Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Olga Bołądź: Mój egzamin dojrzałości

Największa miłość? Syn. Na drugim miejscu: praca. Na mężczyznę Olga Bołądź jeszcze cierpliwie czeka. Bo jak sama przyznaje, pierwszy raz w życiu nigdzie się nie spieszy. Przeczytaj fragment rozmowy z Olgą Bołądź - całość znajdziesz w lutowym wydaniu magazynu PANI.

Wypatrujesz pierwszych zmarszczek, siwych włosów?

Reklama

Olga Bołądź: Boję się zmian. Byłabym hipokrytką, mówiąc, że jest inaczej. Tym bardziej że wykonuję taki zawód, że ludzie cały czas na mnie patrzą, oceniają i to bywa trudne. Jednak sama sobie taką pracę wybrałam, więc się przeciw temu nie buntuję. Dbam o siebie, trenuję, chodzę do kosmetyczki. Kiedy miałam 20 lat, mogłam być szczupła, nie wkładając w to żadnego wysiłku. Teraz mam świadomość, że jeśli chcę czuć się komfortowo we własnym ciele, wychodząc na scenę w krótkiej sukience albo rozebrać się na planie do naga, to muszę iść na bieżnię czy porobić przysiady. Ale robię to dla siebie, nie dla innych.  

Ludzie potrafią być w ocenach okrutni, szczególnie dla osób publicznych.

- Znam ludzi, którzy mówią, że czytają hejterskie komentarze i się tym nie przejmują. Ja wiem, że mogłyby mnie dotknąć, bo nie jestem ani wyjątkowo twarda, ani odporna. Jestem normalną dziewczyną, która ma swoje kompleksy, dlatego nie czytam. Po tym, jak zagrałam w moim pierwszym filmie, napisano, że jestem brzydka i gram jak drewno. Kiedy to zobaczyłam, popłakałam się.

- W pierwszym odruchu stwierdziłam, że mam dość, rzucam aktorstwo, to koniec. A byłam tuż po szkole aktorskiej. Jednak po kilku godzinach otrząsnęłam się i pomyślałam: "Chrzanić to, żadne trolle nie będą miały wpływu na to, co myślę o sobie". I od tamtego czasu już nic nie czytam, nie wiem, co piszą o mnie w "internetach". Chociaż czasem życzliwi donoszą...  

A sama siebie oceniasz? Zdarza ci się obejrzeć swój film i pomyśleć, że mogłaś wypaść lepiej? Albo że operator mógł pokazać twój lepszy profil?

- Operator za pomocą oświetlenia może z każdej aktorki zrobić brzydką albo piękną dziewczynę, więc ja też bywam na ekranie bardzo ładna lub bardzo nieatrakcyjna. Mam świadomość, jak ustawić się do kamery, żeby dobrze wypaść, ale nie zawsze o to chodzi. Decydujące jest, jaką rolę gram, jaki efekt chcę uzyskać. Aktor jest narzędziem - oddaję postaci swoje ciało, serce i umysł, jednak to nie jestem ja. Poza tym zazwyczaj oglądam siebie tylko raz, podczas wewnętrznego pokazu organizowanego przez reżysera. Na premierze brakuje mi na to czasu, bo jestem zajęta udzielaniem wywiadów, a w domu nie mam półki DVD z moimi produkcjami. Ani nie wieszam na ścianie plakatów z filmów czy spektakli, w których zagrałam.

Rozmawiała Iga Nyc

Tekst pochodzi z magazynu

PANI

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje