Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Roma Gąsiorowska: Bardzo często kobiety cechuje niezdrowy perfekcjonizm

Ale to poczucie jedności nie jest wcale takie oczywiste. Częściej spotykasz się z kobiecą solidarnością, czy zazdrością i rywalizacją?

Reklama

- Kiedy patrzę na to w kontekście mojego zawodu, to głównie z rywalizacją. Nie chcę tu generalizować, bo ta praca jest koszmarnie stresująca i wymaga dużej siły psychicznej zarówno od kobiet, jak i mężczyzn. Ale to chyba nie jest wpisane tylko w ten zawód, staje się po prostu powszechne w dzisiejszych czasach. Ludzie porównują się już od najmłodszych lat. Kobiety rzadko są solidarne, a jeśli są, to wybiórczo. Mam jednak poczucie, że to się trochę zmienia. Obracam się wśród osób świadomych, mądrych, które potrafią nazwać swoje emocje. To miłe doświadczenie, więc nawet ta zazdrość jest niekrzywdząca i zdrowa.

- Tej niezdrowej doświadczałam od czasów szkoły aktorskiej. Byłam drugą osobą, po Maćku Stuhrze, i pierwszą dziewczyną, która miała indywidualny tok nauczania ze względu na pracę w zawodzie od pierwszego roku studiów. Czułam, że to wkurza innych. Dziewczyny były zazdrosne. Kiedy pojawiałam się w szkole, robiło się pusto, nikogo nie było. Rozumiałam, że jak mi się powodzi, bo ktoś mnie zauważył i spełniam swoje marzenia, inni mogą się irytować. Do tego moje doświadczenia sprawiały, że miałam dużą skalę tzw emocjonalnej wrażliwości, do tego inteligencję emocjonalną i odwagę, to była mieszanka wybuchowa, tak ceniona w zawodzie aktora.

- Do tego w środowisku i w szkole mówiono, że jestem zdolna i inni to słyszeli. Nie wymagałam od nikogo, żeby cieszył się ze mną.Ja musiałam nabrać pewności siebie, żeby w to uwierzyć i z tego korzystać,ale jeśli chodzi o koleżanki w moim zawodzie, to raczej miałam ich mało, to w jakimś momencie się zmieniło, bo dzięki mojej zawodowej drodze zaczęłam pracować raczej z ludźmi, którzy osiągają sukces i wśród nich już nie ma aż takiej konkurencji, każdy zna swoją wartość, wie jakimi prawami rządzi się rynek i ma więcej dystansu. Wśród osób spełnionych częściej słyszy się, że mają dobre intencje w stosunku do innych. Kiedy spotykam młodsze dziewczyny, też zdolne, często mówią: "No już moje koleżanki ze szkoły przestały być moimi koleżankami". My, starsze koleżanki, które jesteśmy jednymi z nielicznych w zawodzie utrzymującymi się od lat na tzw topie, mówimy im wtedy, że taka jest kolej rzeczy.

Zaraz, ale dlaczego? 

- Masz sto osób i pośród nich tylko pięć jest wybitnych. Czy te pięć osób ma się przypodobać tym dziewięćdziesięciu pięciu zazdrosnym? Nie. Nie ma sensu się tym specjalnie zajmować, pod warunkiem, że nie krzywdzisz innych. Nie masz aż takiego wpływu na to, czy ktoś cię będzie lubił, możesz po prostu nie krępować innych. Rozumiem, że ktoś jest zazdrosny, wyczuwam, kiedy komuś włącza się chora rywalizacja i po prostu odcinam się, idę dalej , a w duszy współczuję. Jeśli ktoś nie spełnia swoich marzeń i denerwuje się twoimi sukcesami, to możesz pomóc tej osobie tylko w jeden sposób: odsuwając się od niej i robiąc swoje. To jest stadna rywalizacja, może dlatego uważam to za naturalne.

Tę stadną rywalizację widzisz częściej u kobiet czy u mężczyzn?

- Mężczyźni mierzą się z czymś innym. Od dziewięciu lat jestem w związku małżeńskim. Realizowałam się jeszcze zanim weszłam w tę relację, już wtedy miałam pewną pozycję zawodową i zabezpieczenie finansowe. Spotkałam mężczyznę, który, jeśli chciał ze mną żyć, musiał przyjąć to jaka jestem. A byłam i jestem kobietą, która radzi sobie świetnie. Dla mężczyzn kobiety świadome, spełnione zawodowo, to w dalszym ciągu wyzwanie. Uwielbiam facetów, którzy się rozwijają, uwielbiam mojego męża. Michał jest bardzo silny, wykonuje tę samą stresującą profesję co ja, wymagającą poświęcenia, zamknięcia się.

- Zgranie się w codziennym funkcjonowaniu z dziećmi, które potrzebują od rodziców zupełnie czegoś innego niż antyrodzinny zawód aktora, jest trudne. Myślę, że faceci dziś mają wysoko postawioną poprzeczkę i z pewnością rywalizują między sobą, ale często też rywalizują z kobietami, albo starają się jakoś odnaleźć w tych nowych realiach silnych niezależnych kobiet. Ja uważam , że można i zależy mi na tym, żeby się z mężczyzną porozumieć. Nie chcę budować swojej niezależności kosztem rozwoju osobistego mojego partnera, czy kosztem życia rodzinnego, dążę do swego rodzaju pełni i nad tym bardzo ciężko pracuję, a nawet powiedziałabym współpracuję, bo to nie jest jedynie moja praca, ale wymaga zsynchronizowania wszystkich osób , które należą do naszej rodziny.

- Każde z nas szuka balansu miedzy życiem zawodowym, a związkiem - nota bene bardzo wymagającym. Bo żadne nie chce odpuścić, wysoko stawiamy poprzeczkę. Kiedy ktoś ma inne zdanie, długo o tym dyskutujemy. To jest praca na otwartym sercu i na świadomości. Ale daje możliwość wejścia w prawdę, w miłość. Miłość, która wymaga ogromnej elastyczności i dostosowywania się do różnych etapów w życiu.

- W swojej książce chciałam poruszyć też temat związków z silnymi kobietami, bo modele życia z nimi mogą być zupełnie różne. Osoba, która żyje obok ciebie, nie ma obowiązku, żeby w 100 procentach akceptować cię taką, jaka jesteś. Nie można tego od nikogo wymagać. Jeśli tak jest, to super. Ale jak masz jakieś wady, to powinnaś nad nimi pracować, a nie oczekiwać, że partner będzie je akceptował. Rozmawiajmy o ograniczeniach, o kompleksach, o tym, co nas blokuje w rozwoju osobistym.

I o wstydzie. W jednej z rozmów poruszasz ten temat i mówisz, że kobiety bardzo często wstydzą się nawet rozebrać przy partnerze. Zastanawiam się, czy to wynika bardziej z wieloletnich kompleksów, czy z traktowania przez partnera?

- A jak ty myślisz?

Partner ma duży wpływ na to, czy mamy przy nim kompleksy i czy nie wstydzimy się przed nim rozebrać. Jak pozwala ci się realizować i cię wspiera, a nie blokuje i demotywuje, to chyba łatwiej jest też w sypialni.

- Super, że to mówisz, że masz takie przemyślenia po lekturze. My, kobiety, możemy długo o tym gadać. Dźwiękowiec, który nagrywał nasze wywiady, był w szoku: jak można trzy godziny rozmawiać na jeden temat? A my potrafimy i chcemy, to właśnie często zarzucamy mężczyznom, my kobiety, że nie chcą nas wysłuchać, że nie obchodzi ich co myślimy, co czujemy, a my często w ten sposób wyzbywamy się wstydu. Przed jednym partnerem się blokujemy i brakuje nam odwagi, a przed drugim stajemy wyzwolone i zadowolone z siebie. I to nie jest tylko kwestia cielesności.

- To, jak będzie wyglądało twoje życie seksualne, zależy w dużej mierze od rozmowy. Jeśli cokolwiek nawala w związku, to w łóżku będzie to odczuwalne. Jak mówią specjaliści: Seks jest papierkiem lakmusowym relacji. Oczywiście mówimy tu o seksie w wieloletnich związkach, nie o namiętności, która działa na zasadzie wyzwalających się związków chemicznych w organizmie, ale o dojrzałej relacji i seksie dojrzałym.

A rozmowy o toksycznych relacjach?

- Konieczne. To tak naprawę nasze porażki i trudne doświadczenia nas budują. Oczywiście nie od razu, najpierw wali nam się cały świat i często sięgamy bardzo boleśnie do środka, ale jeśli potrafimy się z takich doświadczeń podnieść, to jesteśmy bogatsze, mądrzejsze i ostrożniejsze. Pamiętam, że byłam kiedyś w ciężkim momencie mojego życia, przez związek, który kompletnie nie dawał mi poczucia spełnienia, tylko bardzo mnie krzywdził. To trwało długo i moja siostra, najbliższa mi osoba, zaczęła pytać, co się ze mną dzieje, mówić, że jestem jakaś inna niż zazwyczaj, a raczej, że mnie nie ma, że gasnę. Nie wiedziałam, o co jej chodzi. Tak naprawdę dzięki temu, że zaczęła się poważnie o mnie martwić, zauważyłam, że coś nie gra, pomału zaczęłam z tego wychodzić, a kiedy się ocknęłam, zrozumiałam o co jej chodziło.

- To było bardzo trudne, ciężko było mi z tej toksycznej więzi wyjść, ale jestem pewna, że to doświadczenie w dużej mierze mnie zbudowało, że dzięki temu w kolejnych związkach już nie wchodziłam w podobne sytuacje i byłam bardziej Musiałam jednak do tego dojść sama. Ona mi nie mówiła, co mam robić, tylko przy mnie była, na zasadzie: "Jeśli chcesz być teraz brzydka i smutna, to i tak jestem przy tobie, ale zobacz, jaki on ma na ciebie wpływ. Ale jak będziesz robiła to przez pół roku, czy cztery lata, to mamy problem. Pomogę ci pod warunkiem, że pójdziesz krok dalej". Tak powinnyśmy rozmawiać o toksycznych relacjach. Dawać sobie nawzajem opiekę i wsparcie. Ja też wiele razy byłam w takiej sytuacji od drugiej strony, widziałam, że coś niedobrego dzieje się w życiu bliskich mi przyjaciółek i jeśli za długo w tym trwały, przestawałam im doradzać, bo to nie miało sensu. Czasem nie jesteśmy w stanie komuś pomóc, jeśli ten ktoś tego nie chce . To ważne, żeby to zrozumieć i nie chcieć nikogo na siłę zmieniać, ulepszać, żyć za kogoś. I bardzo ważna sprawa -jeśli jesteśmy w relacji, która czujemy, że nas niszczy, trzeba wyjść do ludzi , szukać wsparcia na zewnątrz. Nie zostawać z taką relacją w czterech ścianach.

Czym jest dla ciebie świadoma kobiecość?

- Analizowaniem każdego dnia, w jakim jestem momencie i z czego wynikają moje decyzje. Akceptowaniem siebie, dawaniem sobie możliwości do popełnia błędu. Rozwojem. Czyli po prostu miłością do samej siebie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje