Reklama

Reklama

Renata Kaczoruk

Arogancka, niekoleżeńska, niesympatyczna. Taki obraz partnerki Kuby Wojewódzkiego dominuje w mediach. A jaka jest naprawdę?

Zapytam wprost: jesteś żoną Kuby Wojewódzkiego?

Reklama

Renata Kaczoruk: - Każda odpowiedź będzie jedynie wstępem do kolejnych spekulacji dotyczących naszego życia - tam, gdzie mamy ochotę być sami, bez świadków. Gdzie budujemy coś intymnego i nie chcemy ingerencji mediów. To nie jest materiał na mięso armatnie. To mój azyl. Tak więc ślubuję nie czynić żadnych komentarzy do ślubu.

Wolałabym usłyszeć prostą odpowiedź: tak lub nie. Zamieszanie jest na wasze życzenie, bo to Kuba najpierw opublikował na Instagramie zdjęcia, które sugerują zmianę stanu cywilnego, a później w swoim programie - w rozmowie z Andrzejem Sewerynem - powiedział, że się ożenił, i pokazywał obrączkę.

- Daję mu prawo, żeby komunikował, co chce i jak chce. Oboje bronimy naszej prywatności. Czasami bawiąc się plotką, wpuszczając w maliny. Tabloidom wydaje się, że mogą o nas napisać, co ślina na język przyniesie. Spójrz, tyle się o tym pisze i nikt nie jest pewien, co myśleć. I niech tak pozostanie. Nasze działania wokół prywatnych spraw zawsze powinno się czytać jako konwencję. A ostatnio mocno przekonałam się, że ludzie i tak bardziej zainteresowani są plotką niż prawdą.

Z powodu domniemanego ślubu stałaś się bohaterką Pudelka. Ale nie tylko dlatego. W internecie aż huczy od ostrych komentarzy na twój temat. Można cię teraz oglądać w programie "Azja Express" i nie wychodzisz w nim na miłą dziewczynę. Arogancka, nieprzyjemna dla swojej towarzyszki podróży, niekoleżeńska.

- Pierwszy odcinek budził duże nadzieje. Wydawało się, że producenci poszli w fajną, komediową formułę. Drugim byłam zdruzgotana. Dotarło do mnie, że jako uczestnicy programu jesteśmy tylko narzędziami w rękach produkcji. Tworzymy spektakl, show musi epatować emocjami, być pełne konfliktów. I to jest konsekwentnie poprowadzone. Chodzi o wyrysowanie jednowymiarowych postaci, niekoniecznie zbieżnych z rzeczywistymi. Myślę, że ja doskonale wpisałam się w rolę, w której chcieli mnie obsadzić producenci, chociaż nie miałam tego w umowie (śmiech).

No właśnie, nie jechaliście na wakacje, tylko do pracy.

- Ja nie potraktowałam tej podróży jako widowiska, chciałam przeżyć przygodę. Myślałam, że takie podejście samo się obroni, ale się nie obroniło. Jak widać, osoby mające doświadczenie w show-biznesie lepiej wyczuwają, jak dana sytuacja będzie wyglądać przed kamerą, i potrafią zachować się tak, żeby wygrać to wizerunkowo. Ja chyba nie potrafiłam i też nie starałam się być taka sprytna.

Dlatego postanowiłaś zabrać głos i odpowiedzieć na hejt? To tylko podgrzewa emocje.

- Można się zastanawiać, czy moja reakcja była potrzebna. Każdy komentarz to woda na młyn hejterów. Milcząc jak grób, wydawałabym się silniejsza, niewzruszona, zdystansowana. Dla mnie jednak to było zbyt brutalne. Potrzebowałam się upodmiotowić. Obraz Renaty, jaki zobaczyłam w programie, tak rażąco nie odpowiadał temu, jak ja siebie postrzegam, jak postępuję z ludźmi, że postanowiłam dać sygnał: hej, nie do końca jest tak, jak na ekranie. Uważajcie, to jest show! Potem już nie będę tłumaczyć się z każdego kroku. Ta cała sytuacja jest też lekcją, z której staram się wyciągnąć wnioski.

I...?

- Zaskoczyła mnie własna reakcja na stres. Zawsze uważałam, że potrafię zachować umiejętność zimnej analizy i spokój, ale okazało się, że nie wiem, jak brzmi wtedy mój ton głosu. Pojawiła się też druga bardzo ważna refleksja: media to nie jest świat dla każdego i trzeba się naprawdę zastanowić, czy jesteśmy w stanie oddzielić swoją osobę, prawdziwe odczucia i wrażliwość od tego, jak jesteśmy postrzegani z zewnątrz. Nie wiem, czy stać mnie na taką niespójność, na dwie osoby w jednym ciele.

Kuba nie ostrzegał, co ci grozi? On doskonale zna te mechanizmy.

- Jasne, że stara się mi radzić, ale on przecież też nie wszystko może przewidzieć. Myślę, że jest tak samo zaskoczony, jaką mnie udało się w tym programie ulepić. Poza tym nie każdą taktykę jestem w stanie unieść tak jak mężczyzna z 30-letnim stażem w mediach. Teraz to ja muszę odpowiedzieć sobie na pytania: jak chcę reagować? Na ile pokazywać się prawdziwą, a na ile bawić konwencją? Nie jestem małą dziewczynką, która biegnie do swojego partnera na skargę. Wracając do programu "Azja Express" - to też jest jakaś prawda o mnie, o tym, kogo ludzie chcą we mnie dostrzec. Na przykład mówię, że dla mnie pieniądze potrafią być przeszkodą w byciu szczęśliwą, a ktoś próbuje z tego wysnuć wniosek, że jestem hipokrytką, że to jest jakaś prowokacja.

Twój partner jeździ ferrari.

- Wszystko się zgadza, z wyjątkiem marki. Ale czy to jest mój aventador (lamborghini - red.)? Na mnie pieniądze nigdy nie robiły wrażenia. Wychowałam się w rodzinie, która miała zupełnie inne priorytety. Gdy dorosłam, nie chciałam jeździć samochodem, przerażała mnie ich liczba w mieście. Dlatego do 30. roku życia poruszałam się wyłącznie komunikacją miejską. Ludziom się wydaje, że skoro jesteśmy z Kubą parą, to powinniśmy być tacy sami. A my jesteśmy bardzo różni, mamy różne poglądy. Może właśnie to nas w sobie wzajemnie fascynuje?

Czym się teraz zajmujesz?

- Pracuję dla TVN Style nad dokumentem "Modelki 3.0", który opowiada o trzech generacjach polskich top modelek: Oli Rudnickiej, Monice JAC Jagaciak, Ani Jagodzińskiej, Alicji Sekule i Paulinie Frankowskiej. Interesuje mnie to, jak odnajdują się w świecie modelingu, co zyskują, ale też jaką cenę płacą za karierę.

Co ma z tego wynikać?

- Dla mnie jest to trochę powrót do własnych doświadczeń. Modeling całkowicie zmienił moje życie. Po maturze dostałam się na fizykę na politechnice. Nigdy nie pojawiłam się na zajęciach, bo razem z Agatą, siostrą bliźniaczką, wyjechałyśmy do Paryża. Chyba też dlatego poczucie własnej odrębności ma dla mnie takie znaczenie, bo zawsze miałam obok siebie osobę, która fizycznie była identyczna, ale równocześnie kompletnie inna niż ja. Agata miała zupełnie inne potrzeby, innych ludzi ceniła, innej muzyki słuchała. Obie byłyśmy bardzo silne, dlatego mieszkając w jednym pokoju, ciągle ze sobą walczyłyśmy. Ale jednocześnie kochałyśmy się miłością absolutną i gdyby ktoś powiedział coś złego o mojej siostrze, rzuciłabym mu się do gardła.

Jak zostałyście modelkami?

- Trochę byłyśmy na to skazane, bo ciągle ktoś nas zaczepiał na ulicy, w kinie i mówił, że musimy zrobić sobie zdjęcia. Wtedy pracę modelki kojarzyłam z czymś kiczowatym, tanim, wręcz wulgarnym. Byłam typem prymuski. Chodziłam do świetnego liceum i bardziej interesowały mnie dodatkowe zajęcia na politechnice niż pozowanie. Ludzie, którzy usiłowali namówić nas na sesję, wydawali nam się niepoważni. Dopiero kiedy zetknęłyśmy się z prestiżową agencją IMG Models z Paryża, zdecydowałyśmy się spróbować. Od razu wstrzeliłyśmy się w pokazy haute couture. Na początku bardzo mocno wykorzystywano fakt, że jesteśmy bliźniaczkami. Ale na castingu Chanel, który polegał głównie na długiej rozmowie, zorientowałyśmy się, jak skrajnie różnych udzielamy odpowiedzi. Zasugerowałyśmy agencji, że powinnyśmy pracować oddzielnie. Agata była dużo lepszą modelką niż ja, ale gorzej odnajdywała się w tym świecie, wszystko ją drażniło i dlatego szybciej zakończyła karierę.

Długo pracowałaś jako modelka?

- Właściwie ta przygoda nigdy się nie zakończyła, ale szybko wróciłam do nauki. Studiowałam w Wyższej Szkole Psychologii Społecznej w Warszawie, potem przeniosłam się na Uniwersytet Warszawski na międzywydziałowe studia matematyczno-informatyczne. Cały czas podróżowałam, częściowo mieszkałam w Los Angeles, trochę w Polsce. Cztery lata temu przeprowadziłam się na stałe do Warszawy.

Co robiłaś przez ten czas?

- Zajmowałam się wieloma rzeczami, ze mną jest tak, że działam od projektu do projektu, od fascynacji do fascynacji. Lubię czuć, że się rozwijam. Kiedyś współpracowałam z europosłem Michałem Bonim, doradzając mu w obszarze start-upów (firma w fazie rozwoju - red.). Przy okazji stworzyłam materiał wideo, który pojawił się na Playerze. To było moje pierwsze doświadczenie dziennikarskie.

Chcesz zostać dziennikarką?

- Być może, jestem w takim dziwnym, a jednocześnie ekscytującym momencie życia. Próbuję osiąść, szukam dla siebie miejsca. Sama jestem zaskoczona liczbą pojawiających się teraz propozycji. Krążą mi po głowie pomysły rozmów na ekranie.

Teraz będą pisać, że dziewczynie Wojewódzkiego zachciało się robić karierę w mediach.

- Mam tego świadomość, ale jak widać w programie "Azja Express", fakt, że moim partnerem jest Kuba, można też wykorzystać przeciwko mnie. Kiedyś wydawało mi się, że skoro się publicznie nie wypowiadam i nie dostarczam mediom informacji o sobie, to w końcu moja osoba im się znudzi i będę miała spokój. Niestety, tak się nie stało, a równocześnie byłam coraz bardziej sfrustrowana tym, że nie mogę być sobą. Zrezygnowałam z imprez, na których pojawiali się fotografowie, uważałam na każde słowo. Ale to ukrywanie się mnie męczyło. Kilka miesięcy temu skończyłam 30 lat i poczułam, że chcę, aby coś się zmieniło, chcę się na coś narazić. Dlatego też zdecydowałam się na udział w programie "Azja Express". To była okazja, żeby zrobić rzeczy, na które wcześniej nigdy bym się nie odważyła.

Kuba nie próbował zatrzymać cię w domu?

- Jeśli nawet by chciał, to nie dał mi tego odczuć. Myślę, że widział, jak narasta we mnie potrzeba jakiegoś wyzwania, i pozwolił mi podjąć decyzję samodzielnie. To moje życie i sama muszę o nie zawalczyć.

Myślisz, że możesz funkcjonować w mediach na własnych warunkach?

- Spróbuję. Zobaczymy, czy autentyczność jest w stanie się obronić. Taki eksperyment. Jeśli zapytałabyś mnie, czy czuję się wykorzystana, to odpowiem, że to działa także w drugą stronę: wykorzystuję media, żeby się czegoś dowiedzieć o sobie, o świecie. Media też mają jakiś pomysł na mnie. Jeszcze niedawno bywałam postrzegana jako taka sierotka Marysia. Dzisiaj nikt już tak o mnie nie powie.

Rozmawiała Iza Komendołowicz

PANI 11/2016



***Zobacz materiały o podobnej tematyce***



Tekst pochodzi z magazynu

PANI

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje