Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Radosław Majdan: W krainie łagodności

Twardy facet to komplement. Miękki? Nie bardzo. Delikatność, łagodność kojarzy się z kobietami, dziećmi i małymi zwierzątkami. Tymczasem Radosław Majdan, mocny facet, lubi otaczać swoją partnerkę troską, mówić, że kocha. Nie przeszkadzają mu żarty kolegów, że jest pantoflarzem. Silny mężczyzna umie być wrażliwy, gdy trzeba. I płakać też umie.​

Beata Biały, Twój Styl: Jesteś macho? 

Reklama

Radosław Majdan: Nie. I nigdy nie chciałem nim być. Dla mnie mężczyzna, który zapomina, czym jest wrażliwość, którego interesuje tylko demonstrowanie władzy i siły, uosobieniem męskości nie jest. 

To kto jest prawdziwym mężczyzną? 

- Ktoś, kto umie być zdecydowany, gdy trzeba, pewny siebie, a innym razem potrafi być czuły i empatyczny, szczególnie wobec kobiety, którą kocha. Facetom wydaje się, że zostaną uznani za niemęskich, gdy pokażą swoje uczucia. Ja z dużą przyjemnością pokazuję Małgosi (Małgorzata Rozenek, żona Radosława Majdana - red.) czułość, słucham jej zdania. Mężczyzna, który jest pewien swojej wartości, nie boi się takich zachowań. 

Twój ojciec był takim mężczyzną? 

- Był bardzo męski. Pracował całe życie jako marynarz, musiał radzić sobie ze wszystkim. Ale liczył się ze zdaniem mamy - od niego nauczyłem się, że kobiety mają intuicję, której nam, facetom, brakuje. 30 lat temu ojciec został zamustrowany na statku Kronos. Miał już wypływać w rejs, ale poszli z mamą zobaczyć statek. "Nie płyń, czuję coś niedobrego", powiedziała. Tata jej posłuchał. Kronos nigdy nie wrócił do portu, zaginął bez wieści. Warto słuchać kobiet, nawet jeśli nie zawsze je rozumiemy. Mój ojciec nauczył mnie czegoś jeszcze: łagodności. Był twardym wilkiem morskim, ale odnosił się do mamy z troską, otaczał ją opieką. Ja staram się otulać Małgosię. 

Twardy wilk morski przekazał też synowi, że chłopaki nie płaczą? 

- Nigdy tego od niego nie usłyszałem. Przeciwnie, mówiono mi, że to nie wstyd płakać w ważnych momentach. Pamiętam, jak poryczałem się po decydującym dla Wisły meczu z Panatinajkosem o awans do Ligi Mistrzów. U siebie wygraliśmy 3:1, ale w rewanżu na wyjeździe dokładnie tak samo przegraliśmy. Koniec marzeń! Popłakałem się i trochę mi ulżyło. Wzruszam się nie tylko w wielkich momentach, ostatnio łzy zakręciły mi się w oczach, kiedy byłem z Małgosią w kinie na filmie "Narodziny gwiazdy". 

Skłonność do wzruszeń chyba nie pomaga w karierze sportowca? 

- Na wszystko jest czas i miejsce. Bywam twardy do bólu. Pamiętam, jak na meczu dostałem w głowę, na rozcięty łuk brwiowy trzeba było założyć cztery szwy. Nie było takiej możliwości na boisku, więc spięli mi ten rozwalony łuk zszywaczem i grałem jeszcze 45 minut. 

To pasuje do stereotypu macho, że "twardym trzeba być, nie »miętkim«". 

- To się zmienia! Kobiety nie chcą już takich macho pospinanych zszywaczami, którzy potrafią być tylko i wyłącznie twardzi. Chcą, żebyśmy byli silni, ale jednocześnie czuli, twardzi, ale też delikatni, wrażliwi. Paradoks, prawda? Pewnie dlatego niektórzy z nas trochę się w tym wszystkim pogubili. 

Ty nie? W Azji Express było widać, że to Małgosia w waszym związku rządzi. 

- Małgosia pierwszy raz znalazła się w tak ekstremalnych sytuacjach, ja byłem przyzwyczajony fizycznie i emocjonalnie do wyzwań. Na tym polega zawodowy sport. Nauczyłem się radzić sobie z trudnymi emocjami. Chciałem ją wspierać, a przynajmniej nie dokładać stresu. 

Spotkałeś się po programie z opiniami, że trzeba było "ustawić babę do pionu"? 

- Paradoksalnie spotkałem się z opiniami, że moja łagodna postawa wobec Małgosi wzbudziła szacunek, na pewno wśród kobiet. Były i odmienne opinie, na szczęście nie muszę się nimi przejmować, bo wszystko, co chciałem sobie udowodnić, już udowodniłem na boisku. Mam wolność bycia takim, jakim chcę być, bez udawania i puszenia się.

To męskie okazywać uczucia? 

- Jak najbardziej. Wciąż powtarzam Małgosi, że ją kocham. Wobec kumpli nie jestem taki wylewny, ale zawsze im mówię, że zdanie żony jest dla mnie ważne. W żartach słyszę: "pantoflarz!". Śmieję się, bo to zabawne.

A co odpowiadasz? 

- Że już do tego dojrzałem. W domyśle: do bycia odpowiedzialnym za rodzinę, kobietę. Do okazywania miękkości wtedy, gdy jest potrzebna. Zamykam temat.

Wychowujecie z Małgosią synów z jej pierwszego małżeństwa. Jesteś dla nich wzorem męskości? 

- Wzorem jest dla nich ich tata. Ja staram się nauczyć ich szacunku dla starszych, rodzeństwa. Mam też nadzieję, że chłopcy, którzy obserwują mnie w kontaktach z ich mamą, nabiorą przekonania, że kobietom należy się atencja, że warto być szarmanckim. Kiedy Tadek miał swoje pierwsze zaręczyny - miał wtedy jakieś pięć lat - poprosił mnie, żebym kupił pierścionek dla jego wybranki. Oczywiście mogłem kupić pierwszy lepszy w sklepie z błyskotkami dla dzieci, ale zleciałem pół miasta, żeby pierścionek był odpowiedni. Naprawdę postarałem się, by jego pierwsze zaręczyny były wyjątkowe. Chciałem, by wiedział, że jego emocje są dla mnie ważne, że w ogóle emocje są ważne. Nie należy umniejszać ich znaczenia tylko dlatego, że ktoś ma pięć lat. Albo - że jest facetem.

Beata Biały

Zobacz także:

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje