Przejdź na stronę główną Interia.pl

Partnerzy. Paweł Domagała i Zuzanna Grabowska

On się w niej podkochiwał przez całe studia, ona uważała, że powinni być tylko przyjaciółmi. Ale kiedy zorganizował dla niej koncert i wyznał jej miłość swoimi piosenkami, zostali parą.

Paweł Domagała – aktor, wokalista, autor tekstów i kompozytor.

Czasem po prostu się wie, że to ta jedyna. I nie pamięta się życia "przed". Kiedy skończyliśmy z Zuzą studia aktorskie, na których spędzaliśmy całe dni razem, nagle pomyślałem, że nie wyobrażam sobie życia bez niej. I chyba o to w tym wszystkim chodzi, prawda? 

Reklama

Rzeczywiście, musiałem o nasz związek powalczyć. Uważam, że nad każdą relacją, nie tylko miłosną, należy pracować. A miłość to już szczególna praca. Jestem pewien, że zawarcie małżeństwa to obecnie jedyna wolna decyzja, którą podejmujemy - przynajmniej w europejskim kręgu kulturowym. Zakochanie mija wcześniej czy później, a miłość pozostaje decyzją. Jeśli już zadeklarowałem się jako mąż, to chcę się trzymać tego przez całe życie. Zauroczenia innymi osobami mogą się zdarzyć na przestrzeni wielu lat, natomiast ja chcę w mojej decyzji trwać. Bycie z jedną, wybraną przez siebie kobietą to tak naprawdę ciągły wybór. 

Nie jestem pewien, w jaki sposób Zuza wspomina nasze pierwsze spotkanie. Ja pamiętam ją przede wszystkim z dnia, w którym spóźniła się na ogłoszenie wyników egzaminów wstępnych w szkole teatralnej. Siedzieliśmy już w sali, świeżo upieczeni i szczęśliwi studenci, a profesor opowiadał, jakie książki powinniśmy przeczytać w wakacje. I wtedy Zuza wpadła do tej sali jako ostatnia. Potem bardzo wiele różnych scen zagraliśmy na zajęciach, lecz chyba tylko raz wcieliliśmy się w zakochaną parę: ona była Julią, a ja Romeo. W dramatycznej scenie, w której wylatywałem przez okno, wszyscy nagle zaczęli się głośno śmiać, choć przecież miało być tragicznie i romantycznie... 

Myślę, że sceny komediowe wychodzą nam wciąż znacznie lepiej niż dramatyczne. Od kilku lat współtworzymy Kabaret na Koniec Świata, gdzie często z Zuzką improwizujemy. Wystarczy jedno spojrzenie czy gest i już wiemy, w jakim kierunku pójdziemy. Poczucie humoru to silne spoiwo w naszym związku. Podoba mi się, że kiedy Zuzka jest zbyt mocno czymś przejęta, to sama potrafi przekłuć balonik, zażartować z tego. A gdy ja bywam zirytowany, wystarczy jeden celny komentarz żony i już się śmiejemy. Oboje nie jesteśmy obrażalscy. 

Od października w kinach można obejrzeć film "Serce nie sługa", w którym zagraliśmy. Na planie rozmawiam z Zuzą jak z koleżanką z pracy. To, że jesteśmy prywatnie parą, przestaje mieć wtedy znaczenie. Nie ukrywam, że czar nieco pryska, kiedy widzę, że Zuza jest zmęczona albo poirytowana. Potrafię wyczuć te emocje mimo profesjonalizmu żony. My się po prostu świetnie znamy. Uwielbiam subtelną grę, dokładnie taką jak u Zuzi. Nie spotkałem drugiej takiej aktorki: z tego typu spokojem oraz brakiem nachalności. 

Poza tym, że ją kocham, to także ją lubię. Nawet kiedy przydarzają się nam trudne momenty, to łatwiej znosić je z kimś, kogo się po prostu lubi. Zuzka jest bardzo ufna. Nie ma takiego myślenia, że ktoś może ją oszukać czy skrzywdzić. To urocze i bardzo mnie w niej ujmuje. 

Napisała ostatnio scenariusz serialu. Mam nadzieję, że uda nam się go zrealizować. Szukamy dobrego inwestora, bo potrzebne są już znacznie większe fundusze. 

Gdyby nie Zuza i dzieci, nie byłoby mnie w miejscu, w którym jestem. Rodzina stała się dla mnie fundamentem. Najważniejsze, że wracam do domu i mam tam coś ważniejszego niż wszystko inne. O moich rolach czy piosenkach kiedyś pewnie nikt nie będzie pamiętał. Wolę, by wnuczęta wspominały mnie jako fajnego dziadka niż dobrego aktora. A co ja daję Zuzi? Myślę, że to samo, co ona mnie: poczucie bezpieczeństwa i stałość. Wokół nas jest tyle zmiennych, że trzeba mieć coś stałego. Rodzina daje mi siłę i nieśmiertelność. Wspieramy się, co jest szalenie istotne, w zwykłym życiu. Codzienność mamy taką jak każdy: małe dzieci, zakupy, rachunki... Tutaj ciężko o fajerwerki. 

Wcześniej miewałem problemy z byciem obowiązkowym, ale od kiedy mam rodzinę i razem z Łukaszem Borowieckim założyliśmy własną wytwórnię, i zatrudniamy ludzi, stałem się znacznie bardziej odpowiedzialny. Wiem, że muszę zapewnić byt bliskim oraz być w porządku wobec tych, którzy ze mną współpracują. W wydanie płyty musiałem zainwestować nasze prywatne pieniądze. Mogłem je utopić. A Zuzka od początku mocno mnie wspierała. Nie miała problemu z tym, że jeździmy starym autem, bo mąż spełnia muzyczne marzenia. 

Czasem wracam pamięcią do grudnia ubiegłego roku. Akurat dowiedzieliśmy się z Zuzą, że będziemy mieli drugie dziecko... Pomyślałem, że chciałbym napisać numer o tym, jak mi teraz w życiu dobrze. I tak powstało bluesowe "Weź nie pytaj". Nie wstydzę się wyznawać miłości w piosenkach. Czego miałbym się wstydzić? W tekstach piszę o tym, co u mnie słychać. Jeśli więc ktoś chce się czegoś o mnie dowiedzieć, niech posłucha moich piosenek, bo w nich potrafię się mocno odsłonić. Dostaję wiele wiadomości od osób, które mają podobne związki. Piszą do mnie nawet małżeństwa z kilkudziesięcioletnim stażem, które identyfikują się z tym numerem. Dowiedziałem się, że młode pary wybierają go jako pierwszy taniec na weselu. W życiu bym tego nie wymyślił. (śmiech)

Kiedy Paweł Domagała zdobył serce Zuzanny Grabowskiej? Przeczytaj na kolejnej stronie.  >>>

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje