kontakt. Zaczęliśmy do siebie pisać. Dość szybko udało mi się ją wyciągnąć na randkę. Atrakcyjnych dziewczyn jest wiele, ale ona była inna, miała klasę, a na randce urzekła mnie stylem bycia i... głosem. Od razu zwróciłem uwagę na to, jak niezwykle on brzmi. Mogę jej słuchać godzinami.

Zaskoczyła mnie tym, co robi. Była zupełnie z innej bajki niż kobiety, które dotychczas poznawałem. Paulina jest menedżerem w firmie farmaceutycznej, zajmuje się badaniami klinicznymi i wprowadzaniem nowych leków na rynek. O swojej pracy zawsze mówi z wielką pasją, w dodatku doskonale odnajduje się w korporacji. Gdy ma jakiś problem, od razu zastanawia się, jak go rozwiązać, i nigdy nie histeryzuje, nie dzieli włosa na czworo. 

Podoba mi się, że jest taka ambitna. Jej praca wymaga ciągłego rozwoju, wciąż trzeba się doszkalać. Ona to lubi. Cenię w niej także to, że jest równorzędną partnerką i dobrym przyjacielem. Niedługo po naszym poznaniu się mój ojciec miał wylew i trafił do szpitala. Paulina bardzo mnie wsparła. Dzwoniła i mówiła: "Przyjadę do ciebie, pomogę. Daj znać, co jeszcze potrzeba". 

Jeszcze przed całym tym wydarzeniem wyjechaliśmy na pierwszą wspólną wycieczkę do Meksyku. Zaraziłem ją pasją do pływania i nurkowania. Od razu zrobiła patent nurkowy, bo niczego się nie boi. Okazało się, że skakała już kiedyś ze spadochronem. Zaimponowała mi tym. Do Meksyku lecieliśmy z Wiednia. Tam też zostawiliśmy samochód, bo w drodze powrotnej mieliśmy jechać na koncert T.Love w Bieszczady. Kiedy po urlopie wróciliśmy do Europy, okazało się, że koncert został odwołany, a my mamy jeszcze kilka dni luzu. Pomyślałem, że to dobra okazja, żeby Paulina poznała moją mamę, która mieszka w Chorwacji przy granicy z Węgrami. Zamieszkała tam z drugim mężem, Chorwatem, z którym po kilkunastu latach spędzonych w Niemczech kupili dom w jego rodzinnej wsi. To była piękna podróż, a moja mama i Paulina nawiązały fajną relację. Po powrocie z wakacji zamieszkaliśmy razem. Mamy dom w Legionowie. 

Po skończeniu płyty wróciłem do uprawiania sportu: pływania, roweru. Bardzo lubię triatlon, w sierpniu planuję wystartować w "połówce" Ironmana w Gdyni. Paulina wspiera mnie w tym, bo jest fanką sportu. Niedawno wzięła udział w instagramowym konkursie amerykańskiej gwiazdy fitnessu. Na brzuchu wyćwiczyła "sześciopak" i odżywia się według specjalnego planu. 

Paulina świetnie gotuje i dba o naszą dietę. Głównie jemy ryby, warzywa i owoce. Zwykle rano robi sobie omlet z białek, a mnie przy okazji jajecznicę. Ale zdarza się, że na obiad uproszę ją o placki z jabłkami, które uwielbiam, albo o schabowego. Czasami stołujemy się na mieście, ale wolimy w domu. Nie interesują nas nocne zabawy w klubach ani przyjęcia, chyba że w gronie najbliższych znajomych. Jeśli gdzieś imprezujemy, to głównie podczas zagranicznych wyjazdów. Lubimy podglądać życie nocne Berlina, Nowego Jorku, Chicago

Paulina ma wiele zainteresowań, dużo czyta. Każde z nas ma swoje sprawy, czasem osobne wyjazdy - ona służbowe, ja na koncert, choć jeśli jest to weekend, staramy się jeździć razem. Ale nie ma w nas zazdrości, bo oboje sobie ufamy. Dojrzeliśmy do takiego związku. Nie wyobrażam sobie życia z kimś, kto przegląda mój telefon albo komputer. W przyszłości chciałbym nadal pisać dobre piosenki i tworzyć z Pauliną taki dom, o jakim zawsze marzyłem.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje