Reklama

Reklama

Sekielski: Z bratem mogę wszystko

Jak radzicie sobie z odpowiedzialnością za bohaterów? Za ich publiczny coming out? Wy robicie film, ale potem wyjeżdżacie z ich miasteczka. Oni zostają.

Reklama

Tomek: - Uprzedzaliśmy wszystkich, że nie możemy przewidzieć konsekwencji filmu ani zagwarantować im bezpieczeństwa. Nie wiemy, czy nie wyrzucą ich z pracy, czy rodzina się od nich nie odwróci. To trudne dla nas, ale taka jest prawda. Tym większa jest ich odwaga. Ci ludzie świadomie podjęli ryzyko, żeby wreszcie świat usłyszał prawdę. Dla mnie to bohaterowie. Samotni ludzie, którzy zaryzykowali wystawienie się na osąd publiczny, by zdemaskować grzechy potężnej instytucji, jaką jest Kościół katolicki w Polsce. Na szczęście nikt nie stracił pracy, nikt nie był sekowany, choć nie wszystkim rodzinom podobała się ich decyzja o ujawnieniu prawdy.

Trudno było namówić ludzi na takie zwierzenia?

Marek: - Dziewięćdziesiąt procent uczestników filmu zgłosiło się do nas samych. Chcieli to z siebie wyrzucić. Szukali kontaktu. Jak nosisz przez całe życie ciężar, który jest okrutną tajemnicą, chcesz ją w końcu z siebie zrzucić.

Przy żadnej historii nie mieliście dylematu: ujawniać czy nie? 

Marek: - Zastanawialiśmy się, czy pokazać wizerunki księży pedofilów. "Puszczą nas z torbami", mówiłem do Tomka, obawiając się procesów. Ale po chwili zmieniałem zdanie: "Dobra, pokażmy!". Bez tego film nie byłby tak autentyczny. Choć dylematy były. Choćby historia Marka, którego molestował ksiądz Franciszek Cybula, legenda "Solidarności", kapelan Lecha Wałęsy. Rozryczałem się, gdy zdałem sobie sprawę, że nie tylko pokazujemy dramaty ludzi, ale jeszcze zrzucamy z piedestałów autorytety. Pojawia się też ksiądz Makulski, budowniczy Lichenia. "Co powiedzą mieszkańcy tego miasta, kiedy to zobaczą?! To będzie masakra!" Uświadamiałem sobie w takich momentach, z jaką materią się mierzymy. Wiele razy płakałem. Przez tydzień nie mogłem jeść, spać. Byłem zbyt słaby, by uprawiać sport, który jest dla mnie lekarstwem na stres.

Tomek: - Odchorowywałem wszystkie rozmowy. Wracałem do domu na Podlasiu zdruzgotany i włączałem PlayStation. Zabijałem jak w transie cyfrowych wrogów. W ten sposób się resetowałem.

Zrobiliście drugą część filmu o pedofilii w Kościele, choć praca nad pierwszą tyle was kosztowała. Dlaczego?

Marek: - Usłyszeliśmy tyle historii, że moglibyśmy nakręcić serial. Choć oczywiście nie o to chodzi. Pierwszy film nie wyczerpał wszystkich związanych z tematem kwestii.

Tomek: - W drugiej części pokazujemy m.in. jak nieprawidłowo funkcjonuje prawo w Polsce, gdy mówimy o zderzeniu państwa z Kościołem. Wielu duchownych, którzy popełnili przestępstwa, było przez lata praktycznie bezkarnych. Co najwyżej zmieniali parafię. Przed wymiarem sprawiedliwości chroniła ich instytucja Kościoła. Skutecznie.

Chcecie zostać specjalistami od "misji niemożliwych" w Polsce?

Tomek: - Biorąc pod uwagę, że za chwilę zrobimy też film o SKOK-ach i związanych z nimi aferach. (śmiech)

Dlaczego podejmujecie tematy, którymi narażacie się potężnym graczom?

Tomek: - Himalaiści, gdy słyszą pytanie, dlaczego chodzą po górach, narażając życie, mówią: bo są. Gdy pytasz, dlaczego kręcę filmy o wielkich aferach, odpowiem to samo: bo są.

Marek: - I nikt inny nie robi o nich filmów.

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje