Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Piotr Machalica: Nikt nie jest doskonały

Jest dużo nostalgii w twoim głosie za czasami, które odeszły. 

Reklama

- Gdy się spotykało tak wyjątkowych ludzi jak ci, których dane mi było poznać, to się bardzo tęskni. "Ale to już było i nie wróci więcej", jak pisała Agnieszka Osiecka. 

I nic nowego nie przyjdzie? 

- U Arthura Millera w "Cenie" jest taki tekst: "Człowiek podejmuje w życiu decyzje, nigdy nie wie, co z tego wyniknie, a jak się dowie, jest już za późno". Bardzo często wraca mi ten cytat. Na wszystkie sytuacje musimy sobie zapracować - czy te dobre, czy te złe. Zaskoczyć nas mogą na przykład takie historie, że ktoś nas nagle opuszcza, że sobie wędruje. Myślimy sobie: ojej, przecież Henryk, mój ojciec, mógłby jeszcze pożyć (zmarł w wyniku obrażeń odniesionych podczas upadku z konia w 2003 r. - red.). "Zrodziliśmy się bez wprawy i pomrzemy bez rutyny", jak pisała Wisława Szymborska. Nie wiemy, jak się odnieść do pewnych sytuacji, które nas dopadają. Szukamy, próbujemy się w tym zorientować, żeby kogoś nie krzywdzić i żeby siebie nie krzywdzić, ale to dopiero czas pokazuje, czy to była dobra decyzja, czy to była zła decyzja. Mogę tylko dziękować losowi i sile sprawczej, że jeszcze funkcjonuję w zawodzie, bo mogło być zupełnie inaczej. 

- Pytasz, czy nic nowego nie przyjdzie. Przyjdzie co innego, tu się nie ma co zżymać na to, że świat się zmienia. Jestem już w takim wieku, że nie będę się ścigać z młodymi. Ale zaraz, co ja gadam? Ja się przecież nigdy z nikim nie ścigałem. Jestem z innej epoki. I wciąż szczęśliwie pracuję i znajduje się publiczność, która przychodzi na przykład na moje koncerty. 

To znaczy, że ludzie jeszcze chcą słuchać piosenek Wojciecha Młynarskiego i Jonasza Kofty? 

- Opowiem ci taką historię. Pamiętam, jak kiedyś przejeżdżałem przez węzeł Konotopa i wyświetliło mi się, że dzwoni Wojtek Młynarski. To było przed premierą "Młynarski obowiązkowo!" w Teatrze 6. piętro. Dzwonił w tej sprawie. Zapytał, czy nie mógłbym przyjść od czasu do czasu i zaśpiewać dwóch piosenek. Powiedziałem, że to największe szczęście, jakie mogło mnie spotkać. Jadę przez węzeł Konotopa kilkanaście miesięcy później, dosłownie przejeżdżam pod napisem "Konotopa", i wyświetla mi się, że dzwoni Wojtek Borkowski. "Wiesz już? - pyta. - Wojtek sobie powędrował". Jest w takich rzeczach jakaś magia. 

- Tego dnia mijał dokładnie tydzień od mojego przedpremierowego koncertu z piosenkami Wojciecha Młynarskiego, nad którym pracowaliśmy z muzykami wiele miesięcy. Zrobiłem ten koncert, bo byłem bardzo ciekawy, jak ludzie będą go odbierać. Dziś tylko wybrani sięgają po poezję, czytają, słuchają. I nagle, gdy zaczęliśmy jeździć z koncertem "Mój ulubiony Młynarski" po całym kraju, okazało się, że ludzkość reaguje wspaniale. Nagraliśmy płytę z tym repertuarem, ukazała się w październiku, z czego się bardzo cieszę. Uważam, że do mistrzów trzeba wracać. Ale nie tylko do nich. 

- Poprosił mnie niedawno poeta Wojtek Kass, żebym poczytał wiersze zwycięzców konkursu poetyckiego w Leśniczówce Pranie. Przecudne wiersze, przemądre wiersze. Jest w nich tyle dobra i tyle  mądrych rzeczy, że moglibyśmy z nich czerpać jako naród. Ale z drugiej strony jeżeli my nie czerpiemy na przykład z romantyków, z Norwida, który napisał: "Polak jest olbrzym, ale człowiek w Polaku jest karzeł. Jesteśmy karykatury i śmiech olbrzymi. Słońce nad Polakiem wstawa, ale zasłania oczy nad człowiekiem", to o czym tu mówić? 

Janusz Minkiewicz, przedwojenny satyryk i literat, ujął to prościej: "Gdyby Jezus mieszkał w Dukli, toby szyby mu wytłukli". 

- Dlatego się nie łudzę, że coś się radykalnie zmieni. Szymborska powiedziała, że "poezja nie uratuje świata, bo ci, którzy czynią zło, nie czytają wierszy". Ale może trzeba próbować i nie zapominać o mistrzach. My koncertujemy. Gdy ostatnio graliśmy "Kofta. Jakoś leci", publiczność śpiewała "Pamiętajcie o ogrodach", bo to zna. I to jest piękne. Ale słuchała też utworów mało znanych, które odgrzebałem, na przykład "Komu bije dzwon". Znalazłem go na YouTubie, Jonasz sam go czyta, widać, że ma już pewien kłopot z głosem. Brzmi to bardzo przejmująco. Ludzie tego naprawdę potrzebują. 

Jak miłość? 

- Żeby ukrócić spekulacje na temat mojego życia prywatnego, które pojawiają się od wielu, wielu lat, chcę powiedzieć, że od ponad dekady jestem w związku. Bardzo kocham i czuję się kochany. A miłość ma na imię ma Oleńka. 

Ułożyłeś sobie życie w Warszawie czy w Częstochowie? 

- Mieszkamy i w Warszawie, i w Częstochowie. Parę lat temu, kiedy kupowałem mieszkanie na Gwiaździstej i oglądałem makietę tego budynku, tak popatrzyłem, że znajduje się on nad kanałkiem, gdzie mój ojciec wynajmował kiedyś willę na Dygasińskiego. Pomyślałem, że piękne koło zatoczę. 

Zepsuję ci wizerunek, jak powiem, że jesteś jednak ciepłym facetem? 

- "Koniec i bomba, a kto czytał, ten trąba!". (śmiech) Wielu cytatów już użyłem w naszej rozmowie, ale jeden jeszcze chciałbym przytoczyć, on jest dość długi, uważaj: 

"I nic nie wiem, i nic nie rozumiem, 

I wciąż wierzę biednymi zmysłami, 

Że ci ludzie na drugiej półkuli 

Muszą chodzić do góry nogami. 

I do dziś mam taką szkolną trwogę: 

Bóg mnie wyrwie - a stanę bez słowa! 

- Panie Boże! Odpowiadać nie mogę, 

Ja... wypieram się, mnie boli głowa... 

Trudna lekcja. Nie mogłem od razu. 

Lecz nauczę się... po pewnym czasie... 

Proszę! Zostaw mnie na drugie życie 

Jak na drugi rok w tej samej klasie"*. 

*Fragment wiersza Juliana Tuwima "Nauka"

VIOLETTA OZMINKOWSKI

PANI 10/2019

Zobacz także:

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje