Przejdź na stronę główną Interia.pl

Powtórka z namiętności

​Co trzecia samotna kobieta decyduje się na seks z byłym partnerem. To wiedza z wiarygodnych badań. Po co romansować z eks, jeśli nie chcemy do niego wrócić? Czasem kobieta nie jest gotowa na nowy związek albo nie widzi dobrego kandydata. A ten były daje poczucie bezpieczeństwa. Bywa, że gdy przestajemy kłócić się o codzienność, znów wydajemy się sobie atrakcyjni. Tylko na jakich zasadach budować taki układ, by nie cierpieć? I czy w ogóle warto?

Nic dwa razy się nie zdarza?

Sobotni poranek. Marta, 47 lat, w tygodniu o tej porze siedzi za biurkiem w agencji nieruchomości. Teraz biegnie przez park. Do domu wpada zdyszana. Dostaje SMS: "W piątek o tej samej porze?". Od Marka, byłego męża. W nocy mruczał jej do ucha: "Wyglądasz jak 20 lat temu, gdy zaczynaliśmy być razem". 

Reklama

- Może coś w tym jest? - zastanawia się Marta. Po rozwodzie z Markiem częściej się śmieję, mam czas dla przyjaciół, a na zajęciach z jogi wyginam się jak guma. Jak to się stało, że zostaliśmy znów kochankami? 

Początek końca

Odzyskałam chęć do życia dokładnie pięć lat temu, gdy z mojego domu wyprowadził się mąż - pan i władca. Wiecznie nadęty. Potrafił się wściekać, bo skończyła się kawa w kapsułkach. On wrzeszczał, ja rzucałam talerzami. Z czasem przestaliśmy normalnie rozmawiać. Jak długo coś takiego może trwać? Podobali mi się inni mężczyźni, ale nie chciałam potajemnych schadzek. Na mojej głowie był dom, dzieci, praca. 

Pamiętam, jak rok przed rozwodem próbowałam uwieść męża. Usiadłam na blacie w kuchni w seksownej koszulce, ale nawet na mnie nie spojrzał. Psioczył, że zapchał się filtr w zmywarce! Może dlatego, że już romansował z dziewczyną z biura. Bywało, że nie wracał na noce. Cierpiałam. I nagle trzy lata po rozwodzie dla Marka znów stałam się boginią, kobietą, przy której poczuł się męski. Zaczął szukać pretekstów do spotkań, przysyłał kwiaty, aż w końcu dał mi do zrozumienia, że marzy o nocy ze mną, a nie z trzydziestolatką, dla której mnie zostawił, a która teraz była jego żoną. 

Teraz ona słuchała złośliwości, prasowała mu koszule i chodziła na palcach, by mógł w spokoju oglądać mecz. Mnie wystarczyło, że pisał SMS-y, po których robiło mi się gorąco. Patrzył na mnie tak, że czułam się kobietą. Dziwne. Jak to w ogóle możliwe, że po tylu ciężkich latach małżeństwa byliśmy w stanie rozpalić na nowo ogień? 

"Jak możesz sypiać z byłym mężem? Ja na swojego nie mogę patrzeć, a minęło dwadzieścia lat od rozwodu!", zdziwiła się ciotka, której się wygadałam. Sama zaczęłam się nad tym zastanawiać... Po rozwodzie nasze córki wyjechały na studia. W domu zostałam sama. "Rozwódka z odchowanymi dziećmi może jeszcze spróbować wszystkiego", pocieszały przyjaciółki. Też tak myślałam. 

Nie szukałam desperacko partnera. Obiecałam sobie, że nie zdecyduję się na byle jaki związek. "Może zdarzy mi się romans, o jakich czytałam w romantycznych powieściach? Kto wie?", myślałam ciągle. Przez kolejne dwa lata nic się nie działo. Ale jak miało się dziać? Zachowywałam się, jakbym czekała, aż pewnego dnia zapuka do drzwi "odpowiedni pan" i powie, że tylko mnie pragnie. 

Założyłam profil na Tinderze (portal randkowy kojarzący ze sobą ludzi z bliskiej okolicy - przyp. red.). Koleżanki ostrzegały: "Ludzie szukają tam tylko seksu". Co w tym złego? Miałam dość udawania, że go nie potrzebuję. Chciałam przekonać się wreszcie, czym jest dzika, namiętna miłość, o której tyle słyszałam. 

Tak za bardzo jej nie znałam. Jako młoda kobieta nie lubiłam swojego ciała, w łóżku byłam spięta. Przez lata uważałam, że to potrzeby mężczyzny są na pierwszym planie. Po czterdziestce zrozumiałam, że coś przegapiłam i tracę. Dlatego zaczęłam umawiać się na randki.

Doktorat z pożądania

Z młodszym o dziesięć lat prawnikiem poszłam na całość. W sypialni nie poznawałam siebie. Może zadziałało to, że patrzył na mnie z zachwytem i nie był moim mężem, który "się czepia"? Nie wstydziłam się blizny po cesarce ani tego, co ten chłopak o mnie pomyśli. Nasz niezobowiązujący romans trwał sześć tygodni, przez które funkcjonowałam jak na haju. Kupiłam szpilki (pierwszy raz od ślubu) i zaczęłam malować usta. Niestety, wyjechał do pracy do Brukseli i kontakt się urwał. Ale czułam, że ten romans mnie zmienił, odmłodził, rozpalił namiętnością. 

W sobotę znajomi eksmęża zaprosili mnie na przyjęcie. Nie widziałam ich od rozwodu. Szpilki, obcisła sukienka. Zamówiłam taksówkę. Pierwszy, drugi, trzeci kieliszek wina. W kącie dostrzegłam Marka. Przyszedł sam. Nie widzieliśmy się trzy lata, na pewno zauważył, jak się zmieniłam. A on? W białej, lnianej koszuli wyglądał... seksownie. Zganiłam się za tę myśl i wyszłam do ogrodu. 

Znalazł mnie, nie odstępował na krok. Rozmawialiśmy cały czas. Na pewno go uwodziłam, czułam, że zyskuję przewagę nad kobietą, dla której mnie zostawił. Tańczyliśmy do drugiej, a potem wracaliśmy jedną taksówką, która zatrzymała się pod moim, kiedyś naszym domem. "Mogę wejść?", zapytał. 

Nie był już moim mężem, do którego czułam niechęć. Ale nie był też obcym, przed którym bym się krępowała. Był kimś, z kim przeżyłam kilka dobrych lat, za kogo jako młoda dziewczyna wyszłam za mąż. Pozwoliłam mu wejść na górę. Ale nie chodziło o niego. Chodziło o seks, na który coraz bardziej miałam ochotę. Może głupio to mówić, ale miałam ochotę na niezobowiązujący seks z byłym mężem. Przejęłam inicjatywę i było tak, jak chciałam. 

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje