Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Sen nocy letniej

​To żelazne prawo natury: lato działa erotycznie. Bo ciepło, bo odkrywamy opalone ciało i w wakacje mamy mniej stresu, który myślom o zbliżeniach nie sprzyja. Jest jedno "ale". Samo się nie stanie. Jeśli przez cały rok w związku brak bliskości, w domku na plaży namiętność nie wybuchnie. Seksuolog Andrzej Gryżewski zaleca działania pielęgnacyjne. Jak w pięknym ogrodzie.

Joanna Kaczanowska, Twój STYL: Dlaczego lato kojarzy się nam erotycznie? 

Reklama

Andrzej Gryżewski: W przypadku kobiet istotną rolę w seksie gra ich zadowolenie z wyglądu własnego ciała. Zimą jesteśmy bladzi, schowani w swetrach, wiosną stosujemy diety, dochodzi do tego opalenizna, kolorowe, zmysłowe ubrania. Kobieta staje wtedy przed lustrem i myśli: "Fajnie wyglądam! Sama bym ze sobą wskoczyła do łóżka!". Od takiego spostrzeżenia do udanego seksu już blisko. 

I nic tu nie zależy od... partnera? 

- Oczywiście, że zależy! Ale dla kobiety najważniejsze jest przekonanie, że to ona jest godna pożądania. Dlatego mężczyznom, którzy skarżą się na brak zainteresowania ze strony partnerek, mówię: sprawcie, by wasze kobiety poczuły się piękne. Wtedy ich apetyt na zbliżenie wzrośnie. To działa w obie strony - partnerka, która lubi własne odbicie w lustrze, jest bardziej sexy dla mężczyzn. Bo to, co nas podnieca, nazywa się... pewność siebie. Przestrzegam przed narzekaniem na własny wygląd w obecności partnera. Jeden z moich klientów stracił zainteresowanie seksem. Po kilku sesjach uświadomił sobie powód. Jego żona, a oboje byli w wieku 50+, gdy miała gorszy dzień, wzdychała: "Wyglądam jak stara żółwica". Po kilkudziesięciu powtórzeniach, jemu ten komunikat się wdrukował. Kto chciałby się kochać z żółwicą?! 

Kobiety mówią takie rzeczy, oczekując, że mężczyzna zaprzeczy: "Skąd, skarbie, wyglądasz rewelacyjnie!".

- Tak rozmawiają przyjaciółki: "Fatalnie wyglądam, o, tu mam fałdki!", "No, coś ty, jesteś zgrabna!". Mężczyźni komunikują się bardziej wprost. I tak trzeba do nich mówić. Nieraz słyszałem w gabinecie: "Moja żona o siebie nie dba, nie chce mi się podobać. Powiedziałem, że dobrze jej w sukience, a ona na to, że to stary łach!". Taka odpowiedź rodzi niepokój w mężczyźnie: "Kurczę, inne kobiety się starają, stroją, a moja jakieś łachy nosi". 

Czy mężczyzna powinien jakoś poprawić nastrój "starej żółwicy"? 

- Może próbować zrozumieć, w co gra partnerka, mówiąc takie rzeczy. To była atrakcyjna pięćdziesięciolatka. Uważała, że żartując ze swojego wyglądu, pokazuje, jaki ma do siebie dystans. Ale nie o to chodzi w erotyce. Gdyby co rano przed lustrem mówiła: "Takich ud mogą mi pozazdrościć osiemnastolatki", atmosfera byłaby gorąca. Jeśli chcemy mieć fajny seks latem, nie ukrywajmy swoich atutów. Lepiej jest przejść z sypialni pod prysznic nago niż w szlafroku. Propozycja nocnej kąpieli w jeziorze bez kostiumu to również pewny wyzwalacz pożądania. Słyszę w gabinecie od pacjentów, że działa lepiej niż viagra. 

No, chyba że związałyśmy się ileś lat temu z wysportowanym facetem, a mamy w łóżku łysiejącego grubaska. 

- Tak też bywa. Ludzie się zmieniają. Ale zawsze jest coś, co uważamy za ładne: głos, dłonie, spojrzenie. Skoncentrujmy się na tym. Albo zmieńmy perspektywę. Jedna z moich pacjentek ponad 20 lat temu wyszła za mąż za umięśnionego dryblasa, ważącego 86 kilogramów. Dziś mąż waży prawie 140. "Nie podoba mi się, że się tak zapuścił!" - mówiła. Zapytałem, czy fakt, że mężczyzna stał się taki potężny, celowo nie mówię "gruby", nie niesie ze sobą żadnych korzyści? "W kolejce po lody wszyscy faceci się przed nim rozstępują i jak idę z nim potańczyć, to mamy luz na parkiecie" - zażartowała. To już jest coś, na czym można budować pożądanie. W tym mężczyźnie jest moc! Dlatego zamiast porównywać, lepiej skupiać się dzisiejszych zaletach partnera. I obserwować reakcje innych kobiet, bo fajnie jest zobaczyć, że nasz mężczyzna się podoba. To pozwala dostrzec w nowym świetle kogoś, z kim żyjemy od dawna. Może poczujemy lekkie ukłucie zazdrości i szczyptę podniecenia? I jeszcze jedno: To mit, że atrakcyjne erotycznie są tylko osoby piękne. Kręcą nas ci, którzy mają iskrę w oku, pewnie się poruszają, są pozytywni, błyskotliwi, energiczni, radośni. 

Nawet jeśli noszą beżowe skarpetki do sandałów? 

- Takie rzeczy można w partnerze "reformować". Oczywiście nie metodą: "Zmień się, bo mnie nie podniecasz!". Każdy, kto coś takiego usłyszy, czuje opór i gniew. Trzeba nieco więcej wyczucia. Mężczyzna, z którym pracowałem, nosił w kółko te same bojówki, nie prał ich tygodniami. W takim wypadku żona może użyć podstępu. W trakcie pieszczot powiedzieć: "Uwielbiam cię w tych lnianych spodniach, jesteś w nich taki męski". Taki mechanizm "programowania" okazuje się skuteczny. Inna moja klientka skomplementowała męża, który kilka miesięcy biegał i stracił brzuch: "Podoba mi się, że schudłeś. Co ja mogę zmienić w sobie, żeby ci się odwdzięczyć?". On biegał dla przyjemności, ale zrobiło mu się miło, że ona to zauważyła i chciała bardziej mu się podobać. 

Kto z większą nadzieją czeka na wakacyjny seks: mężczyźni czy kobiety? 

- Kobiety. Z badań, nie tylko polskich, wynika, że w parach z wieloletnim stażem mężczyźni wycofują się na "erotyczną emeryturę" wcześniej od kobiet. One dbają o siebie, w dojrzałym wieku czują się wciąż atrakcyjne, są świadome swoich potrzeb, śmiałe. I często czują się niespełnione seksualnie w stałych relacjach. Mają więc nadzieję, że gdy wyjadą w jakieś piękne miejsce z partnerem, on odpocznie, a ona odsłoni trochę ciała, to coś się wydarzy. 

Da się jakoś ten wakacyjny seks sprowokować? Jednak tak, żeby to nie było wymuszone, krępujące dla obu stron. 

- To delikatna kwestia, trzeba zabrać się do tego z głową, w niej zresztą rodzi się pożądanie, bo to największy organ seksualny w ciele! Odradzałbym formułowanie oczekiwań wprost: "Chcę, żebyśmy się na urlopie często kochali". Mężczyźni są zadaniowcami, ale pod taką presją nie podołają misji. Może pojawić się efekt przeciwny do zamierzonego. Potrzeby seksualne rodzą się z bliskości i bezpieczeństwa. Jedna para opowiedziała mi o grze, którą wymyślili. Nazywa się "Pocałuj mnie tam, gdzie chcę" - może to być ucho, policzek, ale i wzgórek łonowy, dołeczek w pupie. Nie podpowiadamy, nie mówimy "zimno, ciepło", po prostu otwieramy się i czekamy, aż partner dotrze we właściwe miejsce. Gdy trafi, zamieniamy się rolami. Ta zabawa nie musi prowadzić do stosunku, nie o to tu chodzi. Raczej o poznanie ciała, powrót do intymności w luźnej atmosferze, przełamanie obcości. 

Obcości w związku z długim stażem? 

- Gdy seks jest rzadki, ludzie zaczynają się krępować swojego podniecenia. Kobieta lubi seks oralny, ale jeśli nie było go od roku i partner inicjuje pieszczoty, ona czuje się nieswojo, bo odwykła od takiej intymności. Mężczyzna gubi się: "Nie podobam się jej". Problem narasta. Trzeba więc rozmawiać, bez tego nie ma szans na udane życie seksualne. Znam świetne małżeństwo, które się rozpadło, bo kobieta stosowała po kąpieli tłuste balsamy do ciała. A mężczyźni często nie lubią, gdy coś maże się na skórze. On nie umiał powiedzieć żonie, co mu przeszkadza, i w końcu przestali współżyć. 

Jak widać, napięcie erotyczne to konstrukcja delikatna, bardzo łatwo ją zburzyć. 

- I nie ma też niezawodnych sposobów, by je zbudować. Czasem trzeba paradoksu. Półżartem radzę klientom, by na wakacjach... powstrzymali się od współżycia. Potem przychodzą i mówią: "Mieliśmy się nie kochać na wczasach, tak pan kazał, no ale nie udało nam się. Nie mogliśmy się powstrzymać". A ja w tym momencie uśmiecham się pod nosem! 

>>> Najlepszy przepis na problemy z potencją znajdziesz na kolejnej stronie <<<

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje