Reklama

Reklama

Polska jest w stanie katastrofy demograficznej

Czyli tych, które są zawierane, jest stosunkowo mniej? Rzadziej wybieramy formalizowanie związków?

Reklama

- Najczęściej formalizowane związki, są to związki wyznaniowe. Rocznie jest ich prawie 180 tys. Ta mała liczba zawieranych małżeństw wynika przede wszystkim z faktu, że demograficznie zasoby są kruche. Mamy teraz na rynku matrymonialnym ludzi, którzy urodzili się w czasie pierwszej depresji demograficznej, czyli w latach 90. Miał być wielki wyż, przyszła transformacja, zniszczyła rynek pracy, ruszyła wielka emigracja z kraju, a  współczynnik dzietności wynosił 1:1. Polki przestały rodzić dzieci, właśnie w ten sposób zareagowały na kryzys. Trudno jest mieć dzieci, kiedy nie mamy pracy, mieszkania, bezpieczeństwa socjalnego. Interesujące jest, że poza granicami migrantki rodzą dzieci i obserwuje się polski baby boom. Migrantki, które wtedy wyjechały, rodzą dzieci, bo mają poczucie bezpieczeństwa finansowego, które umożliwia prawidłowe funkcjonowanie rodzinie (odsyłam do badań naszego projektu TRANSFM.

A jak jest obecnie z dzietnością w naszym kraju? Program 500+ działa i notujemy spektakularne wzrosty?

- Program 500+ na pewno nie przyniósł podwyższenia poziomu dzietności w Polsce. W moim przekonaniu jest traktowany raczej jako zapłata za prace reprodukcyjne kobiet, nie zaś bodziec do prokreacji. Czekamy na dane za rok 2020, jak pandemia wpłynęła na prokreację. W moim otoczeniu bardzo wiele kobiet jest w ciąży. Przypomnę, że wielkie zamknięcie społeczeństwa w okresie stanu wojennego, w okresie ogromnego kryzysu ekonomicznego i politycznego zrodziło duży baby boom. W latach 1983-1984r rodziło się ponad 700 tys. dzieci (co było wyzwaniem w okresie transformacji  dla edukacji, runku pracy i emigracji).

- Nadal w naszym kraju funkcjonuje model rodziny małodzietnej. Odsetek rodzin wielodzietnych jest bardzo niski (ok. 16 proc.). Czekamy na nowy spis powszechny w 2021 roku, dzięki któremu będziemy mogli podać nowe dane o rodzinach. Współczynnik dzietności, na którym obecnie się opieramy, jest jednak podstawową miarą rozwoju biologicznego. To na jego podstawie buduje się prognozy biologiczne rozwoju ludności. Jest on w tej chwili na bardzo niskim poziomie. Wynosi 1,4, a to oznacza, że przeciętna Polka rodzi nieco powyżej jednego dziecka. By była prosta odnawialność społeczeństwa, powinien wskazywać ponad 2,1. Jesteśmy zatem tak naprawdę w stanie depresji demograficznej. Społeczeństwo polskie dramatycznie się starzeje. Prognozy demograficzne zakładają czarny scenariusz w zakresie wyludnienia, najintensywniejszego starzenia się społeczeństwa, konsekwencji migracji i najniższej dzietności. Aktualne wydarzenia demograficzne pozwalają wnioskować o przyszłości; zjawiska, które zachodzą teraz, będą miały swoje skutki w ciągu przynajmniej 100 lat.

Program 500+ miał zagwarantować rodzinom to bezpieczeństwo finansowe. Dlaczego zatem wskaźnik dzietności w ogóle ani drgnie? 

- Ludzie są świadomi kosztów, jakie generuje rodzina, posiadanie dzieci. A jak mówił Gary Becker, noblista z zakresu ekonomii, "rodzice chcą mieć dzieci wyższej jakości", czyli te lepiej wykształcone, odżywione, zabezpieczone. Im więcej dzieci, tym większe koszty rodziny. Niemożność sprostania własnym oczekiwaniom powoduje ten mały wskaźnik.

Zobacz również:


Hania ma 17 miesięcy i SMA1 - rdzeniowy zanik mięśni. Innowacyjna terapia genowa kosztuje ponad 9 milionów złotych. Środki potrzebne są jak najszybciej, bo warunkiem przystąpienia do leczenia jest rozpoczęcie go przed ukończeniem drugiego roku życia. Niestety, w prowadzonej od sześciu miesięcy zbiórce, nadal brakuje ponad czterech milionów złotych. 

JEŚLI MOŻESZ, WESPRZYJ ZBIÓRKĘ: www.siepomaga.pl/haneczka 

Przeczytaj historię Hani: Bez terapii genowej Hania nie ma szans. Pomóż dokończyć zbiórkę


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje