Reklama

Reklama

Paulina Młynarska: Lola chce zmieniać świat

Dbam o siebie, dbam o innych

Ojcu zawdzięcza poszanowanie formy w pisaniu. Nauczył ją, jak konstruować i budować narrację. - Był poetą, ale też znakomitym polonistą - mówi. - Przekazał mi pewną "wiedzę tajemną" i to jest wielki przywilej. Mama uwrażliwiła na różnorodność i zaraziła miłością do Paryża i Victora Hugo. - Paulina jest szalenie pracowita i terminowa - mówi Michał Nalewski. - Jako jedna z nielicznych autorek, które znam, zdarza się, że oddaje książkę przed terminem. Gdy ma umowę na coś nowego, codziennie rano siada i kilka godzin pracuje. Jest pokorna, umie przyjmować uwagi redaktora.

Reklama

W pisaniu jest szczera i za to czytelniczki ją cenią. Nie oszczędza siebie. Ma odwagę się przyznać, że pobłądziła. I pokazuje, jak sama sobie poradziła. - Bardzo podziwiam ją za odwagę - dodaje Eliza Michalik. - Popełniłam w życiu mnóstwo błędów, jednak nigdy bym nie opowiedziała o nich publicznie. Nawet jeśli mam świadomość, że komuś mogłoby to pomóc. Wiem, że Paulinie też nie przychodzi to łatwo, bo o tym rozmawiamy. Spotyka ją za to hejt, ale robi tak, bo ma poczucie misji. Uważa, że jest osobą publiczną i ma taki obowiązek. A ma o czym pisać, bo dużo przeżyła. Jako 16-latka wyjechała do Francji, grała w filmach. Główne role u Andrzeja Wajdy i Adama Hanuszkiewicza, ale i drobne w serialach. Wchodziła w dojrzałość w szalonych latach 90., wciągnęło ją radio. Pracowała jako serwisantka, wydawczyni, prowadziła autorskie audycje.

- W radiu okrzepł mój światopogląd i połknęłam bakcyla politycznego - wspomina. - Myślę, że wtedy zawodowo był mój najszczęśliwszy czas. I jest teraz, kiedy zajmuję się jogą i zawodowym pisaniem. Telewizja z kolei dużo mnie nauczyła, choć to niezwykły pochłaniacz energii. Było w tej robocie oczywiście i dużo radości, satysfakcji, które jednak przykrywały permanentny stres i adrenalina. Uodporniłam się na nie. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, w jakich nerwach i pośpiechu żyłam. Nie wiem, jak dawałam radę. Chyba nie dawałam. W pewnym momencie przeniosła się na Podhale. Wyremontowała niszczejący rodzinny dom w Kościelisku. Podjęła tę decyzję, aby mieć więcej czasu dla córki. Ala chorowała na astmę.

- Poznałyśmy się, gdy ona urodziła Alę, a ja byłam w ciąży - mówi Monika Donner, malarka, dyrektorka kreatywna firmy reklamowej. - Szybko obie rozstałyśmy się z naszymi facetami, a samotne macierzyństwo, które jest ogromnie trudne, jeszcze bardziej nas połączyło. Myślę o niej nie tylko jak o przyjaciółce, ale także jak o siostrze. Nasze drogi, choć różne, są gdzieś podobne i choćbyśmy mieszkały na dwóch krańcach świata, łączy nas więź. Miewamy różnice zdań, jednak niezależnie od wszystkiego zawsze jesteśmy dla siebie. Każda z nas zajmuje się też duchowością, inaczej, ale mamy jeden cel: chcemy stawać się lepszymi ludźmi. I wiemy, że aby uzdrowić świat, trzeba uzdrowić siebie. Paulina przyznaje, że w każdym momencie stara się zaprowadzać pokój w swoim życiu. Oczywiście martwią ją problemy świata, zmiany klimatyczne.

- Byłabym hipokrytką, gdybym jednak nie przyznała, że latam samolotami i zostawiam ten cholerny węglowy ślad, więc nie będę się wymądrzać na temat ekologii - mówi. - Ale bardzo staram się na moją małą skalę robić, co mogę, i dobrze zachowywać się wobec matki Ziemi. Pocieszam się, że rodzaj turystyki, który z Esterą proponujemy, i ośrodki jogi dają pracę lokalnym społecznościom, a nie wielkim korporacjom i nie ingerują w środowisko. Mam dziś wielu przyjaciół w Azji oraz w innych miejscach, wracam tam jak do siebie. Uczulam uczestniczki wyjazdów na to, by nigdy nie patrzeć na biedniejsze czy mniej rozwinięte kraje tym okropnym postkolonialnym okiem białaski. Nad nami, ludźmi z Zachodu, też się można użalić. Nad naszym brakiem czasu, problemami psychicznymi, dziećmi uzależnionymi od telefonów.

W książce Paulina pisze: "Jeżeli załamują cię toczące się wojny, przybija poziom agresji i ogólnie pragniesz, by nastała era »peace and love«, na bieżąco zaprowadzaj pokój w swoim życiu. Pogódź się z kim trzeba, odpuść, przeproś, zmilcz, wysłuchaj, a jeśli to konieczne, po prostu opuść strefę konfliktu".

Zobacz także:

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje