Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Roztrzaskane życie

Kobieta, która gubi szpilki na ulicy, uciekając w amoku z rozbitego auta, może stracić nie tylko prawo jazdy, ale też prawo do wykonywania zawodu. Jej szef ceni ją tak bardzo, że proponuje: pomogę ci. W ten sposób Magda, 35-letnia lekarka, trafiła do mojego gabinetu – opowiada psychoterapeuta Robert Rutkowski.

Najpierw, jeszcze przy recepcji spytała: "Czy tu jest wi-fi?". Wniosła do mojego gabinetu atrybuty sukcesu: znakomite buty, torbę, zegarek. Popatrzyła w okno i powiedziała: "Mam problem, bo chyba jestem uzależniona od alkoholu".
 "Nie", odpowiedziałem. "Pani ma problem, bo pani pije". Nie lubię słowa uzależnienie. Ono sugeruje, że ludzie dzielą się na uzależnionych i nieuzależnionych i że tylko ci pierwsi mają problem.

Reklama

Bliskie mi jest to, co napisał amerykański profesor Lee Jampolsky w swojej książce  "Leczenie uzależnionego umysłu" - ludzie nie dzielą się na narkomanów i nienarkomanów. Taki podział to jak wypalanie piętna na czole: pijak, narkomanka, pracoholik. A wstyd przeszkadza w pracy nad sobą. Sądzę, że wszyscy żyjemy w naszych małych lub większych obsesjach, niektórzy zaś nadużywają różnych zachowań czy substancji, aby sobie z tymi obsesjami radzić.

Tak robiła Magda. Alkohol pijała już od studiów. Nie jakieś ogromne ilości. Wino tak lekkie, że można je traktować jak wodę. W tygodniu piła mało, w piątek dużo. W sobotę jeszcze więcej.

 A w niedzielę jechała na obiad do rodziców. Do małego miasteczka 100 kilometrów od Warszawy. Dzięki stypendium skończyła studia za granicą. Robiła dwie specjalizacje, pracowała w dobrej prywatnej klinice od rana do nocy, poza weekendami. Do tego siłownia, bieganie. No i picie.

Ogromnie dbała o wizerunek w realu i w sieci. Widziałem, że wrzucała zdjęcia i notki o zadziwiających porach doby. Przed chwilą, zanim weszła do gabinetu, jeszcze sprawdzała swoje notowania na zawodowych portalach. Słuchałem jej i porządkowałem informacje: nadmierna praca, alkoholizm, prawdopodobnie uzależnienie od wizerunku. Na wstępie zapytała: "Czy możemy się spotykać po godzinie 22?". Bardzo często słyszę to pytanie od lekarzy.

No nie, nie możemy. Pracuję do 16, dbam o siebie. Ale moja odpowiedź to również swego rodzaju test. Chodzi o to, że terapia musi być dla pacjenta czymś ważnym, a nie upychanym po nocach. Terapia przymusowa nie działa. Trzeba chcieć i trzeba się temu poświęcić. Magda zdała test.

Umówiliśmy się na wczesne środowe poranki. Zaczynam zwykle w sposób delikatnie konfrontujący: Czy w pani życiu zdarzyły się sytuacje będące negatywnym skutkiem picia alkoholu? Czy zdarzył się seks po alkoholu? Czy mogłaby pani każdego ranka z czystym sumieniem dmuchnąć w alkomat? Ma pani w domu alkomat? Bierze pani jakieś leki? Krok po kroku, by zobaczyć, jak daleko zaszedł ten "rozpad", by pacjentka sama musiała spojrzeć prawdzie w oczy.

W Polsce często nie pyta się ludzi w gabinecie, czy są "czyści". To duży błąd, bo gmera się w bolesnych dla nich historiach, gdy są niestabilni psychicznie, roztrzęsieni, nierzadko na lekach antydepresyjnych od psychiatry, które nie pomagają, bo alkohol zabija ich działanie. Alkohol ma wpływ na mózg jeszcze sześć tygodni po zaprzestaniu spożywania.

Taka jest prawda, dowodzą tego najnowsze badania: jeszcze przez sześć tygodni po "pijanej" nocy dochodzi do uszkodzeń istoty białej w mózgu. Muszę powiedzieć w tym miejscu ważną rzecz, bo niestety działa u nas społeczny mechanizm wyparcia i lubimy mówić, że odrobina alkoholu nie szkodzi, a nawet pomaga!

Tymczasem przebadano ludzi ze 195 krajów i regionów, porównując dane z okresu 1990-2016. Jakie są wnioski? Otóż bezpieczna dawka alkoholu to zero alkoholu. Aldehyd octowy, który powstaje w wątrobie w procesie odwodornienia etanolu, jest silnie rakotwórczy. Osoby pijące regularnie alkohol w jakiejkolwiek postaci znacznie częściej zapadają na wiele rodzajów raka niż te, które tak nie robią.

U Magdy zaczęliśmy od terapii odwykowej. Po pierwsze: skupiasz się na tu i teraz. Nie ufasz sobie, więc unikaj sytuacji, które zachęcą cię do picia. Rozpoznajesz swoje mechanizmy nałogowe, aby wiedzieć, czego unikać. Na pewno schodzisz do baru, bo musisz pogadać z szefem? Zapraszasz koleżankę, więc kupujesz wino, czy raczej zapraszasz, żeby kupić wino w sposób "usprawiedliwiony"? Przeanalizowaliśmy tak wszystkie codzienne zwyczaje Magdy, żeby nauczyła się być czujna i poddawała swoje zachowania refleksji.

Gdzie znaleźć spokój umysłu?

Terapia odwykowa to także przywitanie z prozą życia. Na początek wprowadziliśmy dyscyplinę. Naprawdę proste sprawy, np. ścielenie łóżka, które sprawia, że zupełnie inaczej zaczynasz dzień. Dlaczego to takie ważne? Bo każda wiedza  - nawet najcenniejsza - znika, jeśli nie wejdzie w nawyk. Człowiek musi przyswajać wiedzę nie tylko umysłem, lecz także ciałem. Zasada jest prosta: im bardziej czegoś nie chcesz, tym bardziej to rób. Im bardziej czegoś chcesz, tym bardziej tego unikaj. Chodzi o to, by przełamać się i zacząć wykonywać czynności, które wydają nam się nudne, męczące, nieprzyjemne, takie jak sprzątanie, porządkowanie, mycie naczyń. To najlepiej wdraża do samodyscypliny.

***Zobacz także***

Tekst pochodzi z magazynu

PANI

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje