Reklama

Reklama

Od zasmażki do fusion

Italiano podano

Można czerpać przyjemność z kötbullar - szwedzkich klopsików z IKEA, na które szał utrzymywał się długie lata (szło się po stolik Kvistbro, a lądowało na jedzeniu). Można rozsmakować się w kuchni fusion, która łączy przepisy z całego świata. Ale i tak najbardziej przez 30 lat pokochaliśmy kuchnię włoską. A konkretnie co czwarty Polak pokochał (dane OBOP). Aż 69 proc. z nas deklaruje, że jak idzie do restauracji, to na pizzę. Daliśmy się też uwieść pięknym Włoszkom: rukoli i roszponce, chociaż wcześniej jedliśmy sałatę ogrodową ze szczypiorem. 

Reklama

Co ciekawe, i rukolę, i roszponkę mamy w Polsce od wieków. Tylko wcześniej nie było popytu. Może z powodu mało seksownych nazw: rokieta siewna i kozłek sałatka. Włoska zielenina wygrała nawet z królową końcówki lat 90. - kapustą pekińską. 

Na stoły wjechały suszone pomidory, oliwa, mozzarella, parmezan, szynka parmeńska, bazylia, mascarpone, ciabatta, grissini. W towarzystwie win Montepulciano d’Abruzzo i innych pinot grigio. No i odkryliśmy oliwki! 

Tu pozwolę sobie przypomnieć powiedzenie, że do oliwek, whisky i literatury faktu się w życiu dorasta (niech każdy zrobi bilans w swoim sumieniu, mnie zostało jeszcze dorosnąć do whisky). Fanom włoszczyzny polecamy wybrane fragmenty z polskiej komedii "Ciało" (hit roku 2003), w której nazwy makaronów padają w nieoczekiwanych kontekstach: "A wy tu, gorgonzola, siedzieć grzecznie" czy "Co mi tu jakieś farfalle wciskacie?". 

Adiós, schaboszczaki!

Do redakcji przyszedł e-mail. W jednym z centrów handlowych odbędzie się Foodmagedon, motywem przewodnim jest fleksitarianizm. Gdyby taką wiadomość wysłać pod koniec XX wieku, mogłaby wzbudzić popłoch. Foodmagedon?! Fleksi...coś tam? Ratunku! Dziś fleksitarianizm może nie jest słowem, którego używamy co dzień, ale sam trend na ograniczenie mięsa w diecie ma coraz więcej zwolenników. Z podium spada schabowy, kiedyś występujący nawet w utworach lirycznych. 

Pamiętacie "zasmażkę"? Piosenka OTTO, najlepszego w połowie lat 90. kabaretu: "Poznałem cię w przydrożnym bistro, romantycznie jadłaś schab". Dalej szło o tym, że "pojedziemy do Pizy, na pizzę i pyzy". Odnotowujemy, bo to najbardziej rozbudowany utwór kulinarny III RP. Choć mogłaby z nim konkurować "Jutro znowu będzie pomidorowa" (53 mln odsłon na YT!), parodia "Naucz mnie" Sarsy, przeboju roku 2015. 

Wracając do schabowego. Utkwiła mi w pamięci opinia Roberta Makłowicza: to danie żniwiarza, miało dawać krzepę. Kawałek trzeba było rozklepać, żeby sprawiał wrażenie większego. A że stawał się cienki, nadrabiało się panierką. Żniwiarzy wśród nas mniej, to i schabowy przestaje być pożądany. Nie cenimy już tak drobiu (a przecież lata 90. były erą kurczaka z rożna!). Na bankietach trudno grać do kotleta, raczej gra się do jarmużu. No i na wędlinkę już nam tak nie cieknie ślinka. Bo zawartość mięsa śladowa, za to azotynu - w okazałości. Producenci na zachętę nie wahają się wykorzystywać naszej cechy narodowej, jaką jest rodzinność. Stąd "szynka babuni", "baleron dziadunia" i "kiełbasa od szwagra". 

Jednym z ostatnich bastionów mięsożerstwa jest grill. To też zdobycz kulturowa ostatnich lat. Zwykle pieczemy karkówkę (wiosną markety zalewają dania "gotowe na grilla", czyli mięso uciapane w pomarańczowej mazi przypraw), ale przebijają się też warzywa i ryba. Do grilla niezbędne jest piwo. I mogą eksperci grzmieć, że to fatalne połączenie alkoholu i policyklicznych węglowodorów, ale kto Polakowi zabroni? Niech żyje wolność i swoboda... Nawet kosztem zdrowia! 

Od Dukana do Dąbrowskiej

A po drodze jeszcze Montignac, dieta kopenhaska, kapuściana, jaglana. Nie łączyliśmy węglowodanów z białkami albo jedliśmy tylko tłuste mięso według Kwaśniewskiego. Nagle połowa znajomych przestała tolerować gluten, a druga laktozę. Amerykańscy naukowcy kazali nam raz wierzyć w moc masła, raz nie. Jaja były na cenzurowanym kilka razy. Z cukru przerzucaliśmy się na słodzik i z powrotem. Dowiadywaliśmy się, że jelita to drugi mózg. Ważnymi słowami stały się "błonnik" i "perystaltyka" (weź to szybko wymów!). Celebryci i normalsi zaczęli jeździć na detoksy w Bory Tucholskie czy inne zacisza. O dokonywanych tam lewatywach do dziś krążą na salonach poruszające opowieści. Piliśmy młody jęczmień, ocet jabłkowy, ostropest, czystek. Wcinaliśmy goji i czarnuszkę, laliśmy olej budwigowy. Długo wierzyliśmy w diety, aby w końcu uświadomić sobie, że... trzeba się odżywiać racjonalnie. Pięć razy dziennie co trzy godziny danie wielkości pięści. Jak najmniej dań przetworzonych. Dwa litry wody. Tylko to takie nudne... 

Co jest pod kołderką?

Bitka wołowa zasiadająca na postumencie z kopytek. Pasztet otulony serową kołderką w koleżeństwie sosu tatarskiego. Gęsie żołądki zażywające kąpieli w sosie śmietanowym. To przykłady barokowego nazewnictwa dań w polskich restauracjach, które w książce "Pypcie na języku" przedstawia Michał Rusinek. Moda pojawiła się w pierwszej dekadzie XXI wieku. Karykaturalny jej obraz jest przedstawiony w skeczu Kabaretu Moralnego Niepokoju, w którym kelner to "jadłopodawca", zupa - "polewnica", a restauracja nazywa się Karczma Oberża Wylęgarnia Smaku. To przy okazji satyra na knajpy tzw. staropolskie. 

Składowe stylu? Smalczyk ze skwarkami podawany jako "czekadełko", kaszanki, salcesony. "Swojski kącik" był długo żelaznym punktem weselnych przyjęć, teraz wyparła go fotobudka. Przy okazji - nauczyliśmy się restauracyjnej zasady: im krótsza karta, tym lepiej. Sto pozycji w menu oznacza, że wszystko jest w zamrażarce i może być podgrzane w mikrofali. To też jedna ze zdobyczy nowej Polski. Fani przygotowywali w niej nawet herbatę. 

Oddaj fartucha!

Tak na wizji zawołał Michel Moran i przeszedł do historii. Francuski kucharz to jedna z gwiazd wykreowanych przez programy kulinarne. Oczywiście, królową jest Magda Gessler (autorka zdań typu "Może panu to smakuje, ale to jest paciaja"). Jej sposób bycia jednych zachwyca, innych drażni, ale program, w którym w czołówce latają noże, a dalej garnki i niecenzuralne słowa, znają wszyscy. 

Renomę zdobyli też łamiący przepisy Okrasa, Pascal Brodnicki, Robert Sowa (a z czasem i przyjaciele). Gdyby jednak wskazać najjaśniejszą gwiazdę 30-lecia, będzie nią Wojciech Modest Amaro. Pokazał nam kuchnię molekularną, a jego restauracja dostała słynną gwiazdkę Michelina. Swój styl mistrz pomysłowo określa jako "modest cuisine" (skromna kuchnia). Dania są tworzone zgodnie z zasadą sezonowości. Można degustować np. chłodnik z żętycy ze szczawiem albo troć sous-vide. 

Zresztą sous-vide (technikę gotowania w próżni, dłużej, w niższej temperaturze) też poznaliśmy w ciągu ostatniej dekady. Ale żyjemy w epoce, kiedy gwiazdą chce i - dzięki internetowi - może być każdy. Jedną z okazji do pokazania się ludziom jest food porn. Czyli prezentowanie w social mediach tego, co za chwilę zjemy. Już nikogo nie dziwi to, że gdy na służbowym lanczu zostanie podana sałatka, goście zanim zjedzą, robią jej serię zdjęć (najlepiej z góry). Tak się wykuwa "fejm", czyli sławę w sieci. 

Tęsknota za paprykarzem

Trzy dekady nowej Polski to historia zachłyśnięcia się smakami świata i... odkrycie, że nie wszystko zdrowe, co kolorowe i w plastik zapakowane. Stąd nowe hobby - slow food i kuchnia bio. Możemy je trenować na bazarku albo na targu śniadaniowym, gdzie można kupić jedzenie z food trucka. Doceniamy produkty regionalne - patrz: kariera serka korycińskiego. Nastąpił renesans lokali typu "seta i lorneta", gdzie można napić się czystej wódki i zakąsić. Modne są domówki jak u cioci na imieninach. Sałatka warzywna, tatar, jajka w majonezie, nóżki w galarecie i śledzik (bo jak śpiewał Wojciech Młynarski: "jest jeszcze śledź w śmietanie, metafizyczne danie"). Zostały zrehabilitowane kiszony ogórek i kiszona kapusta. Specjalistka od żywienia, influencerka Dr Ania, z sukcesem lansuje je w social mediach (sprawdź hasztagi #kiszynkebydż i #kiszynkiukamba). Bo kiszone jest zdrowe! Potwierdzają to eksperci z Instytutu Żywności i Żywienia, którzy sporządzili listę pozytywów polskiej kuchni. Czterech. To zupy warzywne, produkty fermentowane (działanie antynowotworowe!), owoce jagodowe (chronią przed niedokrwienną chorobą serca) i twaróg - dostarcza organizmowi łatwo przyswajalnego białka i wapnia. Może to wszystko razem jest całkiem dobrym pomysłem na zdrową dietę? 

JOANNA NOJSZEWSKA
TWÓJ STYL 6/2019


Zobacz także:

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje