Przejdź na stronę główną Interia.pl

Paweł Domagała: Weź mnie... pytaj

Ta fraza z piosenki jest jego znakiem firmowym. Teledysk Weź, nie pytaj z płyty 1984 to hit, ma 67 milionów odsłon na YouTubie! Paweł Domagała chciał zostać wirtuozem gitary, ale... ma za małe dłonie. Sprawdził się jako aktor komediowy, jednak od muzyki nie uciekł. „To moja wolność”, mówi. Chociaż w życiu oszczędnie z niej korzysta, bo mężczyzna musi od siebie wymagać. Oto facet, który ma zasady: wierność, mądre ojcostwo, opiekuńczość. Warto poznać.

Okładka płyty: pyzaty blondasek z gitarą. Domyślam się, że to Paweł, a tytuł to rok jego urodzenia.

Reklama

- Niestety, nie iloraz inteligencji - żartuje. - Mam tu może osiem lat, a gitarę dostałem na pierwszą komunię. Grać zacząłem uczyć się wcześniej. Chciałem udowodnić rodzicom, że warto podarować mi dobry sprzęt - gitara jest u mnie do dziś. Ale spójrz na ten dres! Dostałem od ciotki ze Szwecji. Wydawało mi się, że to świetna stylówka. Pyzaty? No cóż, miałem w życiu momenty "na Gérarda Depardieu" (sprawdźcie zdjęcia ze studenckich czasów - red.).

Na gitarze uczył się grać z nut, klasycznie. Żadne tam rockandrollowe łojenie na wzmacniaczu, żadne harcerskie chwyty C, D, A, G.

- Niestety, mam małe dłonie, to nie pozwoliło mi zostać wirtuozem. Do tego, jak potrzebuję grać, wystarczą. Nie byłem harcerzem, bo  nie chciało mi się przychodzić na zbiórki w soboty. Przez chwilę udzielałem się jako ministrant, w mojej parafii był fajny ksiądz, który obdarowywał nas paczkami z zagranicy. Dostawaliśmy M&M-sy i smakowe pasty do zębów. Też mi się znudziło. 

Nadmierny indywidualizm?

- Raczej lenistwo. Nie lubię, gdy ktoś mi coś każe, wolę sam sobie kazać. Poza tym lubiłem się stroić, nie dla mnie mundurki i komże. Paradowałem po Radomiu w dzwonach, w kurtkach z frędzlami. Nosiłem się jak kowboj, co w latach 90. w tym mieście mogło być niebezpieczne. Za taki wygląd można było dostać lanie. Inspirowały mnie filmy amerykańskie, tamci artyści i to, jak prezentowali się na koncertach. Do tej pory wydaje mi się, że polska scena festiwalowa czerpie wzorce ze Wschodu. Te cekiny, błyskotki, mężczyźni z pomalowanymi oczami. Rosja! Ja chciałem inaczej.

Chcesz, to rób

Skoro myślał o muzyce, dlaczego został aktorem?

- W mojej głowie jedno z drugim się łączy. Gdy siedziałem sam w domu, ustawiałem scenę i grałem koncerty przed wymyśloną publicznością. Nie pamiętam, żebym rozważał robienie czegoś innego. Z paczką przyjaciół wszystko wydawało się możliwe - opowiadałem, kim chcę być, a dla nich było jasne, że tak się stanie.

Gdy Paweł poszedł na przesłuchania do teatru amatorskiego w Radomiu, nie przyjęli go. Zamiast płakać w poduszkę, wziął udział w castingu do przedstawienia Punkiet robionego na festiwal Radom Odważny i wygrał. Może dzięki temu uporowi do Akademii Teatralnej w Warszawie dostał się za pierwszym razem!

- Wiesz, jak to jest z chłopakami. Czasem wystarczy, żeby w miarę prosto stanąć przed komisją - śmieje się.

Nie można mu zarzucić kumoterstwa czy rodzinnych układów - mama jest pielęgniarką, tata fizykiem, ale w życiu robili wiele rzeczy, żeby utrzymać rodzinę.

- Nigdy jednak nie kazali mi pragmatycznie myśleć o zawodzie, że coś się opłaca, a coś nie. Do moich marzeń podchodzili na luzie - chcesz, to rób. Jak na tamte czasy trochę ryzykowali, chodziłem do szkoły społecznej, założonej przez kilkoro rodziców, którzy skrzyknęli się, bo chcieli uciec od kiepskich szkół. Na angielski zapisali mnie, kiedy miałem pięć lat - dzisiaj to normalne, wtedy nie. Rodzice starali się zapewnić nam (Paweł ma brata, doktora fizyki - red.) dobrą edukację i jestem im wdzięczny. Mieliśmy przyjazny dom, do rodziców mówiłem po imieniu. Raz z tego powodu wychowawczyni wezwała mamę. Ale rodzice mieli luz. Dostałem dużo wolności i zaufania, choć wtedy tego nie odczuwałem - jeśli jesteś w czymś zanurzony, wydaje ci się to normalne.

Ciepłe kluski? Ależ skąd!

Na koncercie w warszawskim Palladium tłum. Zakochane pary, rodzice z dziećmi, koledzy z Radomia razem intonują: "Weź, nie pytaj/ Weź, się przytul/ Weź, tu ze mną/ Weź, tu bądź/ Weź, nie młodniej/ Weź, się starzej/ Razem ze mną/ Idź krok w krok". Kochałabym, gdyby ktoś tak do mnie śpiewał. Ten hit to jedna z piękniejszych piosenek o miłości, jakie słyszałam. A na tej płycie niejedyna. Niestety, wszystkie kawałki mają już adresatkę - to żona Pawła, Zuza Grabowska, też aktorka.

Poznali się na Akademii Teatralnej  w Warszawie. Dla niego to była miłość od pierwszego wejrzenia, dla niej niekoniecznie. Ale kolegowali się, byli w jednej paczce, zagrali sporo duetów. Ona zwierzała mu się z problemów, a on podrywał "na przyjaciela". Skutecznie, są razem od ponad 11 lat. Po ślubie "chyba już pięć", twierdzi Paweł.

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje