Reklama

Reklama

Prawo do cierpienia

Oto książka, która wyzwala z cierpienia. I poczucia winy, kiedy wszyscy wokół mówią nam, że powinniśmy przestać rozpaczać. "Cierpisz? Masz do tego prawo. Doświadczenie żałoby w kulturze, która jej nie rozumie" Megan Devine to lektura wybitna, dotykająca najczulszych strun człowieka.

Oto fragment lektury:

Przesączająca się patologia

Reklama

Jako społeczeństwo mamy bogaty zestaw różnych klapek na oczy, które zakładamy w obliczu żałoby. W programach szkolenia terapeutów poświęca się temu zagadnieniu bardzo mało miejsca, mimo że trafia do nas wielu pacjentów zdruzgotanych stratą kogoś bliskiego. To, czego nas się uczy, to mocno przestarzała teoria stadiów żałoby, której sens nigdy nie polegał na tym, żeby wskazywać właściwy, poprawny sposób jej przeżywania. To, czego uczy się lekarzy, przesącza się do świadomości publicznej. 

Nasza kultura postrzega żałobę niemal wyłącznie jako zjawisko negatywne, jako odejście od "normalnego", szczęśliwego życia. W języku medycznym określa się ją mianem zaburzenia. Uważamy, że jest ona krótkotrwałą reakcją na trudną sytuację i że w związku z tym powinna zakończyć się po kilku tygodniach.

Jeśli żałoba nie mija, pozostawiając jedynie delikatny ślad w postaci czułych wspomnień i - od czasu do czasu - melancholijnego uśmiechu, to znaczy, że coś robicie źle, że nie jesteście tak odporni i zdrowi, jak wam się zdawało.   Smutek, żal, cierpienie to oznaki, że dzieje się z wami coś złego, że ugrzęźliście w mrocznych emocjach i nie przechodzicie prawidłowo kolejnych stadiów żałoby.

Jeśli smutek nie ustępuje, to znaczy, że blokujecie proces zdrowienia. Jesteście chorzy i trzeba was leczyć.  

Jeśli mówi się o żałobie w bardziej pozytywnych kategoriach, to zawsze przedstawia się ją jako środek do jakiegoś celu. Popularna psychologia, psychologiczne poradniki, filmy, książki i literatura duchowa doceniają żałobę jako drogę osobistego rozwoju - najważniejszym celem jest jednak wydobycie się ze straty. Za prawdziwą oznakę dobrego funkcjonowania uważa się szczęście. Zdrowie psychiczne zależy od zdolności wzniesienia się ponad żałobę, od osiągnięcia spokoju i odnalezienia szczęścia.  

W obliczu tego wszystkiego twoje rozdarte serce ma niewielkie szanse. Ból nie ma miejsca na zaistnienie, bo kiedy daje o sobie znać, zostaje uznany za chorobę.  

Dziwne rzeczy, które nam się mówi

W ciągu pierwszych dni po stracie Matta, usłyszałam przedziwne rzeczy na temat mojej żałoby, mojej zdolności radzenia sobie z nią, a także samego Matta. Mówiono mi, że nie jestem dobrą feministką, skoro tak bardzo rozpaczam po "stracie faceta". Że jeśli nie potrafię w tej sytuacji dostrzec daru, to znaczy, że z moją osobistą i duchową dojrzałością nie było tak dobrze, jak mi się zdawało. Usłyszałam również, że Matt nigdy mnie nie kochał, że uwolniony od swojego ciała będzie szczęśliwszy, niż mógłby być kiedykolwiek za życia, i że byłby przerażony, widząc, jak źle to wszystko znoszę.

Ktoś powiedział, że to ja i Matt doprowadziliśmy do tej sytuacji naszymi niewypowiedzianymi intencjami i że mieliśmy w tym życiu kontrakt, że zgodziliśmy się z tym, a jeśli tak, to nie ma powodu, żeby się teraz tym martwić.  

Słyszałam też rzeczy pozornie wspaniałe - że jestem silna, mądra i piękna, więc zaraz znajdę kogoś innego. Że odwrócę wymowę tej straty i przekształcę ją w dar, że powinnam myśleć o tych wszystkich ludziach, którym mogę pomóc. Że jeśli przestanę się tak zamartwiać, poczuję wokół siebie jego miłość (ale tylko jeśli przestanę się zamartwiać). Ludzie mówili cokolwiek, żeby wydobyć mnie z cierpienia oraz smutku i przywrócić do bardziej akceptowalnej formy istnienia.  

To jednak, co usłyszałam, blednie w porównaniu z tym, co opowiedzieli mi pogrążeni w żałobie ludzie z różnych krajów świata. Przyczyną raka u twojego dziecka były twoje nierozwiązane problemy osobiste. Masz dwoje innych dzieci, powinnaś być wdzięczna, że one są. Tak musiało być, gdyby miała żyć, żyłaby nadal. To plan Boży. Naprawdę musisz z tego wyjść i iść dalej - a poza tym on nie był taki wspaniały. Prawdziwie oświecona osoba nie uzależnia się w tym życiu od innych istot ludzkich - ty najwyraźniej byłeś uzależniony. Musiałeś ściągnąć na siebie to doświadczenie własnymi myślami. Ta nauka była ci potrzebna. Niektórzy ludzie nigdy nie zyskują szansy, by poznać samych siebie, a ty tę szansę dostałaś. 

Osąd, krytyka i lekceważenie głębokiej żałoby nie są wyjątkami, lecz normą. Jasne, ludzie mają "dobre chęci", ale rozziew między ich intencjami a realnymi skutkami tego, co mówią, jest ogromny.  

Ludzie sądzą, że w żałobie chodzi o to, by się z niej jak najszybciej wydobyć, tak jakby była ona dziwaczną, nieprawidłową reakcją na zniknięcie z waszego życia ukochanej osoby. Okno ekspresji tego, co czuje się w żałobie, jest bardzo wąskie. A potem oczekuje się od was powrotu do normalności i zapamiętania nauk, jakimi obdarowało was to doświadczenie. Macie być mądrzejsi i bardziej współczujący, macie teraz rozumieć, co jest naprawdę ważne. Jeśli wciąż jesteście smutni, to znaczy, że coś robicie źle. 

Kulturowe nawyki myślowe są zakorzenione tak głęboko, że trudno nam sobie wyobrazić, co czuje osoba odbierająca te wszystkie słowa i gesty, które uchodzą za pomoc w żałobie. Będę o tym pisać w części trzeciej - tu zauważę tylko, że większość takich osób nie mówi o tym, jak bardzo niezrozumiane się czują, ponieważ mają wrażenie, że nikt nie chce tego słuchać. Nie mówimy "to boli", bo nikt nas nie słucha.  

***Zobacz także***

Dowiedz się więcej na temat: żałoba | cierpienie | książka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje