Reklama

Reklama

Postawiły wszystko na jedną kartę, bo zapragnęły hodować pstrągi

"Tak smakuje Polska" to cykl wywiadów i reportaży, które przybliżają nieznane miejsca i pokazują ludzi z pasją. Tym razem odwiedziliśmy Ojców, w którym matka z córką postanowiły założyć hodowlę pstrąga potokowego. Swój majątek dosłownie utopiły w błocie, aby realizować marzenia. Z jakim skutkiem?

Lidia Ostólska, Styl.pl: Skończyłaś europeistykę, twoja mama robiła karierę w branży IT. Skąd pomysł, aby zająć się hodowlą pstrąga? 

Reklama

Agnieszka Sendor, współwłaścicielka pstrągarni w Ojcowie: - Szukałam wtedy swojej drogi. Zaangażowałam się w projekt społeczny i wydawało mi się, że to jest to. Mama w tym czasie podjęła decyzję o wyprowadzce na wieś, była spragniona życia poza Krakowem. Miała wizję sielskiego życia: otwarte o poranku okno z widokiem na zieleń. Tymczasem okazało się, że wokół sąsiedzi palą plastik i opony, więc postanowiła coś z tym zrobić. Zaangażowała się w życie lokalnej społeczności, została wybrana sołtysem.

- Na jednym ze spotkań w Ojcowskim Parku Narodowym zapytała, co dzieje się ze stawami, które znajdują się na terenie Narodowego Parku Ojcowskiego? Miejsce, które powstało w latach 30., przyciągało turystów z całej Polski, odstraszało. Na środku stawu rosły drzewa i nikt nie pamiętam o tym, że kiedyś to miejsce tętniło życiem. Dlatego najłatwiej było je zasypać. Była zgoda ministerstwa na naturalizację tego terenu, bo, zdaniem urzędników, sto lat temu w tym miejscu nie było żadnych stawów. Mama, nie myśląc długo, zdecydowała, że weźmie teren w dzierżawę. Tak się stało, że ja też z czasem zostałam wciągnięta w ten projekt.

Jak wspominasz wasze początki? Co było najtrudniejsze? 

- Wtedy dużo działo się w naszym życiu.  Byłam pochłonięta projektem społecznym, mama zawsze miała dużo pomysłów. Po pracy w branży IT miała epizod w deweloperce. Zawsze mnie czymś zaskakiwała. Nagle pojawiły się stawy. Wiedziałyśmy, że trzeba coś z tym zrobić, ale nie potrafiłyśmy jeszcze określić, co. To była niewiadoma. 

W szukaniu inspiracji pomogła wam historia tego miejsca?  

- Szukaliśmy informacji, gdzie się tylko. Historia stawów sięga roku 1935, ale wiadomo, że prace na tym terenie trwały od lat. W 1939 stawy działały, bo Niemcom zależało na pożywnym jedzeniu. Najgorsza sytuacja była po wojnie, kiedy stawy weszły w strukturę tzw. Związków Rybackich - ponieważ wcześniej należały do dóbr Czartoryskich, spalono wówczas większość dokumentów. 

 - Udało mi się dotrzeć do Biblioteki Książąt Czartoryskich,tam były zapiski ówczesnego zarządcy, które potwierdzają, że hodowano tam pstrąga potokowego, tęczowego. Były opisane wydry jedzące ryby.

- Tych zapisków jest niewiele i trudno je po latach odczytać. Udało się także zachować nieliczne zdjęcia z tego miejsca. Wiem, że księżna Maria Ludwika Czartoryska odziedziczyła te stawy jako mała dziewczynka z rodu Krasińskich, wówczas cały Ojców był jej własnością. 

Lokalna społeczność udzieliła wam cennych wskazówek? 

- Ojców żyje z turystyki, dlatego mieszkańcy ubolewali nad tymi stawami - turyści dochodzący do punktu widokowego widzieli bajoro z krzakami na  środku. Wtedy właśnie pojawiały się pytania, gdzie te stawy? Co się z nimi stało? 

- Nie ukrywam, że na początku naszej działalności lokalna społeczność podchodziła do nas z pewną dozą nieufności, ale z czasem przekonali się, że zależy nam na ocaleniu stawów. Niestety świadków historii tego miejsca nie ma wielu. Dlatego zaufałyśmy intuicji i realizowałyśmy nasz plan. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje