Reklama

Reklama

Polska jest kobietą

Anna i Bronisław Komorowscy w wywiadzie dla PANI

Duża rodzina to duże wydatki. Pani po urodzeniu pierwszego dziecka przestała pracować zawodowo, mąż też nie miał regularnych dochodów.

Reklama

- Pracowałam w szkole od trzeciego roku studiów, ale miałam umowę terminową, która skończyła się w sierpniu, a we wrześniu urodziłam najstarszą córkę. W tej sytuacji szkoła ze mnie zrezygnowała. Gdy na świat przyszły następne dzieci, mogłam szukać pracy i równocześnie kogoś do opieki nad dziećmi, ale doszłam do wniosku, że wolę zajmować się nimi sama. Czasami udzielałam korepetycji z łaciny, więc wkład do domowego budżetu miałam, ale oczywiście musieliśmy precyzyjnie planować wydatki, oszczędzać tam, gdzie się dało.

Każdą złotówkę wydawaliśmy bardzo racjonalnie, sama robiłam przetwory, dzieci nosiły "dziedziczone" ubrania. Duża rodzina to oczywiście wyrzeczenia, ale warto mówić o tym, że to przede wszystkim ogromna radość. Kiedy ma się dzieci, zaczyna się wybiegać w dalszą przyszłość. Nie myśli się tylko o tym, co teraz, ale też o tym, co kiedyś. Wiele rzeczy, które z mężem robiliśmy, np. angażowanie się w działania opozycyjne, wynikało z tego, żeby naszym dzieciom żyło się lepiej.

Często pani rezygnowała z własnych potrzeb?

- Jeśli nie było mnie stać, to rezygnowałam. Bez żalu. Zawsze jest coś kosztem czegoś.

Mimo tradycyjnego podziału ról w państwa małżeństwie zawsze był to związek partnerski.

- I nadal taki jest. Według mnie partnerstwo to szacunek dla drugiej osoby, każdy ma prawo do realizacji swoich planów. Nie mierzę w procentach, kto jest w życiu domowym bardziej kreatywny: mąż, dzieci czy ja. W naszej rodzinie każdy ma silny charakter i cechy lidera. Dlatego umiejętność zawierania kompromisów jest szalenie ważna. I przyznam, że nie zawsze wszystko przebiega gładko i spokojnie.

Były momenty, kiedy pani czuła, że dochodzi do ściany, że ma wszystkiego dość?

- Były i wtedy zamykałam się w pokoju i prosiłam, żeby nikt do mnie nie wchodził. Pomagało.

Są państwo małżeństwem od 37 lat... Wiele się przez ten czas zmieniło w naszym kraju, w waszej rodzinie...

- ...ale nadal lubimy ze sobą przebywać, usiąść, porozmawiać, coś obejrzeć, udaje się nam pójść rodzinnie do kina, wspólnie siąść do stołu.

Dziś związki są coraz mniej trwałe, więcej par się rozwodzi, niż bierze ślub.

- Myślę, że teraz są znacznie większe oczekiwania od partnera, a równocześnie mamy dużo mniej cierpliwości, wyrozumiałości. Kiedyś spoiwem - wątpliwym, ale jednak spoiwem - była zależność ekonomiczna kobiety. Strach, że sama sobie nie poradzi, że nie będzie miała się dokąd wyprowadzić. Dlatego trwała w związku, który jej nie satysfakcjonował albo był toksyczny. Teraz wiele kobiet dobrze zarabia, jest niezależnych i wie, że bez męża też sobie poradzi.

I coraz częściej to kobiety zarabiają więcej od swoich mężów, to one utrzymują dom.

- Są oczywiście mężczyźni, którzy nie potrafią zaakceptować takiej sytuacji, źle się z tym czują, ale gdzie jest powiedziane, że tak nie może być? Generalnie ludzie mniej walczą o związki. Praca zawodowa jest znacznie bardziej wymagająca niż kiedyś, tempo życia dużo szybsze, więcej nerwów, mniej czasu. Żyjemy chwilą, może stąd też bierze się lęk przed podejmowaniem decyzji, że coś jest do końca , na dobre i na złe. Każdy ma prawo do szczęścia, ale rodzina przestaje być trwałym fundamentem, rzadziej daje poczucie bezpieczeństwa. Ludzie są zagubieni, pojawiają się nałogi, depresja, frustracje. Kiedyś z pokolenia na pokolenie przekazywano wzorce: kulturowe, wychowania. Teraz zmiany zachodzą tak szybko, że coraz więcej osób nie wie, jakich wyborów dokonać.

Dzieci też się inaczej wychowuje.

- Zdecydowanie tak, bardziej partnersko.

Rodzice chcą im zapewnić jak najwięcej atrakcji: balet, pływanie, karate, lekcje rysunku. Czasami może to za dużo jak na jednego małego człowieka.

- Czasem zbyt wiele tych propozycji składają. Potem jest tylko wożenie z jednych zajęć na kolejne. Niektórzy rodzice chcą dziecko od najmłodszych lat przygotować do dorosłego życia i wyobrażają sobie, że na przykład...

...powinno zacząć się uczyć angielskiego już w żłobku.

- Albo nawet jeszcze wcześniej. Słyszałam, że córka moich znajomych już w okresie ciąży czytała na głos po angielsku. Należy uważać, żeby nie przenosić zbyt łatwo swoich rodzicielskich ambicji, bo czasami nadambitny niekoniecznie oznacza dobry. Uważam, że ważniejsze jest mądre i pełne miłości rodzicielstwo i dążenie do zagwarantowania dziecku poczucia bezpieczeństwa.

Kiedy ma się pięcioro dzieci, trudno każdemu poświęcić tyle uwagi, co jedynakowi.

- Każde dziecko ma naturalną potrzebę rodzinnych kontaktów, zarówno indywidualnych, jak i grupowych. Niewątpliwie w rodzinie wielodzietnej możliwości rodziców są bardziej ograniczone. Z drugiej strony starsze dzieci przejmują część funkcji rodzicielskich, czasem nawet z ochotą. Starsze dzieci uczyły się czytać pod moim okiem, z kolei one wprowadzały młodsze w arkana czytania.

Na świecie jest już troje wnuków. Jak Państwa dzieci wychowują swoje dzieci?

- Dużo spokojniej niż my. Jest im oczywiście łatwiej, bo przecież kiedyś nie było różnych udogodnień. Wnuki są jeszcze małe, dwoje chodzi do przedszkola, a ich mamy pracują. Oboje z mężem z satysfakcją obserwujemy, że nasze dzieci swoje rodzicielskie role wypełniają bardzo dobrze.

Dzieci konsekwentnie unikają kontaktu z mediami.

- To ich świadoma decyzja, którą my w pełni akceptujemy. Myślę, że tak zostanie.

A jeśli któreś z nich zapragnie być sławne i zacznie udzielać wywiadów albo tańczyć z gwiazdami?

- Ich udział w tego typu programie raczej przekracza moją wyobraźnię (śmiech). Staraliśmy się wychować nasze dzieci na ludzi samodzielnych, więc mają własne poglądy na świat i życie, angażują się w sprawy społeczne, wiedzą, że żyje się nie tylko dla siebie i swoje j rodziny, ale też dla innych, dla szerzej rozumianej wspólnoty. Nie ma więc powodu, żeby ingerować w ich wybory.

Co jest teraz dla pani ważne?

- To samo: rodzina, przyjaciele. Zarówno mąż, jak i ja mamy wiernych przyjaciół. To są sprawdzone relacje, niektóre trwają od ponad czterdziestu lat, wiemy, że możemy na siebie liczyć, powiedzieć sobie rzeczy dobre, ale i skrytykować.

Wyznacza sobie pani zadania?

- Tak, aczkolwiek wyrosłam już z młodzieńczego, skądinąd pięknie naiwnego przekonania, że można uwolnić świat od wszelkiego zła. Od paru dobrych lat wiem, że całego świata nie zmienimy, ale dużo możemy zrobić, by stał się on lepszy.

Wciąż wstaje pani wcześnie rano?

- Na ogół tak. Wtedy mam trochę ciszy, czasu tylko dla siebie.

Basen czy spacer?

- Basen. Dzisiaj też był. Poranne pływanie dobrze nastawia mnie do rozpoczynającego się dnia. Lubię też spacery, mamy dwa psy - do cocker spanielki dołączyła labradorka, kiedy tylko mogę, staram się z nimi spacerować.

Czuje się pani szczęśliwa?

- Bardzo. Jestem kobietą spełnioną i szczęśliwą. Ale mam oczywiście marzenia i plany i wierzę, że przynajmniej część z nich uda mi się zrealizować.

Iza Komendałowicz

PANI 4/2014

Przeczytaj 2. część wywiadu.

Tekst pochodzi z magazynu

PANI

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Bronisław i Anna Komorowscy | Anna Komorowska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje