Reklama

Reklama

Paulina Młynarska: Lola chce zmieniać świat

Nomadka

Sama jest na etapie przemiany - "zrzucania skóry węża". Zmiany wita z otwartymi ramionami, choć są dni, że jest smutna, pełna wątpliwości. Pojawiają się myśli, że fajnie byłoby być młodszą, ale przyzwyczaja się do tego etapu dojrzałości. - Wiem, że takie borykanie się jest dobre i trzeba w nim być - mówi. W książce pisze: "Tryskam entuzjazmem i uważam, że życie jest piękne. Borykam się, zmagam, szukam i cierpię. Idzie mi lekko, łatwo, przyjemnie, jak po maśle. Do czasu. I tak w kółko. Buddyści powiadają, że przed oświeceniem człowiek rąbie drwa i nosi wodę, a po oświeceniu − rąbie drwa i nosi wodę".

Reklama

Gdy skończy warsztat na Bali, wraca do Grecji. W domu nie była długo, od września na Zanzibarze i Bali, ale też w Polsce, a w marcu jedzie do Indii, potem do Nepalu. Był taki czas, że tylko podróżowała, odwiedzała aśramy, pomieszkiwała u swojego mistrza na Sri Lance, medytując i ucząc się jogi. Od półtora roku ma domek na Krecie, pięć kilometrów od morza, z widokiem na góry. Z własnym studiem jogi na dachu.

- W wakacje wynajęliśmy od Pauliny apartament - dodaje Estera Hess. - Moje dzieci poznały Lolę, tak mówią do niej przyjaciele. Była pomocna w najzwyklejszych sytuacjach, które przytrafiają się na wakacjach rodzinie. Świetnie zna Kretę, mówi już po grecku. Podziwiam ją za to, że wciąż się czegoś uczy. Przyjaciele, którzy ją odwiedzają, zauważają, że w jakiś magiczny sposób udało jej się odtworzyć ducha jej dawnego domu w Kościelisku. Może to bliskość gór, ale i serce, które temu oddała. Od dawna snuła plany o mieszkaniu w ukochanej Grecji. Przyglądała się kobietom w podróży i szukała w nich inspiracji. Znalazła i opisała je w książce.

- Na naszym pierwszym spotkaniu, przed laty, które dotyczyło możliwości kontaktu z jej ojcem i jego twórczości, zapytałem, czego chciałaby w życiu - wspomina Michał Nalewski, redaktor i wydawca jej książek. - Od razu odpowiedziała, że marzy, aby zostawić pracę w telewizji, podróżować, przenieść się gdzieś w świat i pisać książki. Mnie wydawało się to kompletnie nierealne, kosmiczne. Dziś już wiem, że jak ona ma cel, to go realizuje.

- Potwornie trudna była logistyka tej zmiany, szukanie domu w Grecji, sprzedaż Kościeliska - opowiada Paulina. - A potem ta ostatnia noc w Tatrach. Wcześniej musiałam pozbyć się niemal wszystkich rzeczy. Z jednej strony cieszyłam się z wchodzenia w nowe, ale był we mnie smutek pożegnania. Odkryłam, że najgorszy jest sentymentalizm, bo rozrzewnia i podcina skrzydła. Jednak dałam sobie radę i to przetrwałam. Zmiana często boli, nie ma rady! Trudna była też pierwsza noc w nowym domu. Przyleciałam w kwietniu, gdy noce są tu jeszcze zimne. Pani z biura nieruchomości zostawiła mi klucz pod kamieniem. Ludzie, od których kupiłam dom, wyprowadzili się, ale zostawili niemal wszystko. Czułam się jak włamywaczka. Weszłam w swój himalajski śpiwór jak w kokon i zasnęłam pełna lęku. Rano wzeszło słońce i zaczęłam działać. Dziś ten dom jest całkowicie mój.

Cieszy się, że wkrótce będzie miała tam chwile dla siebie, a zima na Krecie jest przepiękna. Czuje się już zakorzeniona, ma przyjaciół. Czasami jednak bywa samotna. Od dłuższego czasu jest singielką. - Każdy człowiek potrzebuje drugiego człowieka, ja też - wyznaje. - Mam momenty, że tęsknię za miłością, mężczyznami. A potem mówię sobie: "Masz święty spokój, ciesz się!". Pytanie o jej bogate w relacje damsko-męskie życie ucina stanowczo: - Załatwiłam cztery małżeństwa w dekadę. To było już dawno i się przedawniło. Proszę mi darować!

Jej córka Ala mieszka w Londynie. Odwiedza mamę na Krecie, gdy tylko może. - Często rozmawiamy, ale nie jestem matką, która codziennie musi z córką pogadać. Ala usamodzielniła się już osiem lat temu. Zaraz po maturze wybrała się na antropologię kulturową w Krakowie, potem przeniosła się do Warszawy. W międzyczasie zjechała Indie i Nepal. Najpierw pojawiała się w Zakopanem w weekendy. Potem nastąpił czas, kiedy przyjechała, zrobiła pranie i w sobotę z plecakiem stała już w drzwiach. Dziś jest zawodową tancerką, performerką, kończy kolejne studia - choreografię i reżyserię ruchu w Londynie. Razem ze swoją partnerką Dominiką urządziły się tam, są szczęśliwe. Sztuka nowoczesna, performance to rzeczy, na których nie za bardzo się znam i dlatego to Ala jest tu moją przewodniczką, od niej się uczę!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje